Nauka

Z szacunkiem do węgla, czyli jesteśmy globalnym żartem

Akcja Demokracja na szczycie klimatycznym COP24 w Katowicach Akcja Demokracja na szczycie klimatycznym COP24 w Katowicach Marta Bogdańska/ Akcja Demokracja / •
Szczyt trwa i Bóg jeden wie, czym się zakończy. Już się pisze, że USA, Rosja, Arabia Saudyjska i Kuwejt chcą zablokować ostry – gdyby taki był – klimatyczny konsensus.

Pomimo tej smutnej konstatacji Ewy Ewart – „jesteśmy globalnym żartem” – staramy się nie popadać w beznadzieję. „My, mieszkańcy Śląska, domagamy się czystego powietrza, czystej wody, czystej energii i więcej zieleni w naszych miastach. Chcemy sprawiedliwej transformacji energetycznej, społecznej, środowiskowej i gospodarczej bez paliw kopalnianych, ubóstwa energetycznego i degradacji środowiska naturalnego” – tyle wzniosły i nad wyraz konkretny manifest Ślązaków, skierowany do władz podczas prac Zielonego Laboratorium Idei w Katowicach.

Czytaj też: Katowicka bitwa o klimat

A poza tym – wszyscy zdrowi. Bo też pogubiła się nasza władza na szczycie klimatycznym COP24 tu, w naszych Katowicach. A wraz z nią większość naiwnych obywateli. Rzecz jasna chodzi o gorący dyskurs dotyczący wpływu węgla na nasze życie i dalsze perspektywy energetyczne Polski. Pogubili się prezydent, premier i ministrowie – tak bardzo, że sama Solidarność musiała rządzącym pogrozić palcem, a Sierpień ′80 jeszcze bardziej ich upomniał.

Dla mocniejszego zaakcentowania swojego stanowiska kilka dni temu Śląsko-Dąbrowska Solidarność skrzyknęła się z reprezentacją amerykańskiego Heartland Institute, aby ze zdwojoną siłą poddać w wątpliwość alarm wszczęty przez ONZ w sprawie klimatu. Gdzie człowiek, a gdzie klimat? – dziwią się sprzymierzeni polsko-amerykańscy mądrale. Wszak nie ma jednoznacznego naukowego konsensusu w tej kwestii. Wszystko to ściema.

Wszystko to ściema – wydaje się mówić między wierszami prezydent Andrzej Duda, oświadczając podczas szczytu klimatycznego, że węgla wystarczy nam na dwieście lat oraz że jest to gwarancja naszej suwerenności. Jakże my, Polacy, moglibyśmy dobrowolnie rezygnować z naszej suwerenności? Nigdy w życiu!

Prezydent nie pozwoli zamordować węgla

Jeśli w kopalni „Brzeszcze” nasz prezydent podczas uroczystości barbórkowych Grupy Tauron (ok. 12 mln ton emisji CO2 rocznie) zapewnia, że nie pozwoli, by ktokolwiek zamordował polskie górnictwo – to o czym mówimy? Na szczęście dodał też warunek, całkiem możliwy do spełnienia, cezurę, która ten akt odwagi stawia pod znakiem zapytania. Walce o węglową suwerenność Najjaśniejszej wtóruje wicepremier Beata Szydło, nie przez przypadek na swojej rodzinnej ziemi: „Chcemy rozmawiać o inwestycjach, o perspektywach, o pokazywaniu szans, jakie daje ten przemysł. Dla nas tutaj, w Polsce, górnictwo i węgiel to nie jest tylko i wyłącznie akademicka dyskusja na szczycie klimatycznym, ale to jest rzeczywistość naszej gospodarki, nasza przyszłość”.

Za sprawą klimatu, w jakim nasz węgiel znalazł się na COP24, nasi związkowcy sugerują nawet odwołanie ministra przedsiębiorczości i technologii Jadwigi Emilewicz i ministra środowiska Henryka Kowalczyka.

Polityka dyskursu nie została jednak starannie dogadana, bo w tym samym czasie premier Mateusz Morawiecki zapowiedział na szczycie odchodzenie od węgla: „Pokazujemy, że nasza zależność od węgla będzie malała i ona maleje rok po roku. Stawiamy na nowe źródła, takie jak energetyka wiatrowa na morzu, jak fotowoltaika, jak energetyka atomowa”.

