Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Nauka

Wirus Nipah i wszystko, co musisz o nim wiedzieć. Strach ma wielkie oczy?

Nietoperz złapany w sieć rozstawioną przez asystentów laboratoryjnych podczas badań nad wirusem Nipah w okolicy Shuvarampur w Faridpur, Bangladesz Nietoperz złapany w sieć rozstawioną przez asystentów laboratoryjnych podczas badań nad wirusem Nipah w okolicy Shuvarampur w Faridpur, Bangladesz Mohammad Ponir Hossain / Reuters / Forum
W mediach głośno o wirusie Nipah, który w krajach Azji Południowo-Wschodniej doprowadził do zaostrzenia kontroli sanitarnych na lotniskach. To efekt pojedynczych przypadków zakażeń w Indiach. Wyjaśniamy, czy jest się czego obawiać.

Wietnam i Pakistan wprowadziły wzmożone kontrole graniczne i sanitarne na lotniskach w odpowiedzi na potwierdzenie pięciu przypadków zakażeń wirusem Nipah w Indiach, z których dwa zakończyły się śmiercią. Ponadto już blisko sto osób objęto kwarantanną.

Czytaj także: Nie wirus, ale… jak wirus. Żyje tylko po to, żeby się replikować, kradnie wszystko, czego potrzebuje

Wirus z Songami Nipah

Wirus Nipah to otoczkowy wirus RNA, którego naturalnym rezerwuarem są tzw. latające lisy – duże nietoperze owocożerne z rodzaju Pteropus, występujące głównie w Azji Południowo-Wschodniej i na wyspach Oceanu Spokojnego. Roznoszą go poprzez ślinę, mocz i odchody.

Pierwsze przypadki choroby Nipah opisano w 1998 r. w Malezji, gdy wirus we wsi Songami Nipah przeniósł się ze świń na ludzi mających z nimi kontakt. W desperackiej próbie opanowania epidemii rząd Malezji w ciągu kilku miesięcy zutylizował blisko 890 tys. świń. Od tamtej pory ogniska choroby pojawiały się m.in. w Bangladeszu i Indiach.

Zakażenie tym wirusem początkowo objawia się stanem grypopodobnym – gorączką, bólami głowy i mięśni, wymiotami oraz bólem gardła. W krótkim czasie objawy te mogą jednak się zaostrzyć w związku z zapaleniem płuc i zaburzeniami oddychania. Choroba może przebiegać także z poważnymi objawami neurologicznymi: zapaleniem mózgu, zanikiem tkanki nerwowej, zaburzeniami zachowania, porażeniem nerwów okoruchowych, dystonią szyjną czy porażeniem twarzy.

To wszystko brzmi bardzo poważnie – tym bardziej że śmiertelność zakażeń wirusem Nipah szacuje się zwykle na 40–75 proc., a w niektórych ogniskach sięgała nawet 95 proc. Warto jednak pamiętać, że te wartości są prawdopodobnie zawyżone. Po pierwsze, w krajach endemicznych wykrywa się głównie przypadki ciężkie, podczas gdy łagodniejsze lub bezobjawowe zakażenia mogą pozostać niezdiagnozowane. Po drugie, ograniczone możliwości systemów opieki zdrowotnej w tych regionach również wpływają na pozornie wyższą śmiertelność.

Czytaj także: Małpia ospa się szerzy. Czy uda się stłumić groźniejszą wersję wirusa mpox?

W jaki sposób człowiek może zakazić się tym wirusem? Kluczową rolę odgrywa spożywanie owoców palmy daktylowej i picie surowego soku z niej, które zostały zanieczyszczone odchodami bądź śliną wspomnianych nietoperzy. Wirus może być też przenoszony przez bliski kontakt z zakażonymi świniami. Transmisje między ludźmi są możliwe, ale ograniczone do bliskich kontaktów – najczęściej między chorym a członkiem rodziny bądź opiekunem. Wśród zakażonych obecnie w Indiach osób znajdują się także pracownicy medyczni, co wskazuje na konieczność ścisłego przestrzegania zasad bezpieczeństwa sanitarnego w kontakcie z chorymi.

Czy wirus Nipah wywoła kolejną pandemię?

Wirus Nipah nie jest „drugim koronawirusem”. W przeciwieństwie do SARS-CoV-2 nie rozprzestrzenia się drogą kropelkową ani powietrzną, lecz wymaga bliskiego kontaktu z zakażonym. Jego naturalny rezerwuar – nietoperze owocożerne – ma ograniczony zasięg geograficzny. Dlatego, mimo wysokiej śmiertelności, wirus ten nie ma dużego potencjału pandemicznego. Podobnie było w przypadku wirusa Ebola – niezwykle zabójczego, ale mało „mobilnego”. Chorzy umierają zbyt szybko, by skutecznie przenosić infekcję na dużą skalę, a transmisja wymaga kontaktu z wydzielinami. Dlatego najbardziej śmiertelnym patogenom trudno jest szybko rozprzestrzenić się na cały świat, choć na pewno łatwo jest zyskać globalny rozgłos.

Nie zmienia to faktu, że takich patogenów nie należy lekceważyć, zwłaszcza że obecnie nie ma swoistej terapii ani szczepionki przeciw wirusowi Nipah. Leczenie ma jedynie charakter objawowy i wspomagający – obejmuje nawadnianie, utrzymanie równowagi elektrolitowej, monitorowanie parametrów życiowych, a w cięższych przypadkach – wentylację mechaniczną czy leczenie przeciwdrgawkowe.

W szerzeniu się wirusa Nipah pewną rolę odgrywa okres inkubacji, czyli czas od zakażenia do wystąpienia objawów. W 90 proc. przypadków waha się on od czterech dni do dwóch tygodni, ale znane są przypadki, gdy przeciągał się nawet do 1,5 miesiąca. Oznacza to, że osoba zakażona może przez długi czas nie wykazywać objawów, co teoretycznie pozwala wirusowi przemieszczać się na znaczne odległości – także międzykontynentalne. Na szczęście najwyższa zakaźność pojawia się dopiero w ostrej fazie choroby, czyli wtedy, gdy pacjent jest już mniej mobilny i zazwyczaj objęty opieką medyczną.

Należy oczywiście pamiętać, że Nipah, jak przystało na wirusa RNA, charakteryzuje się wysoką zmiennością genetyczną. Świadczy o tym fakt, że początkowo, pod koniec lat .90. XX w., w Malezji wykryto tylko jeden szczep, natomiast kilka lat później w Bangladeszu odnotowano już dużą różnorodność genetyczną – potwierdza to intensywny proces mutacji.

Czytaj także: Ptasia grypa krąży po świecie i mutuje. Czy okaże się bardziej zabójcza niż covid?

Przezorny zawsze ubezpieczony

Z tego powodu Światowa Organizacja Zdrowia uznała wirusa Nipah za patogen priorytetowy w badaniach nad nowymi szczepionkami i terapiami. W przypadku tych pierwszych już kilka lat temu uzyskiwano obiecujące wyniki w modelach zwierzęcych – całkowitą ochronę przed wirusem po podaniu pojedynczej dawki.

Ruszyły więc badania kliniczne z udziałem ludzi. W zeszłym roku zakończyło się badanie pierwszej fazy kandydatki opracowanej w technologii mRNA, a w grudniu 2025 r. rozpoczęła się pierwsza na świecie druga faza badań klinicznych szczepionki ChAdOx1 NipahB, opartej na tej samej platformie wektorowej, co szczepionka przeciw covid-19. Europejska Agencja Leków przyznała jej status PRIME (PRIority MEdicines), co ma przyspieszyć rozwój i procesy rejestracyjne preparatów o istotnym znaczeniu zdrowotnym.

Posiadanie takiej szczepionki byłoby bezcenne dla regionów endemicznych, ale również jako zabezpieczenie dla krajów spoza Azji – na wypadek przypadkowego zawleczenia wirusa. Szczepionka mogłaby chronić np. personel medyczny mający kontakt z zakażonymi pacjentami. Co więcej, technologia mRNA lub wektorowa pozwoliłaby stosunkowo szybko dostosować preparat do nowych wariantów, gdyby wirus Nipah zmutował w kierunku łatwiejszej transmisji między ludźmi.

Czytaj także: Wirus Zachodniego Nilu zabija ptaki w Warszawie. Są powody do niepokoju?

O ile wirus Nipah może budzić respekt – i słusznie – o tyle Europejczycy nie mają dziś powodu do paniki. To patogen o dużej śmiertelności, ale niskiej zdolności rozprzestrzeniania się. Jak to często bywa w przypadku egzotycznych zagrożeń, strach ma wielkie oczy – a racjonalna wiedza jest najlepszym środkiem uspokajającym.

Reklama

Czytaj także

null
Świat

Lęk przed drugą Jałtą. Trzech drapieżców gra już nowy koncert mocarstw? Trudny czas dla Europy i Polski

Amerykańska interwencja w Wenezueli i zapowiedzi Donalda Trumpa o zagarnięciu Grenlandii zapowiadają inny porządek świata. Fatalny dla takich krajów jak Polska.

Tomasz Zalewski z Waszyngtonu
13.01.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną