Odrobina optymizmu w myśleniu o walce z globalnym ociepleniem
Jeśli ogrzejemy Ziemię o 2 st., czeka nas katastrofa. Jeśli chcemy globalne ocieplenie ograniczyć do 1,5 st., w ciągu trzech dekad musimy przestać spalać paliwa kopalne. Czy da się zachować optymizm w obliczu takich danych naukowych?
Czy z globalnym ociepleniem da się walczyć? Inżynierowie już próbują.
Andreas Gücklhorn/Unsplash

Czy z globalnym ociepleniem da się walczyć? Inżynierowie już próbują.

Autorzy październikowego raportu IPCC o skutkach zmian klimatu wyliczają, że aby uniknąć klimatycznej katastrofy, musimy do 2030 r. ograniczyć spalanie paliw kopalnych o połowę, a do 2050 – zaprzestać go całkowicie. Komentują, że jest to fizycznie jak najbardziej możliwe, ale wymagać będzie bezprecedensowych zmian. Produkcję energii elektrycznej trzeba przestawić na atom, wiatr i słońce. Transport – na prąd i wodór. Jeśli spóźnimy się z realizacją tych planów, uratować nas będzie mogło tylko pochłanianie dwutlenku węgla z atmosfery na wielką skalę.

W tym alarmującym raporcie zabrakło dobrej wiadomości – ale nie należy się dziwić klimatologom i fizykom atmosfery, nie są przecież inżynierami. Ci od dawna pracują nad sposobami na lepsze elektryczne auta, pojemniejsze akumulatory do magazynowania energii ze słońca i wiatru. A nawet nad tym, jak z powietrza usunąć dwutlenek węgla i wyprodukować zeń paliwo. Bo wszystko to już w jakiś sposób potrafimy i takie technologie istnieją. To dobra wiadomość. Druga dobra jest taka, że rewolucja już się rozpoczęła i nie zanosi się na to, żeby miała zwolnić tempo.

Czytaj także: Czy globalne ocieplenie da się zatrzymać?

Elektryczna rewolucja: nie tylko e-auta i ogniwa słoneczne

Gdy myślimy o elektrycznych autach, zapewne od razu przychodzi nam na myśl Tesla, największy producent elektrycznych aut. Jest dobrym przykładem na to, jak można stworzyć popyt – konsumenci mogą przecież równie dobrze kupować auta na benzynę lub ropę, jednak tesle sprzedają się znakomicie. Warto też zauważyć, że fabryki Elona Muska wyrosły na pustyni w kilka lat. Ludzkość jest w stanie przestawić się na pojazdy elektryczne – to kwestia skali (i odpowiednich zachęt podatkowych).

Nie mniejszą zmianą jest rewolucja słoneczna. W Stanach Zjednoczonych w ciągu ostatniej dekady lawinowo wzrosła liczba gospodarstw domowych zasilanych prądem z własnych ogniw słonecznych. W Niemczech w ciągu dwóch dekad liczba takich instalacji wzrosła o rząd wielkości. Być może przyszłością jest właśnie „energetyka rozproszona”, w której prąd do sieci zamiast elektrowni węglowych dostarczają niewielkie instalacje. Pewnym problemem jest, oczywiście, przechowywanie energii słonecznej (i wiatrowej), gdy nie ma słońca (lub wiatru). Ale – tu znowu rewolucję zapoczątkował Musk – w sprzedaży są już przydomowe akumulatory o pojemności zapewniającej prąd na noc lub pochmurny dzień.

Pojawiają się też nowe technologie – przed kilkoma miesiącami szwedzcy badacze odkryli, że pewien prosty związek chemiczny może przechowywać energię cieplną ze słońca przez bardzo długi czas i oddawać ją na żądanie. Nie trzeba więc nawet dość kosztownych ogniw fotowoltaicznych, żeby ogrzać dom lub bieżącą wodę – wystarczą prostsze i tańsze kolektory słoneczne zbierające ciepło.

Paliwo z powietrza, czyli co można z CO2

To umiemy teoretycznie od lat, ale technologie takie były dotychczas za drogie i nieopłacalne. W 2018 r., o czym w czerwcu donosiło „Science”, technologia pochłaniania dwutlenku węgla z atmosfery i produkcji zeń paliwa okazała się już całkiem opłacalna. Urządzenia kanadyjskiej firmy Carbon Engineering wyglądają jak ściana olbrzymich klimatyzatorów. W nich od cząsteczek dwutlenku węgla za pomocą katalizatorów odłączany jest tlen, przyłączany zaś wodór pochodzący z elektrolizy wody. Powstają węglowodory, czyli z chemicznego punktu widzenia to samo, co wydobywa się w odwiercie gazu lub ropy naftowej. Kosztuje to mniej więcej dolara za litr.

Czytaj także: Stężenie CO2 w atmosferze jest rekordowo wysokie

Rzecz jasna spalanie takiego paliwa uwalnia dwutlenek węgla – ale wcześniej pochłonięty z powietrza, więc nie zwiększa jego zawartości w atmosferze. I choć brzmi to jak perpetuum mobile (bo można dwutlenek węgla wykorzystywać w kółko), oczywiście nim nie jest, proces wymaga dostarczania energii. Może ona pochodzić z odnawialnych źródeł, czyli słońca i wiatru. Paliwo z powietrza jest zatem faktem, na który nasza cywilizacja może sobie już pozwolić. Warto też zauważyć, że zastosowana na wielką skalę technologia ta daje niezależność energetyczną – i od dostawców paliw, i od wahań cen na światowych rynkach (gdybym był ministrem energetyki kraju pozbawionego złóż ropy i gazu, zainwestowałbym w nią każde pieniądze).

Oprócz spalania węglowodory pochodzące z atmosferycznego dwutlenku węgla można przetworzyć na tworzywa sztuczne czy leki – dokładnie tak jak teraz wykorzystujemy ropę naftową i jej pochodne.

Woda z powietrza. Tania i potrzebna

Globalne ocieplenie oznacza częstsze upały i susze – także tam, gdzie dotychczas były stosunkowo rzadkim zjawiskiem. W Polsce susze, które w XX w. pojawiały się średnio raz na pięć lat, stały się w zasadzie normą. Nie odczuwamy ich skutków jeszcze zbyt dotkliwie, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że będą się nasilać.

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj