Ludzie i style

Zwyciężczyni „Milionerów” o programie i dobrych manierach

Katarzyna Kant-Wysocka wygrała milion złotych jako trzecia uczestniczka programu w historii. Katarzyna Kant-Wysocka wygrała milion złotych jako trzecia uczestniczka programu w historii. TVN
Katarzyna Kant-Wysocka jest trzecią zwyciężczynią w dziejach programu „Milionerzy”, dotąd znaną głównie w blogosferze ekspertką od savoir-vivre, także internetowego.
Pytanie za milion złotychTVN Pytanie za milion złotych
Katarzyna Kant-WysockaMarcin Michno/Arch. pryw. Katarzyna Kant-Wysocka

KATARZYNA CZAJKA-KOMINIARCZUK: – Jak zgodnie z zasadami dobrego wychowania pogratulować komuś, kto wygrał milion złotych?
KATARZYNA KANT-WYSOCKA: – Każde szczere gratulacje będą z całą pewnością zgodne z zasadami. Doceniam każde miłe słowo na ten temat.

Przygotowywałaś się do programu? Czy do programu takiego jak „Milionerzy” w ogóle można się przygotować?
Moim zdaniem można i ja rzeczywiście się przygotowywałam. Przede wszystkim rozwiązywałam mnóstwo quizów w aplikacjach mobilnych, poza tym czytałam Wikipedię, przeglądając losowe hasła, i oglądałam stare odcinki „Milionerów”. Nadrabiałam też wiadomości z dziedzin, w których nie jestem biegła. Wiedziałam, że bez względu na wynik w teleturnieju wiedza zawsze może się przydać.

Oglądając nagranie, można dojść do wniosku, że w takiej rywalizacji liczy się nie tylko wiedza, ale też skłonność do ryzyka i pewność siebie. Czy to twoje naturalne cechy, czy raczej strategia, z którą podeszłaś do rozgrywki?
Myślę, że panowanie nad stresem jest w „Milionerach” równie ważne co wiedza. Oglądając stare odcinki, widziałam mnóstwo niewątpliwie inteligentnych ludzi, których gubił stres. Co do ryzyka, to zakładałam, że jeśli przejdę eliminacje, to po gwarantowanych 40 tys. zrezygnuję z gry. Ale już w studiu pomyślałam, że choć raz w życiu będę ryzykantką. Na ogół jestem bardzo mało skłonna do jakiegokolwiek ryzyka.

W sieci widziałam wiele ciepłych słów pod twoim adresem, ale też sporo teorii spiskowych – która zaskoczyła cię najbardziej? Jak myślisz, skąd się bierze ta potrzeba wyśledzenia spisku?
Zacznę od drugiego pytania. Myślę, że lata PRL wykształciły w ludziach nieufność w stosunku do środków masowego przekazu, a hasło „telewizja kłamie” jest wciąż używane. Drugą kwestią jest niechęć pewnych grup społecznych do tej konkretnej stacji telewizyjnej, którą uważają za wrogą. Zwolenników teorii, że zostałam przez stację wynajęta do odegrania roli, nie przekonam. Ale dobrze byłoby, gdyby pomyśleli przez chwilę, czy taki spisek w ogóle miałby sens. Przez tyle lat emisji ktoś by przecież zdradził ten wielki sekret. Jeśli chodzi o najdziwniejszą teorię, to na pierwszym miejscu wymieniam tę, że nie tylko jestem podstawiona, ale mam także „dziwne” nazwisko (moje panieńskie nazwisko jest niemieckie) i mieszkam w Gdańsku, a to musi mieć jakieś polityczne przyczyny.

Czy obserwując reakcje – pozytywne czy negatywne – dostrzegłaś jakieś uwagi związane z twoją płcią? Zastanawiam się, czy kobieta wygrywająca milion musi się przygotować na inne uwagi niż mężczyzna. Na przykład dotyczące kwestii wyglądu czy relacji z mężem.
Jestem w 100 proc. pewna, że gdybym była mężczyzną, moim wyglądem niewiele osób by się interesowało. Musiałabym wyglądać jakoś wyjątkowo ekscentrycznie. Ponieważ jednak jestem kobietą, to komentatorzy uznali, że muszą podzielić się opinią na temat mojego wyglądu. Gdybym do tego była singielką (w czym nie ma przecież nic złego), doszłyby zapewne uwagi, że „nikt mnie nie chciał”. Do wyglądu przywiązuję dość dużą wagę, ale nie interesuje mnie, czy podobam się anonimowemu internaucie, który prosto w twarz nie miałby odwagi niczego powiedzieć. To kompletny brak kultury osobistej i seksizm.

Czytaj także: Kiedy zgaśnie internet

Czy wygrana miliona bardzo naruszyła twoją prywatność? Wcześniej byłaś znana głównie w środowisku blogerów, teraz pojawiasz się w prasie, telewizji, tabloidach. Czy ta utrata anonimowości bardzo ci przeszkadza?
Nie przeszkadza, byłam na to w miarę przygotowana. Dobrze czuję się w mediach i bardzo się cieszę, że mogę przekazać coś nie tylko na temat teleturnieju, ale i na tematy ważne dla mnie na co dzień.

Czytaj także: Czy obronimy w sieci swoją prywatność?

Wiele osób było zbulwersowanych, że finałowe pytanie dotyczyło religii katolickiej. Czy masz do tego jakiś stosunek, czy po prostu było to dla ciebie najważniejsze pytanie?
Nie rozumiem tego oburzenia. Pytanie mogło równie dobrze dotyczyć buddyzmu czy islamu. Wiedza na temat religii nie jest przecież niczym złym. Pytanie nie dotyczyło przecież tego, czy i w co wierzę, tylko tajemnic różańca. Jestem protestantką, ale nie mam najmniejszego problemu z wiedzą na temat zasad religii katolickiej. Dla wielu to finałowe pytanie było zbyt banalne, ale ja wcale tak nie uważam. Widziałam nawet sondę uliczną robioną pod kościołem, sporo osób nie umiało na nie odpowiedzieć, a właśnie wychodziło z mszy.

Czytaj także: Dokąd zmierza polski Kościół?

Na co dzień piszesz o dobrym wychowaniu. Wydaje się, że przestrzenią, w której ludzie mają największy problem z manierami, jest właśnie sieć. Które zachowania ludzi w internecie najbardziej cię denerwują? Wydają ci się największym naruszeniem zasad dobrego wychowania?
Przede wszystkim przekonanie, że ich opinia musi zostać wygłoszona, bez względu na to, czy ktoś pyta o radę, czy nie. Pamiętam, jak kiedyś wrzuciłam na Facebooka zwykłe zdjęcie ze spaceru, którym chciałam się podzielić ze znajomymi, bo była ładna pogoda. Nie pytałam, czy ładnie wyglądam. Tymczasem jeden z komentarzy brzmiał: „mam być szczera czy miła?”. Szczerość często bywa mylona ze zwykłym brakiem wrażliwości i kultury osobistej.

Słynnym przykładem naruszenia zasad dobrego wychowania jest rozpoczynanie maila od „Witam”. Jak powinniśmy rozpoczynać korespondencję mailową? Sporo osób boi się napisać „Dzień dobry”, bo nie wiadomo, o której druga osoba tę wiadomość odczyta.
„Dzień dobry” to zawsze lepsze wyjście od niesławnego „Witam”. Może warto w tym miejscu wyjaśnić, co jest nie tak z witaniem. Wita gospodarz swoich gości, a nie autor listu (papierowego lub elektronicznego). Przyjętą formą jest pisanie „Szanowny Panie/Pani/Państwo”, ale wiem, że wiele osób uznaje ją za zbyt formalną. „Dzień dobry” nie będzie więc złym wyjściem.

Czytaj także: Netykieta, czyli internetowy savoir-vivre

Czy zasady dobrego wychowania mają jeszcze sens w świecie, który funkcjonuje zupełnie inaczej? Często dawne gesty wydają się zupełnie nieprzystające do dzisiejszego społeczeństwa, stosunków społecznych czy między płciami. Czy zasady savoir-vivre da się dostosować do tego zmiennego społeczeństwa? O czym powinniśmy pamiętać?
Pewne zasady pozostają niezmienne, inne się przeobrażają pod wpływem zmian społecznych. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu kolega w pracy mógł powiedzieć do koleżanki, że ma zgrabne nogi. Dziś takie komplementy pozostawiamy w sferze prywatnej, a nie zawodowej. Dawniej całowanie kobiet w rękę było powszechne, dziś już nie jest. Kiedyś było też więcej zasad dotyczących ubioru (po nim można było nawet rozpoznać stan cywilny kobiety). Jednak najważniejszą zasadą savoir-vivre (dawniej i dziś) jest to, żeby nie sprawiać intencjonalnie komuś przykrości. Czyli po prostu zachowywać się empatycznie i taktownie.

***

Katarzyna Kant-Wysocka – autorka bloga dotyczącego savoir-vivre DobrzeWychowana.pl. Specjalistka ds. PR i marketingu. Prowadzi szkolenia z zakresu etykiety w biznesie, komunikacji międzykulturowej oraz z kreowania wizerunku firm w internecie.

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Uroda przynosi w życiu profity. Ale nie jest źródłem szczęścia

Już trzymiesięczne niemowlęta przyglądają się ładnym twarzom istotnie dłużej niż nieładnym. I niezależnie od wieku, płci i rasy pochylającej się nad nimi osoby.

Grzegorz Gustaw
26.11.2019
Reklama