Dzielnie wtóruje mu minister Henryk Kowalczyk: „Będziemy stopniowo odchodzić od węgla, to jest nasze wyzwanie i musimy temu sprostać”.

„Więc jak to w końcu jest z naszym węglem?” – pyta w przesłanym do premiera liście Krajowy Sekretariat Górnictwa i Energetyki NSZZ Solidarność. Zwraca w nim też uwagę, że na COP24 do grona osób czynnie atakujących wykorzystywanie węgla jako surowca energetycznego dołączyli przedstawiciele rządu Prawa i Sprawiedliwości. Bo jakże inaczej rozumieć słowa pani minister Emilewicz: „Myślę, że to jest też moment, abyśmy rozpoczęli dyskusję o otwarciu granic Polski na energię z zagranicy”?

I na koniec listu: „Zwracamy się do Pana, Panie Premierze, z otwartym pytaniem: jaka jest Pana wizja strategii energetycznej kraju? Ile w niej jest miejsca dla polskiego węgla i czy faktycznie uważa Pan, że czas otworzyć się na import energii kosztem bezpieczeństwa energetycznego Polski?”.

Czytaj też: 12 lat do katastrofy

Jasne jak słońce, że to nie jest list miłosny. Z kolei Sierpień ′80 – także w mało lirycznej korespondencji i także do premiera – przypomina, że na uroczystościach barbórkowych niosło się w Polskę przesłanie władzy: „Górnictwo i górnicy stanowią podstawę polskiej gospodarki i będą kluczową częścią polskiej gospodarki w przyszłości”. Związkowcy z euforią przyjęli zapowiedź budowy na Śląsku nowych kopalń. Z drugiej strony wypominają, że minister Kowalczyk chwali import węgla – żeby nie pozbawić ludzi ciepła w zimie.

To wydobycie po prostu się nie opłaca

A poza tym – wszyscy zdrowi. Spróbujmy jednak tę zwodniczą, wieloznaczną narrację uporządkować. Zacznijmy od prezydenta i jego sztandarowego obwieszczenia o zasobach węgla na dwieście lat. Tak naprawdę mamy go nawet więcej niż na dwa stulecia, przy dzisiejszym wydobyciu ok. 60 mln ton węgla energetycznego do elektrowni, elektrociepłowni i domowych pieców. Co innego jednak szacunki geologów, a co innego opłacalność wydobycia. Jeśli wziąć pod uwagę ekologiczne i ekonomiczne koszty wydobycia – a wziąć je wszak należy na bank – to dostępny dla naszej suwerenności węgiel skończy się za 30 lat. Z górą. Zalega na głębokość mniej więcej kilometra w głąb ziemi. Reszta rozsiadła się głębiej. A głębsze wydobywanie nie spełnia warunków ekonomicznych i zdroworozsądkowych. Po prostu się nie opłaca.

Od kiedy w połowie lat 70. poprzedniego stulecia zamieszkałem na Śląsku, słyszałem, począwszy od Gierka, poprzez wszystkich kolejnych przywódców partii i narodu, z obecnymi włącznie, że będziemy węgiel zgazowywać, przerabiać na benzynę syntetyczną, wyciskać z niego tyle chemii, ile tylko się da. Technologie od dawna są znane – wciąż naczelnym kryterium jest opłacalność. Jeżeli nie jest opłacalne przerabianie węgla z kopalń odkrywkowych, to co tu mówić o surowcu z firm głębinowych? Idę o zakład, że jeśli nie pójdziemy po rozum do głowy, to za 20 lat nowi przywódcy będą snuć miraże o chemicznej przeróbce węgla. Chyba że u steru stanie nowa jakość polityków. Dzbany odejdą w przeszłość. To wyróżnione nowe młodzieżowe określenie roku 2018 pasuje jak ulał.

Mają rację wszyscy, którzy twierdzą, że Polska musi odchodzić od węgla. I odchodzi. W 1995 r. wydobyliśmy blisko 140 mln ton, dziesięć lat temu 85 mln ton, w tym roku być może wyjedzie na powierzchnię 60 mln. Import wyniesie ok. 18 mln – z tego blisko 10 mln to dobry węgiel z Rosji. Można, oczywiście, w kontekście szczytu klimatycznego COP24 zastanawiać się, czy odchodzimy od węgla kamiennego – bo węgiel brunatny to odrębny temat – zbyt wolno, czy nie? W moim przekonaniu szklanka jest jeszcze do połowy pełna – reszta to energetyczna pustka, której nie potrafimy zapełnić nowymi nośnikami energii.

Rozumiem związkową złość, przynajmniej się staram... Wszak kiedy partnerami strategicznymi COP24 uczyniono wielkie węglowe i energetyczne firmy, działacze mieli prawo oczekiwać bezapelacyjnego szacunku do węgla i górników. Ów oczekiwany szacunek wyraża prezydent, obwieszczając, że spalanie węgla nie stoi w sprzeczności z ochroną klimatu. Poszczególni ministrowie dawkują go już oszczędniej. Premier szacunkiem sypie z rękawa – lewego na Barbórce, z prawego na szczycie klimatycznym. Wszystkie wersje zebrane do kupy mają się nijak. Minister energii Krzysztof Tchórzewski zapowiadał, że do 2021 r. powstanie w kraju sieć stacji ładowania samochodów elektrycznych. Zgodnie z programem rządowym ma być ich prawie 6,5 tys. Dzisiaj jest 180! Czy dotrzyma słowa?

Jakby w rzeźni zorganizować spotkanie wegetarian

O partnerach strategicznych, których logo krzyczy z każdego zakątka szczytu, mówi się na COP24, że to tak jakby w rzeźni zorganizować spotkanie wegetarian, albo gdyby negocjacjom rozbrojeniowym patronowali producenci czołgów. Ładne i straszne.

Szczyt trwa i Bóg jeden wie, czym się zakończy. Już się pisze, że USA, Rosja, Arabia Saudyjska i Kuwejt chcą zablokować ostry – gdyby taki był – klimatyczny konsensus. Wiadomo, że wielkim producentom węgla, ropy naftowej i gazu ziemnego nie będzie z nim po drodze. Rok temu USA wystąpiły z porozumienia paryskiego. W Katowicach przedstawiciel Waszyngtonu powiedział, że rozwój gospodarki jest ważniejszy niż regulacje klimatyczne, a do renesansu amerykańskiej energetyki doprowadziły innowacje, a nie ustawy dotyczące środowiska naturalnego. Cóż, będzie się działo w ostatnich dniach COP24.

Coraz bledsi, bardziej śpiący w Katowicach

COP24, pomijając sprawy klimatu, miał dodatkowo wypromować na świecie nasze Katowice. Stoisko miasta wypełniono... bryłami węgla i hasłami „Black to green”. Miały pokazać transformację miasta z czerni do zieleni. Nie wszyscy rozumieją, o co tu chodzi. Większość państw ma stoiska w różnych tonacjach zieleni. Jeszcze niedawno Katowice, aspirując do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury, promowały się jako Miasto Ogrodów. Po tych ogrodach snujemy się coraz bledsi, bardziej śpiący – czy nauczymy się żyć bez powietrza?

Czytaj także: Nowa strategia Unii dla klimatu. Pomoże?

O pochwale rozumu, wolnego od samolubnego egoizmu, rozpisywano się już w oświeceniu. Świat musi się skrzyknąć. Musi się zrzucić. Jak niegdyś proletariusze wszystkich krajów – połączyć się. My, Ślązacy, musimy zrozumieć, że ekwadorski Park Narodowy Yasuni to nasza sprawa. Tym bardziej że wydobyte spod niego paliwo kopalne starczy dla świata jedynie na 12 dni! Takie właśnie jest przekleństwo obfitości.

Jeśli teraz, zaraz rozum nie weźmie góry nad wszechobecną głupotą – my, Ziemianie, skończymy jak czterej faceci z filmu Marco Ferreriego. Nasze wielkie, globalne żarcie skończy się katastrofą. Wcale nie będzie piękna.

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dzisiejsza bieda jest inna. Pieniądze jej nie przegonią

Według GUS bieda jest w Polsce marginesem: w skrajnym ubóstwie żyje nieco ponad 4 proc. Polaków i tylko 6,5 proc. rodzin wielodzietnych. 500 plus poprawiło statystyki finansowe, ale ci naprawdę najubożsi bardziej niż pieniędzy potrzebują ludzkiej pomocy.

Juliusz Ćwieluch
26.03.2019
Reklama