Nauka

Jak nasza dieta wpływa na globalne ocieplenie?

Jak nasza dieta wpływa na globalne ocieplenie?

Hodowla zwierząt odpowiedzialna jest za emisję  89 mln ton metanu rocznie. Hodowla zwierząt odpowiedzialna jest za emisję 89 mln ton metanu rocznie. artsuaga / Unsplash
Wszystko, co kładziemy do sklepowych koszyków, a potem na nasze talerze, zostało „wyprodukowane” – często ogromnym kosztem dla środowiska. Nie zawsze jesteśmy świadomi, jaki ślad węglowy pozostawia to, co jemy.

Naukowcy alarmują: zbyt rzadko zastanawiamy się nad tym, jak to, co ląduje na naszych talerzach, przyczynia się do globalnego ocieplenia. Rzeczywiście – trudno sobie wyobrazić zagubionych między półkami klientów, którzy analizują wpływ płatków śniadaniowych na środowisko czy rozmyślają nad plastrami szynki w kontekście zmian klimatu. Czy to oznacza, że jesteśmy skrajnie bezduszni, egoistyczni, lekkomyślni? Raczej zagubieni i niedoinformowani. Ci sami naukowcy – z Uniwersytetu Technologicznego w Sydney i amerykańskiego Uniwersytetu Duke’a – dowodzą, że gdyby produkty spożywcze na swoich etykietach miały jasną informację na temat tzw. śladu węglowego, jaki pozostawiają, chętniej wybieralibyśmy te, które są nie tylko zdrowsze dla nas samych, ale także bardziej przyjazne dla środowiska. Pocieszające.

Czytaj także: Raport na temat zmian klimatycznych: 12 lat do katastrofy

Czym jest ślad węglowy i czy należy go szukać w jedzeniu?

Ślad węglowy to jeden z ekologicznych wskaźników zużycia zasobów naturalnych i wpływu na środowisko. Mówi nam o tym, ile dany podmiot (państwo, organizacja, jednostka), produkt czy wydarzenie generuje gazów cieplarnianych, które przyczyniają się do globalnego ocieplenia. Obejmuje całkowitą emisję dwutlenku węgla, metanu, podtlenku azotu i innych gazów cieplarnianych wyrażanych w ekwiwalencie CO2 (CO2e). I tak np. na ślad węglowy produktu składają się emisje gazów spowodowane pozyskaniem surowców, z których został wytworzony, produkcją, transportem, składowaniem, użytkowaniem i recyklingiem, jakiego będzie wymagał po zużyciu.

W pozostawianiu śladu węglowego produkty spożywcze nie są żadnym wyjątkiem. Mało tego – produkcja żywności odpowiada za aż 19 do 29 proc. globalnej emisji gazów cieplarnianych.

Czytaj także: Odrobina optymizmu w myśleniu o walce z globalnym ociepleniem

Nie mamy świadomości własnego wpływu na środowisko

Szefujący amerykańskim i australijskim badaniom dr Adrian Camilleri postanowił sprawdzić, czy konsumenci mają świadomość, jaki ślad węglowy pozostawiają poszczególne produkty spożywcze, a co za tym idzie – czy dokonując wyborów zakupowych, biorą na siebie ekologiczną odpowiedzialność. Poprosił ponad tysiąc ochotników o przybliżone określenie poziomu emisji gazów cieplarnianych i energii niezbędnej do wytworzenia żywności i niektórych urządzeń elektrycznych i przekonał się, że uczestnicy badania znacząco ich nie doszacowują.

Energia zużywana do wytworzenia żywności dla wielu pozostaje „niewidzialna” – konstatował Camilleri, prezentując wyniki swoich badań w periodyku „Nature Climate Change”. Okazało się także, że konsumenci mają znikomą świadomość nawet tego, jaki wpływ na środowisko ma wytwarzanie i użytkowanie urządzeń elektrycznych, mimo że w działaniu np. piecyka zdecydowanie łatwiej odczuć zużywaną przez niego energię, a na koniec miesiąca czy kwartału otrzymujemy dokładny rachunek za prąd.

Czytaj więcej: Robi się gorąco. Maleją szanse na zatrzymanie globalnego ocieplenia

Zupa mięsna czy warzywna? O przewadze jednej diety nad drugą

Przepytywani przez Camilleriego badani nie widzieli też specjalnej różnicy w kosztach środowiskowych związanych z produkcją zup mięsnej i warzywnej, choć zupa z wołowiny wiąże się z dziesięć razy większą emisją gazów cieplarnianych niż zupa z warzyw. Eksperyment pokazał jednak, że gdy tylko badani mieli do wyboru produkty, na których jasno oznaczono, jak wielki pozostawiają ślad węglowy, zdecydowanie częściej wybierali te bardziej przyjazne dla środowiska.

Czytaj także: Jak zabraknie żywności (a zabraknie), to będziemy jeść... owady

Jaki jest ślad węglowy tego, co jemy?

A bywa że na wiele z naszych ulubionych potraw składają się produkty zupełnie środowisku nieprzyjazne. Sama hodowla zwierząt – przede wszystkim wytwarzanie wołowiny i cielęciny – szkodzi naszej planecie niemal tak samo jak transport*, co naukowcy podkreślają już od wielu lat, choćby w słynnym raporcie FAO (Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa) o znaczącym tytule „Długi cień hodowli zwierząt” (Livestock’s long shadow, 2006 r.). W drugiej kolejności – po wołowinie i cielęcinie – za największe emisje gazów cieplarnianych odpowiada intensywna produkcja przemysłowa wyrobów mleczarskich, dalej plasują się wieprzowina, drób i ryby.

Na ślad węglowy hodowli bydła w największym stopniu składa się emisja CO2 związana z wylesianiem (zastępowaniem lasów pastwiskami i polami uprawnymi pod produkcję paszy), pustynnieniem i degradacją gleb, ale także z niezwykle energochłonną produkcją nawozów i środków ochrony roślin (znów do produkcji paszy), użyciem maszyn rolniczych, nawadnianiem, ogrzewaniem pomieszczeń itd. oraz z przetwarzaniem, pakowaniem, przechowywaniem i dystrybucją produktów mięsnych i mleczarskich.

Czytaj także: Hodowle zwierząt emitują CO2, ale zdrożeje mleko roślinne, a nie zwierzęce

Hodowla zwierząt odpowiedzialna jest nie tylko za emisję dwutlenku węgla, lecz także 89 mln ton metanu rocznie (równoważnik ok. 2,2 mld. ton CO2, czyli 35–40 proc. całkowitych antropogenicznych emisji metanu; dane z 2013 r.) – co jest efektem fermentacji pokarmu, jaka zachodzi w jelitach przeżuwaczy, i rozkładu gnojowicy – oraz za emisję tlenku azotu (z nawozów sztucznych i gnojowicy).

Czy żywność pochodzenia roślinnego pozostaje bez wpływu na globalne ocieplenie?

Oczywiście – nie. Skrajnym przykładem są zalewane wodą pola ryżowe emitujące do atmosfery ogromne ilości metanu. Warto jednak pamiętać, że biorąc pod uwagę efektywność rolnictwa, uprawianie roślin daje zdecydowanie więcej żywności z jednego hektara niż hodowla zwierząt. Bardzo niewielki procent konsumowanej przez bydło paszy daje przyrost masy mięśniowej (zamienia się w mięso), produkcja mięsa niesie więc w sobie ogromne dysproporcje między wysiłkiem związanym z wyprodukowaniem paszy a efektem końcowym, czyli kotletem schabowym albo burgerem na naszym talerzu. Ilustrują to przykładowe dane: by wyprodukować 1 kg mięsa, potrzeba 12 kg zboża i soi oraz średnio 20 tys. litrów wody (w przypadku wołowiny może to być nawet 50 tys. litrów). Tymczasem już niecałe 15 tys. litrów wody wystarcza do wyhodowania 60 kg ziemniaków, 85 kg pomidorów lub 120 kg marchwi. Z 1 akra (0,405 ha) ziemi można uzyskać aż 18 tys. kg ziemniaków, a mięsa – jedynie 112 kg.

Czytaj także: Jedzenie weganieje

O czym mówi nam eksperyment Camilleriego?

Że mamy wybór i przy odrobinie wiedzy wybieramy dobrze. Wystarczy klarowna informacja, byśmy z korzyścią dla planety modyfikowali nawyki zakupowe i żywieniowe. Choć istnieją specjalne kalkulatory do obliczania indywidualnego śladu węglowego, trudno, by każdy sam szacował wpływ usług i codziennie używanych produktów na środowisko. Z pomocą przychodzą oczywiście eksperci: dietetycy, biotechnolodzy, lekarze itd. Ale skoro na wybory żywieniowe i zakupowe konsumentów można wpływać tak łatwo – a opisane tu amerykańsko-australijskie badania dowodzą, że różnicę robią już same etykiety informujące o śladzie węglowym – odpowiedzialność producentów żywności wykracza daleko poza samo wyprodukowanie puszek z zupą. Co oczywiście nie znaczy, że nie dzielą jej z nami. To przecież w naszych rękach ostatecznie pozostaje wybór między zupą mięsną a warzywną.

Czytaj więcej: Od dziś żyjemy na ekologiczny kredyt. Jaką Ziemię zostawimy naszym dzieciom?

--

* W porównanie emisji gazów cieplarnianych z hodowli bydła i transportu często wkrada się błąd – uproszczenie wynikające z porównania różnych danych. Według Intergovernmental Panel on Climate Change (IPCC) bezpośrednie emisje z transportu drogowego, lotniczego, kolejowego i morskiego wynoszą 14 proc. wszystkich antropogenicznych emisji gazów cieplarnianych. Z kolei w bilans węglowy hodowli bydła wliczane są zarówno emisje bezpośrednie (ok. 5 proc. całkowitej emisji GHG), jak i pośrednie (czyli związane z produkcją paszy, nawozów, transportem itd.), co łącznie daje marginalnie wyższy wynik – 14,5 proc.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Związek Marii Kazimiery z Janem

Maria Kazimiera d’Arquien, partnerka Sobieskiego w sypialni i dyplomacji.

Jerzy Besala
16.07.2019
Reklama