Anthony Bourdain. Hedonista, prowokator, kulinarny buntownik z wyboru
Anthony Bourdain, szef kuchni, pisarz i gospodarz programów kulinarno-podróżniczych, zmienił oblicze współczesnej gastronomii.
Anthony Bourdain
Danny Moloshok/Forum

Anthony Bourdain

„Zły chłopiec kulinariów”, „król niebezpiecznego jedzenia”, „sarkastyczny krytyk kuchni gourmet” – to tylko niektóre opinie, jakie przez lata pojawiały się w mediach na jego temat. On sam o sobie mówił krótko: entuzjasta. Anthony Bourdain, szef kuchni, pisarz i gospodarz programów kulinarno-podróżniczych, zmienił oblicze współczesnej gastronomii i pogłębił o niej dyskurs.

Jak podała w piątek rano telewizja CNN, jego ciało znalazł w pokoju hotelowym w Strasburgu we Francji kucharz Eric Ripert, z którym się przyjaźnił i współpracował przy powstającej właśnie kolejnej serii obsypanego nagrodami Emmy programu „Parts Unknown” (u nas emitowany na kanale Kuchnia+ pod tytułem „Anthony Bourdain: Miejsca nieznane”). Prokuratura potwierdziła w sobotę, że Bourdain popełnił samobójstwo przez powieszenie się. Miał 61 lat.

Na Twitterze pojawiły się wpisy szefów kuchni i kulinarnych gwiazd małego ekranu (Jamie Olivier, Gordon Ramsay, Adam Richman i inni) oraz milionów zwykłych internautów o „szoku i niedowierzaniu”. Jedni pisali o konieczności zwrócenia uwagi na problemy zdrowia psychicznego i depresji po niedawnych samobójstwach muzyka Avicii i projektantki mody Kate Spade. Inni wspominali, że „żył jak gwiazda rocka i zmarł jak gwiazda rocka”. Wydawało się, że Anthony Bourdain to dobry znajomy każdego, kto przeczytał chociaż jedną z jego kilkunastu książek, począwszy od autobiograficznego debiutu „Kitchen Confidential: Adventures in The Culinary Underbelly” (2000). Sprawiał wręcz wrażenie człowieka, który opinii publicznej dał się poznać na tyle dobrze, że gdyby zamierzał targnąć się na własne życie, prawdopodobnie by nas o tym wcześniej poinformował.

Czytaj także: Kuchnia brytyjska podbija świat

Oko foki w Arktyce i noodle z Obamą

Opowiedział nam o swoim długoletnim uzależnieniu od twardych narkotyków, z którego – jak twierdził – wyszedł, uwielbieniu dla podłych spelun, niebezpiecznego, niezdrowego, ale prawdziwego jedzenia, tatuaży i pracy na zmywaku, które zaczęło się od lektury „Na dnie w Paryżu i Londynie” Orwella i zostało w nim już na dobre. Wiedzieliśmy o krewkim temperamencie Tony′ego (tak kazał się do siebie zwracać), jego wybujałym ego i słabości do kobiet, o tym, że w przeszłości źle traktował obsługę swoich restauracji i tego żałuje. Dzięki znanym na całym świecie programom „Anthony Bourdain: Bez rezerwacji”, „The Layover” i wspomnianym już „Miejscom nieznanym” zobaczyliśmy różne oblicza Bourdaina. Bywał klnącym jak szewc miejskim romantykiem, który pije absynt w pokoju hotelowym, gdzie zmarł Oscar Wilde, pełnym empatii gawędziarzem jedzącym wiejski obiad z byłym szefem KGB na moskiewskiej prowincji i nonszalanckim erudytą, siedzącym na plastikowym krześle w tanim barze w Hanoi w towarzystwie Baracka Obamy, noodli i zimnego piwa. Zawsze jednak pozostawał do bólu szczerym, odważnym swojakiem. Wolał zjeść z lokalsami oko foki w Arktyce i wieprzowego flaka w panierce w Karolinie Południowej niż wymuskane danie kalifornijskiej matki slow food Alice Waters. Krytykował stawianie szefów kuchni na niemalże boskim piedestale i popularne w USA kulinarne celebrytki – Paulę Deen, oskarżaną o kulturowe przywłaszczenie białą specjalistkę od „jedzenia duszy” (soul food), tradycyjnej kuchni Afroamerykanów, i Sandrę Lee, która uczy żony i matki, jak przygotowywać domowe obiady z półproduktów.

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj