Górnicy odwołali protest w Warszawie, ale problem pozostaje
Skąd się wziął konflikt, wprawdzie chwilowo zawieszony, ale nie zażegnany, który pachnie pierwszym za rządów PiS marszem górników na stolicę?
Kopalnia Borynia-Zofiówka-Jastrzębie, jeden z zakładów Jastrzębskiej Spółki Węglowej
Grzegorz Klatka/Forum

Kopalnia Borynia-Zofiówka-Jastrzębie, jeden z zakładów Jastrzębskiej Spółki Węglowej

W odpowiedzi na odwołanie w Warszawie posiedzenia Rady Nadzorczej Jastrzębskiej Spółki Węglowej, która miała dokonać dalszych zmian kadrowych w zarządzie, związki zawodowe zrezygnowały z protestu w stolicy. Decyzję o uspokojeniu atmosfery i niemnożeniu pól napięć, szczególnie z Solidarnością, miał podjąć prezes PiS.

Otwarty natomiast pozostaje konflikt związków zawodowych jastrzębskiej spółki z Krzysztofem Tchórzewskim, ministrem energii sprawującym nadzór właścicielski nad węglowymi spółkami. Związki zawodowe, na czele z Solidarnością, żądają jego odwołania – od tego uzależniają uspokojenie nastrojów w strategicznej firmie. Skąd się wziął konflikt, wprawdzie chwilowo zawieszony, ale nie zażegnany, konflikt, który pachnie pierwszym za rządów PiS marszem górników na stolicę?

Minister energii działa górnikom na nerwy

W ubiegłym tygodniu, 10 stycznia, związkowcy z Jastrzębskiej Spółki Węglowej pogonili z Jastrzębia-Zdroju Radę Nadzorczą swego pracodawcy, która zmierzała do odwołania prezesa zarządu Daniela Ozona albo zmuszenia go do dymisji. Zanim działacze wtargnęli na salę, nadzorcze gremium zdołało już skreślić dwóch wiceprezesów: Jolantę Gruszkę, odpowiedzialną za sprawy handlu, i Artura Dyczkę zarządzającego strategią i rozwojem.

Rada zabierała się właśnie za Tomasza Śledzia, wiceprezesa ds. technicznych, odpowiedzialnego za wydobycie i bezpieczeństwo, a więc postać newralgiczną dla funkcjonowania JSW. Ale nie zdążyła. Wskazana przez skarb państwa część rady – z przewodniczącą prof. Haliną Buk – wyprowadzona została z firmowej siedziby w troskliwej asyście policji. Czterech członków, wybranych solidarnie przez załogę, zostało na miejscu i wydało jednogłośnie krytyczne oświadczenie wobec wcześniejszych decyzji kadrowych. Radzie, a pośrednio ministrowi zarzucono świadome dezorganizowanie działalności spółki w momencie prowadzenia kluczowych negocjacji cenowych z odbiorcami węgla i koksu.

Zaczęło się więc jak u Hitchcocka: najpierw kadrowe trzęsienie ziemi, a potem dopiero akcja zaczyna nabierać kolorów i budować napięcie. Jak rozwinie się i w jakim kierunku zmierza ten węglowy scenariusz? Szczególnie gdy zważymy, że w połowie bieżącego roku kończy się kadencja tego zarządu? JSW wciąż może się chwalić znakomitymi wynikami finansowymi. Może właśnie dlatego komuś tak bardzo się spieszy, żeby poprzestawiać figury na tej szachownicy? Wie, że czasu jest coraz mniej... Górnicy nie mają wątpliwości, że tym kimś jest właśnie minister energii.

Wszak to właśnie on wyznaczył na najbliższy poniedziałek, 21 stycznia, posiedzenie Rady Nadzorczej JSW poza siedzibą spółki, w Warszawie. W odpowiedzi na ten, w swoim pojęciu, akt o nieczystym zamiarze związkowcy zapowiedzieli kilkusetosobową pikietę w stolicy. Zerwać posiedzenia w otoczonym policją gmachu pewnie by im się nie udało, ale posiać strachem – proszę bardzo. Byłaby to pierwsza tak liczna delegacja wkurzonych śląskich górników od początku rządów PiS.

Czytaj także: Dlaczego jesteśmy zakładnikami węgla

Ludzie ministra w Jastrzębskiej Spółce Węglowej

Nie wybierali się z pustymi rękami. Domagali się spotkania z premierem, od którego już wcześniej zażądali zdymisjonowania Krzysztofa Tchórzewskiego. Już wcześniej podpowiadali, żeby Mateusz Morawiecki sam objął państwowy nadzór właścicielski nad JSW i innymi spółkami górniczymi, podobnie jak zrobił to w połowie 2018 r., kiedy z rąk ministra energii wziął pod swoje skrzydła Orlen i Lotos – i tym samym zatrzymał nieustającą karuzelę kadrową. Aktualna jest propozycja przekazania kompetencji decyzyjnych w sektorze górnictwa wiceministrowi energii Grzegorzowi Tobiszowskiemu, który teraz odpowiada za górnictwo.

Tobiszowski pochodzi ze Śląska i zdaniem działaczy rozumie szczególną specyfikę tej branży – odwrotnie niż jego szef. Aktualny pozostaje także projekt wymiany wszystkich przedstawicieli skarbu państwa w Radzie Nadzorczej JSW, aby dłużej nie zagrażali działalności górniczej i majątkowej. Padła jeszcze jedna, ciekawa moim zdaniem propozycja, żeby wyjąć JSW z działu administracji rządowej obejmującego energię, ponieważ spółka wydobywa głównie węgiel koksowy i produkuje koks, a ten jest elementem łańcucha technologicznego przemysłu stalowego. No, no, po takim zabiegu władza kadrowa ministra energii wyraźnie by się na Śląsku skurczyła!

Rynek: aktualności i komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj