Recenzja spektaklu: „Exodus/Bieguni-Harnasie”, chor. Anna Hop i Izadora Weiss
Ciekawa koncepcja, niespodziewanie dobrze łącząca się z muzyką.
Ciekawa koncepcja, niespodziewanie dobrze łącząca się z muzyką.
Całość ma wymiar uniwersalny i, co może najważniejsze, skłania do wejścia na deski własnego domu rodzinnego i przyjrzenia się tym, które go przez pokolenia budowały.
Przed premierą Paweł Miśkiewicz zapowiadał swój „Zamek” jako kontynuację wystawionego na tej samej scenie cztery lata wcześniej „Idioty” Dostojewskiego.
Gdyby wszystkie sceny były tak precyzyjnie zrealizowane, jak otwierająca „Śnieg” rozmowa w kawiarni, zmieniająca się w samozwańczy sąd moralności – widzowie świadomi obecnej sytuacji w Polsce mogliby psychicznie nie wytrzymać kolejnych.
Za podstawę scenariusza posłużył „Stramer”, głośna powieść Mikołaja Łozińskiego o życiu żydowskiej rodziny w przedwojennym Tarnowie, oraz fragmenty „Wyjechali” W.G. Sebalda.
Całym kształtem muzycznym zawiadował tym razem znany niemiecki dyrygent Lothar Koenigs, z pozytywnym efektem.
Spektakl, który otwierała scena spowiedzi, kończy się ekstatyczno-erotycznym rave’em samotnego tłumu.
Są tu momenty poruszające, odniesienia do współczesności, także polskiej, są czytelne i bolesne, ale nie wszystko działa.
Nazwa drugiej siedziby Klubu Komediowego – Rakieta Klub – zobowiązuje. Nowy spektakl orbituje wokół Ziemi i jej problemów.
Michał Borczuch wielokrotnie udowadniał, że potrafi i lubi pracować z młodymi ludźmi.
Bydgoski spektakl jest przede wszystkim świetną rozrywką.
Ogląda się tę 70-minutową całość gładko. Zbyt gładko.
Ujemną stroną spektaklu są kostiumy, a tekst, trzeba to niestety powiedzieć, chwilami wywołuje u słuchacza uśmiech.
Familijny musical Jakuba Szydłowskiego opiera się, także w warstwie wizualnej, na albumie Janusza Christy z początku lat 80.
Biznes przeplata się ze sztuką, perspektywa osobista z globalną, a wszystko to na małej scenie, w umownej scenografii.
Poznański Teatr Wielki idzie do remontu, ale artyści nie milkną.
Gdyby opisać jednym zdaniem ten spektakl, można powiedzieć: ten sam Treliński, tylko bardziej.
Dzięki genialnemu aktorstwu, scenografii, granej na żywo muzyce i porywającej choreografii, rozprawka zmienia się we wciągający teatr.
Gwiazda europejskich scen, belgijski reżyser Luk Perceval, nie bierze jeńców.
Reżyser Jędrzej Piaskowski i dramaturg Hubert Sulima wracają do Czechowa.