Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Szpitale dla władzy, nie dla pacjentów. PiS ma superplan

Modernizację szpitalnictwa firmuje Adam Niedzielski. Modernizację szpitalnictwa firmuje Adam Niedzielski. Mateusz Słodkowski / Forum
Po nieudanej reformie stworzenia sieci szpitali ministra Radziwiłła, która pogorszyła dostępność do leczenia, rząd PiS przygotował kolejną rewolucję. Firmuje ją Adam Niedzielski.

Deklarowanym celem reformy ma być modernizacja szpitalnictwa, prawdziwym – centralizacja i nowe stanowiska dla nominatów partii rządzącej. Dla pacjentów skutki mogą być fatalne, podobnie jak dla samorządów będących właścicielami wielu szpitali. Dlatego wdrażanie pseudoreformy ma się rozpocząć w 2024 r., czyli już po wyborach parlamentarnych. Żeby uniknąć protestów w czasie kampanii.

Posłuchaj: PiS centralizuje ochronę zdrowia. Dlaczego teraz?

Agencja Rozwoju Szpitalnictwa. Pełny komfort rządzenia!

W Polsce jest 575 szpitali publicznych. Mają różnych właścicieli: są nimi samorządy lokalne, czyli starostowie, lub duże miasta albo marszałkowie, czyli samorządy wojewódzkie. Właścicielami są też różne ministerstwa, np. MON (warszawski szpital na Szaserów), MSWIA (stołeczna Wołoska) czy resort zdrowia (szpitale kliniczne). Taki stan ma wiele wad, brakuje bowiem koordynacji leczenia, ale obecna propozycja jego uzdrowienia ma ich jeszcze więcej.

Czytaj więcej: Szpitale to nie więzienia. Kontakt chorych z bliskimi jest ważny

Nowa rewolucja ma się rozpocząć od stworzenia wspólnej czapki, mającej pełnię władzy nad placówkami należącymi do różnych właścicieli, ma nią być Agencja Rozwoju Szpitalnictwa. Od niej zależeć będzie los szpitali, pieniądze na inwestycje, a nawet to, jacy lekarze mają być w nich zatrudnieni. Agencja może też nakazać, aby drogi sprzęt, jaki zakupił dla szpitala jeden samorząd, przenieść do innej placówki, mającej innego właściciela. Po siedmiu latach rządów PiS można przypuszczać, że największe ryzyko taka sytuacja stwarza dla samorządów, których nie uznaje za swoje. To im agencja może drogi sprzęt zabierać i kazać go ulokować w zaprzyjaźnionych miejscach.

Odwołania od decyzji nadzorcy szpitala wskazanego przez ARS nie będzie. Z kolei za skutki swoich decyzji nie będzie ponosił odpowiedzialności. Może nawet wstrzymać egzekucję komorniczą i dostawca leków nie uzyska za nie zapłaty. Pełny komfort rządzenia!

Szpitale A, B, C i D

Prezes nowej ARS będzie więc miał władzę o wiele większą niż obecnie minister zdrowia, stąd medialne spekulacje, że Adam Niedzielski sam ma chrapkę na to stanowisko. Stworzenie kolejnej agencji będzie kosztowne, uszczupli i tak chudą pulę pieniędzy przeznaczonych na publiczną ochronę zdrowia. Nie ulega wątpliwości, że stworzonych zostanie wiele dobrze płatnych stanowisk dla ludzi, od których zależeć ma przecież los pacjentów.

A także los samych szpitali. Pracownicy agencji podzielą wszystkie 575 szpitali na cztery kategorie: A, B, C i D. O tym, jaka literka zostanie im przydzielona, mają decydować ich wyniki finansowe. Czyli wysokość kontraktu z NFZ i poniesione na leczenie koszty. Warto przypomnieć, że mimo szalejącej inflacji i wzrostu kosztów leczenia wysokość wyceny świadczeń nie uległa zmianie. Długi szpitali sięgają już 20 mld zł.

Kryterium sytuacji finansowej może więc okazać się zawodne – premiuje bowiem placówki, które odsyłały z kwitkiem pacjentów najciężej chorych, generujących największe koszty. Kładzenie do łóżka lżej chorych opłaca się bardziej. To, że placówka ma mniejsze długi, nie świadczy w ogóle o tym, co dla pacjentów jest najistotniejsze – że tam szanse na odzyskanie zdrowia są największe. Często dzieje się odwrotnie.

Czytaj także: Szpitale przyszłości – nauki z pandemii

To kryterium byłoby istotne, gdyby połączono je z wynikami efektywności leczenia. Wtedy pacjenci mogliby liczyć na poprawę dostępności do leczenia i na to, że w danej placówce ich szanse na odzyskanie zdrowia są większe, reforma miałaby dla nich sens. Ale Ministerstwo Zdrowia zapowiada wprowadzenie ocen wyników leczenia od lat, ale tego nie robi. Ocena utrudniłaby samowolę władzy.

Pieniądze po uważaniu PiS

Pierwsze dwie kategorie, czyli A i B, mają się modernizować i rozwijać, dwie ostatnie muszą się restrukturyzować. W razie niepowodzenia – zlikwidować. O tym, jakie plany są dobre, a jakie złe – decydować będą ich nadzorcy wskazani przez ARS. Od ich decyzji nie ma odwołania. Agencja będzie też miała władzę nad wszystkimi środkami przeznaczonymi na rozwój ochrony zdrowia. Wskaże, kto dużo dostanie, a kto nie otrzyma nic.

Największy apetyt jej twórców budzą, oczywiście, środki z Krajowego Planu Odbudowy. Do tej pory o pieniądze unijne mogły starać się także samorządy i robiły to z dużymi sukcesami. Drogi sprzęt trafił także do placówek samorządowych. Po powstaniu ARS będą dzielone centralnie, czyli znów między swoich.

Szpitale, których właściciele wcześniej postarali się o dobre wyposażenie dla nich, po powstaniu Agencji Rozwoju Szpitalnictwa mogą ten sprzęt stracić. Wystarczy, że zostaną zakwalifikowane do grupy C albo D, a nadzorca z ramienia agencji w ramach restrukturyzacji nakaże im tomograf czy „peta” przekazać konkurencyjnej placówce, która uzyskała wyższą kategorię. Bez dyskusji.

Konkurencja zostanie skasowana

Twórcy kolejnej rewolucji w publicznej ochronie zdrowia uważają, że konkurencja między poszczególnymi szpitalami jest zła. Publiczne placówki nie mają prawa zabiegać o pacjentów, ścigać się o nich. Więc konkurencja zostanie zlikwidowana. O tym, w jaki sposób, zadecydują nadzorcy. Mogą nakazać likwidację niektórych oddziałów, a nawet – w perspektywie – całych szpitali. Mogą różne podmioty połączyć w jeden. Mogą też uznać, że lekarze określonych specjalności mają pracować nie w tym, a w innym szpitalu. To jeszcze nie jest to samo co „wzięcie w kamasze”, ale krok w tę stronę.

Czytaj także: Jak się dogadać z lekarzem? W Polsce to rzadkość

Strach władzy przed konkurencją między szpitalami wynika też z obaw, że wchodząca od lipca nowelizacja ustawy o płacach minimalnych w zawodach medycznych (średni wzrost wynagrodzeń o 30 proc.) zwiększy presję płacową. Szpital, któremu brakuje lekarzy i pielęgniarek, gotów jest płacić im dużo więcej niż minimalne wynagrodzenie, byleby chcieli w nim pracować. Więc pomysł reformatorów jest wprost genialny – jak się zmniejszy liczbę szpitali, to dla pozostałych wystarczy personelu.

A co z pacjentami? W wyniku pseudoreformy pacjentów przecież nie ubędzie. Po pandemii wielu chorych zgłasza się do lekarzy z bardzo zaawansowanymi schorzeniami, dostęp do leczenia stał się jeszcze trudniejszy. Odpowiedzi na to pytanie w projekcie reformy szpitalnictwa nie ma. Nasuwa się sama – kolejki do leczenia będą jeszcze dłuższe.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

W hamaku i na leżaku. Wybraliśmy 12 książek na lato

Latem można nadrobić zaległości z całego roku, dlatego proponujemy starannie wybrany zestaw 12 gorących powieści, kryminałów i książek non-fiction z ostatnich miesięcy. Wciągających, poruszających, odkrywczych.

Jakub Demiańczuk, Justyna Sobolewska, Aleksandra Żelazińska
02.07.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną