Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Firmy zwalniają, a bezrobocie nie rośnie. Jak to jest z tym rynkiem pracy?

W firmach spada apetyt na rozbudowę zespołów. W firmach spada apetyt na rozbudowę zespołów. LYCS Architecture / Unsplash
W ostatnich tygodniach media obiegają alarmistyczne informacje z rynku pracy. Zwykle są to komunikaty firm o zamiarze zwolnień grupowych. Mimo to urzędowe dane o bezrobociu, a także statystyki dotyczące zatrudnienia w przedsiębiorstwach pokazują stabilną, dobrą sytuację. To jak to jest z tym kryzysem, jest czy go nie ma?

Najwięcej wiemy o tym, co dzieje się w tzw. sektorze przedsiębiorstw – za tym terminem kryją się firmy z sektora prywatnego zatrudniające powyżej dziewięciu osób. Stan zatrudniania w nich Główny Urząd Statystyczny bada co miesiąc i liczby te są konsekwentnie dosyć optymistyczne. Dynamika zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw utrzymuje się stabilnie na poziomie ponad 2 proc. – w jednych miesiącach jest nieco wyższa, w innych troszkę niższa, ale w zgodzie z rytmem sezonowych zmian w zatrudnieniu. Oczywiście sytuacja różni się znacząco w zależności od branży. Spadać zaczęło zatrudnienie w firmach produkujących na potrzeby sektora budowlano-remontowego, a także w branży meblarskiej. W dobrej kondycji pozostają usługi: IT i inne usługi biznesowe, transport i magazynowanie, a także sektor handlowy.

Czytaj także: Stan przedzawałowy. Polskie firmy balansują na krawędzi przetrwania

Utrzymać zatrudnienie, przeczekać gorsze czasy

Spada jednak apetyt na rozbudowę zespołów. Liczba ogłoszeń o pracę, publikowanych na największych portalach ogłoszeniowych, jest o kilka, kilkanaście procent (w zależności od branży) niższa niż przed rokiem. Do urzędów pracy napływa najmniej zgłoszeń wakatów od 2020 r. – w październiku 88,5 tys. ofert. W obawie przed spowolnieniem gospodarczym firmy nie chcą zwiększać zatrudnienia. Przypuszczalnie też pogorszenie koniunktury ograniczyło skłonność pracowników do podejmowania ryzykownych decyzji i zmiany pracy. Mniejsza rotacja to też mniej wakatów do zapełnienia, a więc i mniej ogłoszeń.

Co do zasady firmy nastawiają się na „chomikowanie” zatrudnienia. Krajobraz demograficzny (coraz mniej liczne roczniki wchodzące na rynek pracy), luka kompetencyjna (zwłaszcza brak wykwalifikowanych pracowników fizycznych) i w końcu niska mobilność (warunkowana m.in. małą dostępnością mieszkań na wynajem) sprawiają, że gdy gospodarka rusza z kopyta, największą barierą dla firm staje się niedobór rąk do pracy. Przedsiębiorcy pamiętają tę lekcję z 2019 r. i ci, których na to stać, będą starali się utrzymywać zatrudnienie i przeczekać gorsze czasy. Niektórzy zdecydują się na redukcję wymiaru czasu pracy, inni nie przedłużą kontraktów czasowych.

Posłuchaj: Ucieczka z zaklętego kręgu ciągłej pracy

Najtrudniej jest najmniejszym

Nie wszystkie firmy są w stanie utrzymać zatrudnienie. Część z nich rozpoczęła już redukcję. Widać było to m.in. w danych z Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL), z których wynika, że w III kw. liczba pracujących była o ok. 80 tys. osób mniejsza niż w II kw. To bezprecedensowa sytuacja, bo zwykle w III kw. zatrudnienie rośnie ze względu na prace sezonowe w rolnictwie czy turystyce.

Ale zaraz – jak to możliwe, że jedne dane GUS pokazują wzrost zatrudnienia, a inne spadek? Najprawdopodobniej wynika to z różnej metody zbierania danych. W tym przypadku BAEL, badanie ankietowe wśród gospodarstw domowych, może nam dawać nieco lepszy obraz sytuacji niż dane zbierane z sektora przedsiębiorstw. BAEL uwzględnia bowiem też pracujących w mikrofirmach, a także częściowo – w szarej strefie. Nie jest zaskakujące, że to w tych grupach zniknęło najwięcej miejsc pracy. W sytuacji rosnących kosztów i słabnącego popytu najtrudniej jest najmniejszym firmom, którym zwykle brakuje poduszki finansowej umożliwiającej przetrwanie kilku miesięcy strat i pokrycie wszystkich wynagrodzeń.

Czytaj także: Jak zostałem zdalnym bezrobotnym

Średni i więksi zwolnią grupowo

O pogarszającej się sytuacji w średnich i większych firmach świadczy też rosnąca liczba zgłoszonych do urzędów pracy zwolnień grupowych. Prawo zobowiązuje pracodawców, którzy zatrudniają co najmniej 20 osób, do zgłaszania z wyprzedzeniem urzędom pracy zamiarów większych redukcji stanu zatrudnienia (co najmniej 30 osób lub 10 proc. załogi). Ma to pomóc urzędnikom w przygotowaniu dla nich odpowiedniej oferty szkoleń czy doradztwa. Tylko w październiku o zamiarze przeprowadzenia zwolnień grupowych poinformowało 50 podmiotów. To o 12 więcej niż przed rokiem. Zamierzały one zwolnić 3,7 tys. osób, czyli 1,9 tys. więcej niż w październiku 2021 r. Wciąż jednak w skali całego kraju niecałe 4 tys. zwolnień to niewiele. Z pewnością jest to jednak zjawisko, które warto śledzić, zarówno na poziomie krajowym, jak i – zwłaszcza – regionalnym.

Co z tym bezrobociem?

Skoro są zwolnienia, to powinno być i bezrobocie. Tu znów spotykamy sprzeczne dane. Bezrobocie rejestrowane (czyli liczba osób, które zgłosiły się do urzędów pracy i otrzymały status bezrobotnego) stoi od miesięcy w miejscu, na wartości 5,1 proc. Czyli niewiele. Liczba zarejestrowanych bezrobotnych na koniec października spadła po raz pierwszy w historii zbierania danych przez GUS poniżej 800 tys. osób. Ponownie nieco mniej optymistyczne są dane z BAEL – te wskazują wzrost stopy bezrobocia z 2,6 proc. w II kw. do 2,9 proc. w III kw. Bezrobocie mierzone BAEL rośnie więc, choć pozostaje na dużo niższym poziomie od bezrobocia rejestrowanego. Różnicę tę ponownie tłumaczy odmienny „urok” obu tych statystyk. Część osób zarejestrowanych w urzędach pracy nie jest faktycznie zainteresowana zatrudnieniem lub nie ma takiej możliwości (choćby ze względu na stan zdrowia czy konieczność opieki nad członkiem rodziny). Rejestrują się jednak, bo to daje im prawo do ubezpieczenia zdrowotnego. Stąd systematycznie bezrobocie rejestrowane wyższe jest od ankietowego, gdzie aby zakwalifikować się jako bezrobotny, trzeba oświadczyć, że szuka się pracy i jest gotowym do jej podjęcia. Z drugiej strony nie każdy może iść do urzędu pracy i zakwalifikować się jako bezrobotny. Nie mają tej możliwości osoby objęte ubezpieczeniem społecznym z jakiegokolwiek innego tytułu: młodzi uczący się, emeryci, renciści, osoby na urlopach rodzicielskich czy w końcu – objęci ubezpieczeniem rolniczym. I to prawdopodobnie w tej ostatniej grupie rosło bezrobocie BAEL, z danych ankietowych wynika bowiem, że zatrudnienie najczęściej tracili młodzi mężczyźni z terenów wiejskich. Objęci KRUS, więc niemogący szukać pomocy w urzędzie pracy. Ten nieracjonalny i niefunkcjonalny podział na bezrobotnych różnych kategorii może zresztą zniknąć już w przyszłym roku. Ministerstwo Rodziny pracuje nad projektem ustawy o aktywności zawodowej (to zresztą jeden z kamieni milowych z Krajowego Planu Odbudowy). Nowe przepisy pozwolą na korzystanie z ubezpieczenia zdrowotnego bez rejestracji jako bezrobotni, co odciąży urzędników z zajmowania się klientami, którzy pracy nie poszukują. Jednocześnie w urzędzie będą mogli otrzymać wsparcie poszukujący pracy, ale niespełniający kryteriów do bezrobocia – osoby uczące się czy na urlopach rodzicielskich. To ma pomóc im szybciej odnaleźć się na rynku pracy, a jednocześnie zwiększy naszą wiedzę o tym, ile osób obecnie szuka zatrudnienia i chce je podjąć.

Posłuchaj: Krajowy Plan Odbudowy. Jakie scenariusze dla Polski?

Na rynku pracy gorzej, ale bez paniki

Wraz z postępującym spowolnieniem gospodarczym sytuacja na rynku pracy zaczyna się pogarszać. W kolejnych miesiącach zwolnień będzie przybywać, a bezrobocie – jakkolwiek liczone – będzie rosnąć. W skali indywidualnej każda utrata pracy, źródła dochodu, jest trudną sytuacją. Jednocześnie w skali makro jest to powód do zmartwień, ale nie do paniki. Startujemy z rekordowo dobrego poziomu, wysokiego zatrudnienia i niskiego bezrobocia – zarówno w ujęciu historycznym, jak i międzynarodowym. Nawet gdyby liczba zarejestrowanych bezrobotnych wzrosła o jedną czwartą, to będzie ich około miliona. Tyle, co w szczycie pandemii. Nie jest to poziom, który byłby niebezpieczny dla społeczeństwa i gospodarki lub trudny do „ogarnięcia” dla służb zatrudnienia czy systemu pomocy społecznej. Ani taki, którego nie wchłoną na nowo firmy za kilka kwartałów, gdy do naszego regionu powróci lepsza koniunktura.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Fotoreportaże

Jaki sens szycia? Mamy w Polsce mistrzów, uczniów brak

Krawiectwo miarowe odradza się powoli, bo i powoli rośnie społeczna chęć podkreślenia ubiorem statusu, aspiracji oraz zwykłej satysfakcji z własnego wyglądu. Coraz mniejsze grono mistrzów ma pełne ręce roboty, a następców nie widać.

Marcin Piątek
05.02.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną