Od dawna trwa proces ogłupiania polskiej młodzieży

Wiedza to potęga
Szkoła nie dostarcza dziś elementarnej wiedzy. Można oczekiwać, że edukacyjne poczynania pod przewodem minister Zalewskiej sytuacji nie poprawią, ale ją jeszcze pogorszą.
Już Stephen Hawking ostrzegał, że ludzkość nie ma świetlanych perspektyw, ale jej przetrwanie zależy od posiadanej wiedzy.
Redd Angelo/Unsplash

Już Stephen Hawking ostrzegał, że ludzkość nie ma świetlanych perspektyw, ale jej przetrwanie zależy od posiadanej wiedzy.

W internecie krąży filmik (autorstwa Brzoza TV, trwa 10 minut) z pytaniem: „Co by pani zrobiła, gdyby urodziła dziecko Homo sapiens?”. Odpowiedzi udzieliło 17 osób (także mężczyzn), często w postaci: „A co to za choroba?”. Tylko dwie osoby wiedziały, że homo sapiens to określenie gatunku ludzkiego. Oto dialogi:

– A co to jest Homo sapiens?
– No właśnie nie wiem, co to jest, dlatego jestem zaskoczona.
– To co to jest?
– To u podnóża historii, że tak powiem, trzeba się dogłębić. No i jest to dziecko takie, nie chcę tutaj używać jakichś brzydkich porównań, dziecko-małpka.
– A Homo sapiens to nie jest człowiek myślący?
– No ale to wiadomo, to nie jest normalne dziecko.
– Uznałabym: wola wyższa.
– Opiekowałabym się jak normalnym dzieckiem.
– Gdybym miał dobrą pracę, tobym wychowywał.
– Przez takie rzeczy bardzo często się związki rozpadają i kobieta zostaje sama, bo mężczyzna odchodzi.

Chciałoby się rzec: Homo sapiens (?) o Homo sapiens. Dla ruchu pro-life jest coś bardzo pocieszającego w tej ankiecie, ponieważ nikt nie odpowiedział, że ciąża w takim przypadku powinna zostać usunięta. Jednak wiedza to potęga.

Czego (nie) uczą w szkole

Czego ten film dowodzi? Mianowicie tego, że szkoła nie dostarcza dziś elementarnej wiedzy, w tym przypadku przyrodniczej. Można oczekiwać, że edukacyjne poczynania pod przewodem p. Zalewskiej sytuacji nie poprawią, ale ją jeszcze pogorszą. Być może Polska nie jest wyjątkiem, może podobny filmik – lub jeszcze bardziej porażający – dałoby się zrealizować w innych krajach. Nie jestem specjalistą od edukacji komparatystycznej, więc nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.

Z drugiej strony mam nieodparte przekonanie, że proces ogłupiania polskiej młodzieży rozpoczął się w PRL, był kontynuowany w III RP i jest utrwalany obecnie (numeracja jest sporna, jedni powiadają, że jeszcze tkwimy w III RP, inni – że już mamy IV, a jeszcze inni – że „obecnie” oznacza jakiś okres przejściowy).

Odwołam się do własnych wspomnień. Pomijam edukację szkolną, bo nie ma sensu porównywanie tej sprzed kilkudziesięciu lat z obecną, w dużej mierze określoną przez powszechną dostępność internetu. Wszelako zawsze było ważne, jak jest wykształcony absolwent szkoły średniej, zwłaszcza kandydat na studia.

W latach 1965–1979 byłem egzaminatorem z historii przy kwalifikacji na Wydział Prawa UJ. Początkowo kandydaci korzystali ze specjalnych informatorów precyzujących wymagania z poszczególnych przedmiotów. Było rzeczą obojętną, z jakich podręczników się przygotowują. Mogły być szkolne lub uniwersyteckie. Ja sam, gdy zdawałem w 1958 roku, uczyłem się historii Polski z akurat wydanej makiety całościowego opracowania naszych dziejów wydanej pod egidą Polskiej Akademii Nauk. Wersja, z której korzystałem, była doprowadzona do 1764 roku. Zaznajomienie się z tak obszernym podręcznikiem było kwestią mojego wyboru (ktoś mi to doradził), inne osoby korzystały z mniej zaawansowanych źródeł.

Gdzieś na początku lat 70. ujednolicono podręczniki do historii dla techników i liceów. Wprowadzono zasadę, że wolno pytać tylko tego, co zostało podane. Oczywiście egzaminatorzy musieli zapoznać się z treścią podręcznika. Znając nieźle historię, od razu doszedłem do wniosku, że wiadomości w nim zawarte są bardzo ubogie i płytko podane.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj