Co wolno youtuberom? Universal Music Polska vs. Paweł Opydo
Sprawa, w której youtuber zarzuca firmie Universal Music Polska nadużycia, doczekała się kuriozalnej odpowiedzi rzeczonej firmy. W jej myśl trzeba by kwestionować ideę krytyki kulturalnej.
Zgłoszone przez Universal Music Polska filmy Pawła Opydo zawierają krótkie fragmenty teledysków.
Hello I'm Nik/Unsplash

Zgłoszone przez Universal Music Polska filmy Pawła Opydo zawierają krótkie fragmenty teledysków.

Sprawa zaczęła się od zablokowania przez Universal Music Polska filmów z serii „Złe piosenki” autorstwa Pawła Opydo – na zasadzie przejęcia monetyzacji. Co oznacza, że materiały te wciąż można obejrzeć na YouTube, ale zyski trafiają do UMP. Powód? Łamanie praw autorskich.

Prawa autorskie na YouTube – grząski grunt

UMP wpisało się w dyskusję, która od dawna porusza twórców na YT, mianowicie mechanizmów serwisu do walki z treściami pirackimi i ich nadużywania przez partnerów, którzy sami decydują, co jest, a co nie jest łamaniem praw autorskich.

Zgłoszone przez Universal Music Polska filmy Pawła Opydo zawierają krótkie fragmenty teledysków. Opydo prezentuje kilku–kilkunastosekundowy fragment klipu, a następnie odnosi się do tego, co zobaczyliśmy, w sposób humorystyczny, „czepiając” się utworu i twórców. Jego cykl wpisuje się w to, co robi cała rzesza twórców na YouTube.

Czytaj także: Patostreamerzy. Nowe „gwiazdy” internetu

Fragmenty utworów – za zgodą czy bez?

Ale UMP twierdzi, że to coś niedozwolonego, a youtuber powinien był zgłosić się o zgodę na wykorzystanie fragmentów. Cytat z oświadczenia UMP: „W przypadku Pana Pawła Opydo do dnia dzisiejszego nie wystąpił on do Universal Music Polska z prośbą o uzyskanie zgody na korzystanie i monetyzację wskazanych materiałów, co mogłoby od razu pomóc w rozwiązaniu sytuacji”.

Dobrze, idźmy tą drogą. Jeśli chce się w recenzji danego dzieła (bo to robi Opydo – rozbiera teledyski na części pierwsze i je ocenia) wykorzystać fragmenty tego dzieła, trzeba uzyskać zgodę właściciela praw albo robić to, nie zarabiając na tym. Cóż, nasuwają się pytania.

Czytaj także: Jak Krzysztof Gonciarz zarabia na YouTube

Prawa autorskie w prasie

Jak działa POLITYKA, sprzedawana w kioskach i w internecie, na łamach której wielu autorów, na przykład niżej podpisany, wielokrotnie cytuje książki czy teksty piosenek? Trudno znaleźć numer tygodnika, w którym nie prezentowano by kadrów z filmów czy seriali. Jak działa youtuber recenzujący/omawiający filmy, od grupy Screen Junkies, przez Chrisa Stuckmana, po Mr Sunday Movies, skoro każde z nich wykorzystuje fragmenty omawianych utworów i na tym zarabia?

Na jakich zasadach działa niemal bliźniaczy koncepcyjnie do „Złych piosenek” Pawła Opydo popularny cykl „Honest Trailers”, w którym filmy rozbiera się na części pierwsze i ocenia? Dlaczego ich materiały od lat regularnie pojawiają się na YT, i to nie w niszy, ale jak najbardziej na świeczniku? Niektóre z tych filmików swoją obecnością uświetniali m.in. Ryan Reynolds jako Deadpool czy reżyser „Konga: Wyspy Czaszki”.

Jeśli uznamy, że Opydo łamie prawo, prawo muszą łamać również twórcy „Honest Trailers”. Tymczasem mowa tu o produkcji dwukrotnie nominowanej do prestiżowych nagród Emmy!

Czytaj także: Jak czytać nowy regulamin Facebooka

Kuriozalne oświadczenie Universal Music Polska

Otóż wszystko to działa na prawach cytatu, dopuszczającego wykorzystanie fragmentów utworów w ramach ich analizy.

UMP w oświadczeniu pisze: „Pan Paweł Opydo dokonał opracowania utworów, co zgodnie z ustawą o Prawie autorskim i prawach pokrewnych wymaga uzyskania stosownych zgód”. Myli jednak – świadomie lub nie – pojęcia. Opracowaniem byłoby np. tłumaczenie tekstu piosenki albo adaptacja (np. ekranizacja). Recenzja jest analizą krytyczną. Zresztą Opydo bardziej nawet podchodzi pod satyrę, parodię/pastisz. Wciąż – to nie jest opracowanie.

W skrócie: „Złe piosenki” Pawła Opydo to samodzielne utwory. Treścią klipów są komentarze Opydo.

UMP swoje oświadczenie kończy stwierdzeniem: „W materiale zamieszonym 10 maja 2018 r. na kanale YouTube Pan Paweł Opydo odnosi się do prawa cytatu, które jest uregulowane w polskiej ustawie, natomiast jego filmy dostępne są globalnie, gdzie istnieją inne regulacje prawne. Jeżeli autor zdecydował się na globalną dystrybucję swojego materiału, musimy dostosowywać się do wytycznych międzynarodowych, które wyznaczone są na nas przez Universal Music Group”.

Ale patrząc na międzynarodowe przykłady, jak przytoczone wyżej, wychodzi na to, że to Paweł Opydo ma rację w tym sporze.

Czytaj także: Według YouTube „Janosik” to... pornografia

Sprawa youtubera trafi do sądu?

Universal Music Polska strzela sobie w stopę. I to kilkakrotnie. Nie dość, że oświadczenie firmy jest niejasne, w niektórych fragmentach mylące, to sprawia wrażenie pisanego przez kogoś, kto prawa autorskiego albo nie zna, albo zna i świadomie wprowadza w błąd.

Paweł Opydo zapowiada, że jeśli Universal nie zmieni decyzji, wstąpi na drogę sądową. Byłby to precedens dla innych youtuberów w Polsce, których materiały są blokowane, mimo że nie łamią prawa autorskiego.

W wyniku nagłośnienia sporu z Opydo facebookowy fanpage Universalu tonie w komentarzach osób albo wyrażających poparcie dla youtubera, albo żądających wyjaśnień.

Zobacz także: 10 największych gwiazd polskiego YouTube

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj