Ludzie i style

Era zagrajmera

Jak żyją zagrajmerzy

Tomasz Działowy, szerzej znany jako youtuber „Gimper”. Zaczynał od filmów poświęconych graniu, a ostatnio można go zobaczyć w „Tańcu z gwiazdami”. Tomasz Działowy, szerzej znany jako youtuber „Gimper”. Zaczynał od filmów poświęconych graniu, a ostatnio można go zobaczyć w „Tańcu z gwiazdami”. Radosław Nawrocki / Forum
Youtuberzy zajmujący się grami wideo stworzyli atrakcyjną dla najmłodszej widowni formę komunikowania się i dołączyli do grona celebrytów. Teraz chcą to wykorzystać poza siecią.
Remigiusz Wierzgoń „reZi”, jeden z najpopularniejszych youtuberów gamingowych w Polsce, podczas ogólnopolskiego zlotu youtuberów w Hali Stulecia we Wrocławiu.Krzysztof Zatycki/Forum Remigiusz Wierzgoń „reZi”, jeden z najpopularniejszych youtuberów gamingowych w Polsce, podczas ogólnopolskiego zlotu youtuberów w Hali Stulecia we Wrocławiu.

Sława youtuberów dawno już wyszła poza internet. Niewielu więc zdziwił udział Tomasza „Gimpera” Działowego w najnowszej odsłonie „Tańca z gwiazdami” ani Remigiusz „reZi” Wierzgoń partnerujący Piotrowi Fronczewskiemu w tegorocznej kampanii Coca-Coli. Czy nawet wystawa w galerii sztuki poświęcona twórczości anonimowego youtubera Klocucha. Skoro od lat jeden z największych banków w Polsce reklamuje się twarzą znanego z sieci Radosława Kotarskiego, to może YouTube przestał już być egzotyczną ciekawostką z obrzeży popkultury?

O ile jednak twórcy tacy jak Kotarski, autor edukacyjnego kanału Polimaty, w mediach zazwyczaj cieszą się szacunkiem, to Gimper czy reZi wywodzą się ze środowiska, które w powszechnej opinii służy jedynie ogłupianiu młodych widzów, bo są to ludzie, którzy grają w gry, a potem robią z tego filmy na YouTubie. I jeszcze nazywa się ich zagrajmerami. To wynik dosłownego tłumaczenia angielskiego terminu let’s play – „zagrajmy”, który stał się oficjalną nazwą gatunku internetowych filmów z gier. Jednego z kluczowych segmentów na YouTubie – w zeszłym roku obejrzano w serwisie ponad 50 mld godzin filmów o tej tematyce.

Wpływowy zagrajmer PewDiePie, czyli Szwed Felix Kjellberg, to najpopularniejszy i zapewne najbardziej wpływowy twórca na YouTubie. A według rankingu „Forbesa” wśród dziesięciu najlepiej zarabiających youtuberów w 2018 r. połowa zajmuje się grami. Ich dochody wahają się od 15 do 18 mln dol. rocznie. Mimo to nawet Ninja, najsłynniejszy na świecie gracz w „Fortnite”, który do swoich nagrań zaprasza m.in. gwiazdę rapu Drake’a, wciąż musi się tłumaczyć (co zdradzał w wywiadzie dla CNN), że granie w gry to jego prawdziwa praca. Dzięki której zarabia co najmniej 500 tys. dol. miesięcznie.

Polscy twórcy mogą mu na razie jedynie pozazdrościć. Badanie przeprowadzone przez APYNews i GetHero sugeruje, że średni zarobek rozpoznawalnego (ok. 400 tys. subskrypcji) zagrajmera wynosi nieco ponad 6,5 tys. zł miesięcznie. Za to gracze stanowili niemal połowę wszystkich biorących udział w ankiecie youtuberów.

Śledzić, a nie grać

Czym jednak właściwie są let’s playe i skąd ich popularność? Nazwa pojawiła się w okolicach 2005 r., a same formy przypominały nie film, tylko raczej rodzaj bloga – ich twórcy dzielili się na internetowych forach relacjami ze zmagań z grami, ilustrując rozgrywkę zrzutami ekranu. Najważniejszy był w tym pomysł, poczucie humoru (najlepiej złośliwe) i sprawne pióro, które pomagało utrzymać uwagę czytelników przez ciągnące się i kilkadziesiąt stron doniesienia z dwuwymiarowych światów „Final Fantasy” czy „Contry”.

Wszystko zmieniło się wraz ze stopniową migracją zagrajmerów do nowo powstałego serwisu YouTube. Warsztat literacki stracił na znaczeniu przy możliwościach, jakie oferuje format wideo, pożądane stały się za to umiejętności montowania filmów, przyzwoita dykcja, obycie przed kamerą i mikrofonem. Ważna jest formuła: na wyczyny bohaterów tych filmów patrzymy tak, jakbyśmy zerkali przez ramię grającemu koledze lub starszemu bratu.

