Woda ze ścieków? El Paso jest gotowe, by ją pić
Mieszkańcy amerykańskiego El Paso będą pić wodę ze ścieków – i nie są z tego powodu niezadowoleni. Reszta świata prędzej czy później też będzie musiała się tego nauczyć.
Rio Grande, Teksas
Pixabay

Rio Grande, Teksas

Rio Grande to jedna z największych rzek w Ameryce Północnej, która wypływa z Gór Skalistych i biegnie przez trzy tysiące kilometrów, zanim wpadnie do Zatoki Meksykańskiej. Przez ponad dwa tysiące kilometrów stanowi granicę między Teksasem a Meksykiem. Płynie przez pustynne i półpustynne tereny i zanim dotrze do położonego na granicy Teksasu i Meksyku miasta El Paso, czasem pozostaje z niej wątły strumień.

Nie jest to jednak wyłącznie wina suchego klimatu. W miarę wzrostu zaludnienia w południowej części Stanów Zjednoczonych coraz więcej wody zaczął z rzeki czerpać człowiek. Na pozbawionych deszczu ziemiach była ona źródłem wody dogodniejszym od studni. Zaczęto ją więc przegradzać tamami i spiętrzone wody odprowadzać do kanałów nawadniających pola uprawne. Do Zatoki Meksykańskiej Rio Grande odprowadza obecnie jedną piątą tego, co pół wieku temu.

Czytaj także: Jesteśmy uzależnieni od wody. Czy starczy jej dla nas wszystkich?

Im bardziej rosło El Paso, które należy do jednego z najszybciej rozwijających się miast w Stanach Zjednoczonych, tym bardziej odczuwało skutki suszy. Trzeba przyznać, że z rzeki czerpało obficie – średnie zużycie wody w tym mieście było dwukrotnie większe niż średnia w całym kraju. Głównie za sprawą amerykańskiego zamiłowania do trawników, które trzeba stale podlewać, zwłaszcza w tak suchym klimacie, gdzie nie mogą liczyć na deszcze.

Ale w El Paso niespecjalnie się tym przejmowano. Poza rzeką były jeszcze zbiorniki wód podziemnych. Trawniki podlewano dalej, a wody pod ziemią ubywało (co jest dość naturalne, gdy obficie czerpie się z nich wodę uzupełnianą jedynie przez rzadkie i skąpe opady). W ciągu pół wieku lustro wód obniżyło się o 45 metrów.

Dobry menedżer od wody

El Paso ma mniejsze średnie roczne opady niż Windhoek, stolica pustynnej, afrykańskiej Namibii. Głos rozsądku podpowiadał, że podlewanie trawników – na co mieszkańcy zużywali aż połowę wody – jest zupełnym marnotrawstwem. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności szefem miejskiej spółki wodnej został wyjątkowo rozsądny człowiek – Ed Archuleta.

Czytaj także: To urządzenie pozwala uzyskać wodę z powietrza tylko dzięki słońcu

Gdy objął stanowisku w 1989 r., wdrożył na początek bardzo trzeźwy plan. Mieszkańcy domów o numerach parzystych mogli podlewać trawniki w parzyste dni tygodnia: wtorki, czwartki i soboty. Mieszkańcy nieparzystych w nieparzyste: środy, piątki i niedziele. W poniedziałki trawniki można było podlewać tylko w miejscach publicznych. Za złamanie zakazu groziła grzywna, powołano też odpowiednie służby, które pilnowały przestrzegania zakazu.

Plan oczywiście spotkał się z oporem, ale towarzyszyła mu akcja edukacyjna. Mieszkańcom cierpliwie tłumaczono, że mieszkają na pustyni, więc powinni wodę oszczędzać, miejscowa gazeta zaczęła publikować – tuż obok prognozy pogody – zużycie wody w mieście wraz z nazwiskami mieszkańców, którzy zużywali wody najwięcej. Wprowadzono też stopniową taryfę na bardzo tanią dotychczas wodę – do pewnego limitu była tania, po przekroczeniu za każdy litr płaciło się znacznie więcej.

Czytaj także: Indie spragnione czystej wody

Wszystko to pozwoliło na zmniejszenie zużycia wody – El Paso zaczęło zbliżać się do amerykańskiej średniej. Ale na pustyni to wciąż o wiele za mało. Ed Archuleta miał ambitniejszy plan. Już w latach 80. ubiegłego wieku miasto zaczęło wody z miejskich oczyszczalni ścieków pompować do sztucznych jezior, skąd woda miała przeciekać z powrotem pod ziemię. To powolny proces, który zajmuje miesiące, ale z biegiem czasu pozwolił (wraz ze zmniejszeniem zużycia wody przez mieszkańców) na stopniowe uzupełnianie zubożonych zbiorników podziemnych.

Woda ze ścieków? Poprosimy

Kilka lat temu władze El Paso postanowiły pominąć etap pompowania wody z oczyszczalni do stawów i oczekiwania, aż przesączy się pod ziemię. Zaplanowały, że ścieki będą oczyszczać tak skutecznie, aby móc wodę wprowadzać od razu do wodociągów. Mieszkańcy miasta dzięki dekadom akcji informacyjnych wiedzą, jak cennym zasobem jest woda w pustynnych warunkach – 89 proc. z nich nie miało nic przeciwko.

Rio Grande nadal czasem wysycha. Ale mieszkańcy El Paso nie narzekają już na brak wody. I będą prawdopodobnie pierwszymi, którzy zaczną pić wodę ze ścieków (choć oficjalna nazwa jest bardziej elegancka, mówi się o „bezpośrednim ponownym wykorzystaniu wody do celów pitnych”).

Czytaj także: Indie planują importować wodę z Alaski. Powód? [GALERIA]

Warto zauważyć, że nie jest to sytuacja bez precedensu. Co prawda nikt bezpośrednio nie wykorzystuje do picia własnych ścieków, ale jeśli Kraków odprowadza do Wisły wodę z oczyszczalni, to przecież Warszawa przynajmniej częściowo ją pobiera. To raczej kwestia psychologiczna niż technologiczna.

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj