Ludzie i style

Twórca plakatu „Konstytucja” o sztuce protestu

Plakaty „Konstytucja” Plakaty „Konstytucja” Wojciech Kryński / Forum
„Konstytucja” stała się ikoną. Zobaczymy tylko, jak długo będzie potrzebna. Oby jak najkrócej, do następnych wyborów – mówi Luka Rayski, artysta, ilustrator, autor słynnego plakatu.

ALEKSANDER ŚWIESZEWSKI: – Zaprojektowany przez ciebie plakat „Konstytucja” z dnia na dzień stał się symbolem protestów w obronie wymiaru sprawiedliwości. Udało ci się stworzyć prawdziwą ikonę.
LUKA RAYSKI: – Siła rażenia plakatu przerosła wszelkie moje oczekiwania. Gdy „Konstytucja” zaczęła nabierać „prędkości”, wrzuciłem ją do internetu na licencji Creative Commons Zero, pozbywając się resztek praw autorskich do swojej pracy. Odtąd każdy mógł zrobić z plakatem dosłownie wszystko, co zechciał. To była świetna decyzja. Swoją drogą nie czuję się jedynym autorem plakatu. Wiele osób włożyło wysiłek, żeby praca zyskała tak dużą popularność. W „Konstytucji” nie chodzi tylko o design, ale właśnie o uczestnictwo. Ludzie, którzy zbierają się razem i trzymają plakat – to jest tak naprawdę ta praca. Nieskromnie mówiąc, „Konstytucja” rzeczywiście w jakimś sensie stała się ikoną. Zobaczymy tylko, jak długo będzie potrzebna. Oby jak najkrócej, do następnych wyborów, a „Konstytucja” niech wtedy trafi do muzeum plakatu...

W jakich okolicznościach powstał słynny plakat?
Były dwie fazy. Praca powstała w 2016 r. na zamówienie inicjatywy „Demokracja Ilustrowana”. Byłem jednym z artystów poproszonych o przygotowanie pracy dotyczącej współczesnego patriotyzmu. Całej akcji towarzyszył zamysł stworzenia nowych symboli na nowe czasy. Zaprojektowałem więc plakat, ale w innej wersji kolorystycznej. Oryginalnie tło było czarne, nie szare. Praca spotkała się z całkiem entuzjastyczną reakcją w mediach społecznościowych i na tym się skończyło.

Ciąg dalszy nastąpił w lipcu 2017 r.
To była połowa lipca. Stałem na Krakowskim Przedmieściu z przyjacielem Mateuszem Halawą. Jeżeli to ja jestem matką „Konstytucji” – on jest ojcem. Albo na odwrót (śmiech). Byliśmy przerażeni kierunkiem, w którym zmierza Polska. Oglądaliśmy tłum demonstrantów i nagle zobaczyliśmy, że ktoś niesie wydrukowany plakat „Konstytucja”. Mateusz stwierdził, że musimy coś zrobić, i zaproponował wydrukowanie moich plakatów. Następnego dnia obdzwonił znajomych i udało mu się zebrać odpowiednią sumę pieniędzy. Ustaliliśmy, że zmienię tło plakatu na szare, żeby zmniejszyć koszty druku. Drukarz, do którego Mateusz się dodzwonił, powiedział, że przygotuje 700 sztuk na za tydzień. A kiedy otrzymał plik mailowo, odpisał, że przygotuje 7 tys. sztuk jeszcze tego samego dnia! Plakat „chwycił”. W kolejnych dniach dodrukowaliśmy kilkadziesiąt tysięcy egzemplarzy.

Minął rok, a „Konstytucja” wcale nie straciła na aktualności.
Praca ma wskazywać na wagę i doniosłość konstytucji jako takiej. Opowiada też o jej uniwersalnym charakterze. Nie odnosi się wyłącznie do konstytucji z 1997 r. ani tym bardziej konstytucji trzeciomajowej. Nie ma w niej przesłania antyrządowego. To nie jest żaden „anty-PiS”. Z moim plakatem mógłby wyjść do ludzi nawet prezydent Andrzej Duda, reklamując swoje niedoszłe referendum. Wszyscy musimy pamiętać, że przestrzeganie konstytucji jest absolutnie niezbędne, jeśli nie chcemy popaść w skrajne barbarzyństwo.

Sztuka protestu za sprawą posunięć obecnego rządu przeżywa w naszym kraju odrodzenie?
Zdecydowanie, i to nie tylko w wymiarze graficznym. Protest zawsze jest w jakimś sensie performensem. Ze wszystkich protestów, które miały ostatnio miejsce w Polsce, największe wrażenie zrobiły na mnie demonstracje kobiet. „Czarny protest” był po prostu niewiarygodny. Skala i fakt, że tak wiele niezwiązanych ze sobą osób zjednoczyło się w obronie praw kobiet, są niesamowite. Czarne parasolki stały się symbolem i zapisały się w historii. Oczywistym przykładem sztuki protestu są demonstracje w obronie wymiaru sprawiedliwości, a sam plakat „Konstytucja” jest w pewnym sensie rekwizytem do performansu.

Zresztą nie tylko w Polsce sztuka protestu rozkwita. Amerykańska scena artystyczna wrze za sprawą prezydenta Donalda Trumpa.
Byłem w Nowym Jorku podczas ostatnich wyborów prezydenckich. Na pewno jest to miasto w USA wyjątkowe. Dzień po ogłoszeniu wyników jechałem metrem i widziałem, jak dosłownie co druga osoba w moim wagonie płakała. Na ulicach ludzie pocieszali się nawzajem. Emocje były wszędzie. W Stanach co rusz można zobaczyć karykatury Trumpa w formie plakatów, rzeźb lub instalacji. Mnóstwo jest internetowej sztuki z prezydentem w roli głównej, a tej wcale bym nie lekceważył. Miałem okazję uczestniczyć w kilku marszach w Nowym Jorku. Zaskoczyło mnie, jak wiele było tam pomysłowych, własnoręcznie robionych transparentów, plakatów czy kukieł. Moglibyśmy się od Amerykanów wiele nauczyć w tej kwestii. Jesteśmy jeszcze za mało ekspresyjnym społeczeństwem. Boimy się być ekspresyjni.

Wróćmy do Polski. Niedawno stworzyłeś minimalistyczny plakat do spektaklu „Król” wystawianego w stołecznym Teatrze Polskim. Przedstawiał gwiazdę Dawida i koronę. W niektórych punktach Warszawy praca została zniszczona.
Wydaje mi się, że zniszczono większość plakatów „Króla”. Ktoś zadał sobie trud, żeby znaleźć moje prace i systematycznie je niszczyć. Dzień po rozwieszeniu plakatów w mieście poszedłem zrobić pamiątkowe zdjęcie. W ścisłym centrum Warszawy niemal każdy plakat został zerwany.

Jak to tłumaczyć: prymitywny antysemityzm czy też może akty wandalizmu należy łączyć w jakiś sposób z plakatem „Konstytucja”?
Myślę, że sprawcy nie wiedzieli, kto jest autorem plakatu. Połowa internetu po prawej stronie jest przekonana, że nie istnieję, bo mam zbyt dziwnie brzmiące nazwisko albo jestem wymyśloną postacią, sponsorowaną przez George’a Sorosa! Wydaje mi się, że to był niestety przykład prymitywnego antysemityzmu. Jak widać są jeszcze ludzie, według których gwiazda Dawida z koroną to skandal... Całe zajście smuci mnie tym bardziej, że przecież zaledwie kilka miesięcy temu obchodziliśmy rocznicę Marca 1968. Plakat był z zamierzenia przewrotnie kontrowersyjny. Nazwałbym go miękką prowokacją. Nie spodziewałem się, że wywoła aż tak drastyczne reakcje i spotka się z czystą siłą. To było dla mnie szokujące i obrzydliwe.

Raz jeszcze chciałbym zapytać się o „Konstytucję”. Jak reagujesz na porównania swojej pracy z plakatem „W samo południe 4 czerwca 1989” Tomasza Sarneckiego?
Uważam, że na takie porównania jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Spotykam się z bardzo różnymi opiniami. Niektórzy stawiają oba plakaty na równi, a inni uznają wręcz „Konstytucję” za ważniejszą od plakatu wyborczego „Solidarności”. Jestem dumny ze swojej pracy, ale szczerze mówiąc, gdybym miał wybór, to wolałbym już od niej uciec.

Niedługo nadarzy się ku temu okazja: wybory parlamentarne 2019. Może zaprojektujesz jakiś plakat wyborczy?
Myślę nieustannie, co zrobić, zresztą tak jak bardzo wielu artystów. I zaznaczę, że jest to niezwykle skomplikowane zadanie. Najważniejszy problem to zmobilizować ludzi, żeby poszli na wybory. Frekwencja od lat stanowi olbrzymi problem. W żadnym wypadku nie chodzi o to, żeby zrobić elegancki plakat. Praca musi być wyrazista i prosta. Trzeba znaleźć właściwy język artystyczny, który trafi do mas. Na sztukę w galerii czy teatrze patrzysz poprzez intencje artystów. W sztuce protestu intencje twórcy przestają się liczyć. Chodzi wyłącznie o realne efekty i skuteczność. Cała reszta schodzi na drugi plan.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Jacy są nowi bohaterowie dziecięcej wyobraźni

Prof. Małgorzata Bogunia-Borowska, socjolog kultury, mówi o tym, jacy bohaterowie zamieszkują dziś dziecięcą wyobraźnię i jakie mają zadania do wykonania.

Ewa Wilk
10.12.2019
Reklama