Powodów, dla których widzowie wolą oglądać grającego w gry youtubera, zamiast samemu włączyć się w rozgrywkę, może być wiele – tak samo jak wiele jest podgatunków takich nagrań. W sieci obejrzymy więc m.in. walkthroughs, czyli relacje z przechodzenia całej gry, które poza zaprezentowaniem jej mechaniki, co pomaga podjąć decyzję o ewentualnym zakupie, pełnią też rolę poradnika. Ich przeciwieństwem jeśli chodzi o długość, są speedruny, czyli przechodzenie gier na czas – część z nich ma zresztą oficjalnie ustanowione światowe rekordy.

Z jeszcze innego powodu ogląda się streamy, czyli nagrania na żywo, prowadzone już nie tylko na YouTubie, ale głównie za pośrednictwem platformy Twitch. W wielu przypadkach ich uczestnikami są profesjonalni gracze, a śledzenie rozgrywki jest doświadczeniem nieróżniącym się specjalnie od kibicowania przed ekranem jakiejkolwiek innej „prawdziwej” dyscyplinie sportowej. Dyskusje nad włączeniem e-sportu do programu igrzysk olimpijskich są zresztą regularnie poruszane przez MKOl – choć nie nastąpi to jeszcze na olimpiadzie w Paryżu w 2024 r.

Klasycznie rozumiany let’s play może z powodzeniem łączyć powyższe składniki, ale o jego istocie stanowi element, który można nazwać czysto rozrywkowym. Zagrajmer powinien być bowiem nie tylko graczem, ale też prowadzącym, który oglądanie cudzej gry jest w stanie przekuć w dowcipne internetowe show. Gra jest tu często tylko punktem wyjścia. Owszem, paru wpływowych let’s playerów może wypromować nieznaną grę, ale same nagrania często przybierają raczej formę radiowych audycji autorskich czy podcastów. A odpieranie kolejnych fal zombie-nazistów za pomocą siekiery i granatnika stanowi tutaj jedynie tło – nie tylko dla luźnych dygresji i niezobowiązujących anegdot, ale też całkiem poważnych rozważań o polityce, religii czy problemach z samoakceptacją.

Własna marka

Kluczową kwestią staje się w tym przypadku charyzma autora i jego kontakt z widzami. Ci niejednokrotnie gotowi są podążać za ulubionym twórcą niezależnie od obranego przez niego kierunku. A twórca nie tylko poszerza swój repertuar o różne gry, ale z czasem też coraz chętniej porzuca tematykę gamingową na rzecz tworzenia produkcji o bardziej uniwersalnym, obyczajowym charakterze (lifestyle).

Obecnie algorytm serwisu YouTube wspiera i promuje materiały niezwiązane z szeroko rozumianym gamingiem. Wydaje się bardziej przychylny filmom typu lifestyle. Szczyt popularności wideo z gier minął, co nie oznacza, że nie powróci – mówi Patryk „Rojo” Rojewski, jeden z najdłuższych stażem graczy w polskim YouTubie. Wtóruje mu inny popularny weteran serwisu, Remigiusz „Rock” Maciaszek: – Jeżeli chodzi o youtuberów, którzy z gamingu przeskoczyli na lifestyle, to opcje są dwie: albo wyczuli, że na tym można lepiej budować własną markę, albo też wyrośli z gier, co czasami się zdarza. Takich maniaków, którzy zostają przy grach bez względu na wiek, nie ma chyba aż tak wielu.

Tyczy się to zagrajmerów, którzy szybko pobili kolejne rekordy na YouTubie, a dziś co jakiś czas wymieniają się pozycjami na podium rankingu najpopularniejszych twórców portalu w Polsce. Blowek, Stuu i reZi zaczynali od gry wideo „Minecraft”, jednego z największych fenomenów w historii tej branży, który doczekał się nawet poświęconych mu serii Lego – adekwatnych, bo rozgrywka sprowadza się tam w uproszczeniu do budowania świata z wielkich kwadratowych klocków-pikseli.

Dziś wspomniani twórcy skupiają się na materiałach obyczajowych w rodzaju: „Jadłem największego lizaka 10 godzin” Blowka czy „Największe Oreo na świecie” Stuu. Co nie wpływa na spadek ich popularności.

Podobnie z Tomaszem Działowym, czyli Gimperem. Jednym z pierwszych celebrytów polskiego YouTube’a, który początkową popularność zdobył, nagrywając let’s playe ze starszych produkcji, jak „Wolfenstein 3D” czy „Doom”. W jego przypadku o popularności wśród nastoletnich widzów zadecydowała osobowość i poczucie humoru – wulgarne, wpisujące się w konwencję serwisów typu Reddit czy 4chan, gdzie żarty z papieża to dopiero niewinny wstęp do dalszych atrakcji. Kontrowersyjny styl Gimpera sprowokował w 2015 r. Grzegorza Marczaka, redaktora naczelnego portalu technologicznego Antyweb.pl, do nazwania tego twórcy „największą patologią polskiego YouTube’a”.

Dziś Gimper jest w zupełnie innym miejscu. Jak sam wyznaje, jednym z momentów otrzeźwienia był proces o uporczywe nękanie wytoczony mu w 2016 r. przez Krzysztofa „Atora” Woźniaka z kanału Wideoprezentacje – niegdyś partnera w gamingowych nagraniach, dziś tropiciela teorii spiskowych i niedoszłego posła partii KORWiN. Niezależnie od winy (sprawa jest nadal w toku), rzecz zwróciła uwagę mediów na realny wpływ, jaki internetowi idole mają na małoletnich fanów. Którzy są w stanie obrzucać wyzwiskami w komentarzach i na ulicy kogoś, kto pokłócił się z ich ulubieńcem. Temat podchwycił TVN-owski „Superwizjer” w dość jednostronnym materiale „Hejt, który niszczy życie”, który utrwalił wizerunek Gimpera jako postrachu rodziców, otaczanego przez 13-latków niemal faszystowskim kultem.

Sposobów na poradzenie sobie z traumą i samym sobą Gimper szukał m.in. na terapiach. I znalazł – dziś z powodzeniem tańczy z gwiazdami, prowadzi popularny internetowy talk-show „Lekko nie będzie”, nie przeklina i poważnie myśli o podboju telewizji.

Rotacja przed monitorem

Zmianę medium ma już za sobą 22-letni Michał Rychlik, który od 2010 r. z powodzeniem nagrywał gry pod pseudonimem Multi. Dwa lata temu przerzucił się na muzykę – po symbolicznej zamianie grzywki nastolatka na dready i dopisaniu do ksywki „young” (wzorem zachodnich raperów), usunął z kanału wszystkie stare filmy i oficjalnie został raperem.

Efekt? Jego dwa kolejne albumy zadebiutowały na pierwszym miejscu listy sprzedaży OLIS, a sam Young Multi stał się jedną z twarzy nowej generacji polskiego hip-hopu. I przy okazji celem ataków reprezentantów „starej szkoły” i ich fanów, tradycyjnie oskarżających młodych raperów (nie zawsze bezpodstawnie) o pustosłowie, chorobliwe zainteresowanie pieniędzmi i drogimi ciuchami. W przypadku Multiego doszedł do tego zarzut wywodzenia się ze środowiska let’s playerów – a według starych standardów raper winien się wychowywać na ulicy, a nie przed monitorem.

Niepewna jest przyszłość Klocucha – wiecznego dwunastolatka, który ze swoim charakterystycznym, przetworzonym cyfrowo głosem i oryginalnym słownictwem od 8 lat jest jedną z największych tajemnic polskiego internetu. Doczekał się nawet poświęconej sobie wystawy („Moje jest wygranko” – pisaliśmy o niej w POLITYCE 44/18), a także internetowej akcji, dzięki której jedno z jego ulubionych słów – „dzban” – zwyciężyło w organizowanym przez PWN konkursie na Młodzieżowe Słowo Roku 2018. Na jednym z ostatnich nagrań wyznaje jednak, że ma coraz słabszy komputer, a gry wymagają coraz lepszego sprzętu. A zamiast marnować na to pieniądze, woli sobie kupić zeszyty do szkoły. Rotacja w środowisku zagrajmerów jest duża i wydaje się, że będzie ono w stanie przetrwać nawet tę potencjalną stratę.

***

Słownik youtubera

speedrun – przechodzenie gry w jak najkrótszym czasie.

streaming – w środowisku graczy: przekaz gry na żywo. Gracz udostępnia swój punkt widzenia podczas grania, wchodzi w interakcje z widzami przez kamerkę, mikrofon oraz czat.

walkthroughs – relacje z przechodzenia całej gry, które poza zaprezentowaniem jej mechaniki pełnią też rolę poradnika, pomagającego podjąć decyzję o ewentualnym zakupie gry.

zagrajmerzyludzie, którzy grają w gry, a potem robią z tego filmy na YouTubie.

Polityka 13.2019 (3204) z dnia 26.03.2019; Ludzie i style; s. 66
Oryginalny tytuł tekstu: "Era zagrajmera"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Kobiety na froncie

Rozmowa ze Swiatłaną Aleksijewicz, autorką bestsellera „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”, o żołnierkach Armii Czerwonej

Paweł Sulik
15.06.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną