Parlament Europejski zagłosował przeciw zmianom w prawie autorskim
Posłowie na forum plenarnym powinni jeszcze raz przyjrzeć się przepisom Dyrektywy. Wymaga tego choćby skala kontrowersji, które narosły wokół pomysłu filtrowania treści.
Sytuacja jest szczególnie zaskakująca w Polsce.
Christin Hume/Unsplash

Sytuacja jest szczególnie zaskakująca w Polsce.

Kilka godzin temu posłowie Parlamentu Europejskiego nie udzielili Komisji Prawnej (JURI) mandatu, by negocjować dalej przepisy nowej Dyrektywy prawnoautorskiej. Oznacza to też, że większość posłów odrzuciła kontrowersyjne propozycje forsowane przez Axela Vossa, posła sprawozdawcę Dyrektywy – w szczególności przepisy dotyczące filtrowania treści oraz nowych praw dla wydawców.

Jak za czasów ACTA

Głosowanie poprzedziła debata medialna, która od czasu ostatniego głosowania – w Komisji JURI 20 czerwca – rozgrzała się do czerwoności. Wczoraj Wikipedia w Polsce i kilku innych krajach europejskich wygasła na znak protestu. Równocześnie Paul McCartney, na co dzień nieobecny w debatach politycznych, wysłał do Parlamentu Europejskiego list popierający propozycję JURI. Hasztag #acta2 trenduje na Twitterze, memy są produkowane już nawet przez Komisję Europejską, powróciła narracja o walce z piractwem. Jest jak 5 lat temu, za czasów ACTA.

W Polsce coraz głośniej o sprawach cyfrowych

Sytuacja jest szczególnie zaskakująca w Polsce. Przez ponad dwa lata trwania procesu legislacyjnego debata publiczna była u nas ograniczona do niewielkich wydarzeń eksperckich i pojedynczych, ograniczonych do minimum konsultacji organizowanych przez MKiDN. Dwa tygodnie temu Polska przeżyła copyrajtowe przebudzenie. „Dziennik Gazeta Polska” opublikował cztery strony materiału prezentującego popierany przez wydawców prasy projekt, okraszony wielkim zdjęciem maski Anonymous, symbolu protestów przeciw ACTA. W kilkunastu polskich miastach odbyły się protesty – niewielkie, ale znaczące – wspierane zarówno przez Kukiz ′15 i partię Wolność, jak i Jana Śpiewaka i Zielonych. Komisja Europejska zaczęła bronić swoich propozycji – po raz pierwszy od dwóch lat – z pomocą memów, emotikonów i slangu internetowego, starając się puścić oko do internautów. Wreszcie – i jest to znak czasów – wszystkie strony zajmują się obalaniem mitów, a poglądy krytyczne są natychmiast określane jako manipulacja, dezinformacja i fake news.

Podobne protesty nie odbywają się w Niemczech czy we Francji ani nawet w Brukseli. Po raz kolejny jesteśmy fenomenem na skalę europejską – wśród polskich internautów przebudził się duch troski o sprawy cyfrowe. Zwolennicy Dyrektywy próbują zdyskredytować społeczne oburzenie, wytykając internautom np. brak znajomości jej szczegółowych zapisów. Ale obiegowe hasło „zabiorą Wam Wasze memy” bardzo dobrze oddaje – oczywiście w uproszczony sposób – ryzyko związane z nowymi przepisami.

Czytaj także: A jak Ty byś naprawił prawo autorskie?

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj