Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Tusku, pomożesz górnikom? Wydobycie spada, pensje rosną, nowy rząd będzie miał kłopot

Skład węgla Skład węgla Michał Kość / Forum
Koniec roku w górnictwie. Barbórkowa amnestia, barbórkowe nagrody, coraz mniej węgla, coraz większy import. I widmo upadłości największej spółki węglowej w Europie.

Zbliża się Barbórka – dla górników świąteczny czas. Będą nagrody równe średniej pensji, awanse, odznaczenia, karczmy piwne, rubaszne śpiewy... Będzie się działo. A niebawem, na początku przyszłego roku, „czternastka”, kolejna dodatkowa pensja dla kamratów. Przed laty, jeszcze za PRL, pomyślana jako nagroda z zysku, i choć go najczęściej nie było i nie ma, to weszła na orbitę wynagrodzeń i nie ma mocnych, aby ją z niej zdjąć. Tak więc choć przyczynek do nagrody marny, to przecież jakoś trzeba ją dać.

Czy się stoi, czy się leży

Świadomość tej zakłamanej sytuacji jest wśród górników obecna i budzi obawy, choć wielu pewnie uważa, że coroczny profit, czy się stoi, czy się leży – się należy. Po prostu. Tymczasem gołym okiem widać, że dobrze się nie dzieje. Na dodatek w robocie, jak w robocie, różne rzeczy się zdarzają. Tu oddział nie wykonał planu, tam posypały się upomnienia i nagany, gdzieś znowu ukarano hajerów za łamanie przepisów BHP... Każda z takich kar porządkowych na mocy górniczego regulaminu ma wpływ na wielkość dodatkowego wynagrodzenia. No, powinna mieć.

Tym bardziej że wiele wykroczeń i wypadków, które dzieją się pod ziemią, jest zamiatana pod dywan. To temat tabu. „Tylko w tym roku odnotowano oficjalnie ponad tysiąc wypadków, większość w śląskich kopalniach. Niestety normą jest, że część zdarzeń jest ukrywana – wypadki tuszuje się dla świętego spokoju – przyznaje jeden z inspektorów BHP zatrudniony w Jastrzębskiej Spółce Węglowej. (...) Sytuacje, w których w kopalniach dochodzi do wypadków przy pracy, które nie są oficjalnie zgłaszane, a wszystko zamiatane pod dywan, są nagminne – mówią pracownicy państwowych gigantów w branży: Jastrzębskiej Spółki Węglowej, Polskiej Grupy Górniczej i Tauron Wydobycie” (źródło: Onet). No i coś z tym trzeba było zrobić.

Czytaj też: Wojciech Kałuża w zarządzie JSW. Myśli Kaliguli i Lenina wiecznie żywe

Amnestie dla górników

Tak oto barbórkową tradycją stały się amnestie dla górników. O darowanie lub, jak to przy amnestiach bywa, złagodzenie kar zwracają się do dyrektorów kopalń związki zawodowe. Jako pierwsi na początku listopada wystąpili działacze z kopalni Mysłowice-Wesoła należącej do Polskiej Grupy Górniczej: „W związku ze zbliżającą się Barbórką – wzorem lat poprzednich – Związki Zawodowe działające w KWK Mysłowice-Wesoła zwracają się o anulowanie kar, nagan i upomnień, które nie były związane z kradzieżami, alkoholem i środkami odurzającymi w roku 2023”.

Pod pismem, które właściwie jest żądaniem – dziesięć pieczątek i podpisów. To znak, że w tej sprawie związkowcy są solidarni, choć na co dzień często są na noże. Od razu należy zaznaczyć, że nie jest to zbyt wiele organizacji związkowych jak na ok. 3 tys. pracowników. W kopalniach Jastrzębskiej Spółki Węglowej, zatrudniającej mniej więcej 21 tys. osób, działa 65 związków zawodowych, do których należy 33 tys. pracowników. Tzw. uzwiązkowienie – ponad 150 proc.!

Dyrektor kopalni Adam Rozmus w mig przychylił się do wniosku i zarządzeniem anulował kary upomnień i nagan nałożonych zgodnie z art. 108 kodeksu pracy w pierwsze dziesięć miesięcy tego roku: „Za wyjątkiem kar związanych z zagarnięciem mienia kopalni, stawieniem się do pracy bądź przebywania na terenie zakładu pod wpływem alkoholu lub środków odurzających oraz kar związanych z jednoczesnym potrąceniem części lub całości nagrody rocznej”.

Prosty, szybki gest, który przy okazji pokazał, że osoby złapane na takich wykroczeniach nie wylatują z niebezpiecznej przecież dla siebie i innych roboty, tyle że „czternastka” przejdzie im koło nosa.

Czytaj też: Jak PiS chciał odwołać marszałka ze Śląska

Dla Tuska taryfy ulgowej nie będzie

W górnictwie węgla kamiennego pracuje ok. 75 tys. osób, więc szczęśliwie amnestionowanych można liczyć na grube tysiące.

W ślady kopalni z Mysłowic idą inne, bo jest po co. No i trzeba zdążyć przed Barbórką. „Czternastka”, jak i nagroda barbórkowa, jest prawie równa miesięcznemu wynagrodzeniu. A ono w PGG, największej firmie węglowej w UE, ostatnio wyraźnie rośnie. Nie ma jeszcze danych za ten rok, ale w 2022 wyniosło prawie 11 tys. zł brutto wobec nieco ponad 8 tys. zł rok wcześniej, co stanowi wzrost o ponad 33 proc. Tegoroczne podwyżki będą równie wysokie.

Tymczasem Polska Izba Sprzedawców Węgla, żywotnie zainteresowana dobrą kondycją PGG, przeprowadziła ostatnio analizę spółki: „Zatrudnienie w PGG spada pomimo wzrostu zarobków, a opłacalność wydobycia węgla jest najgorsza na świecie, przez co jego ceny są bardzo wysokie i nie ma chętnych na jego zakup. (…) Mamy najdroższy w historii węgiel, najmniejszą efektywność jego wydobycia na świecie, a z powodu rekordowych podwyżek płac (…) w kasie PGG zabraknie ok. 2 mld zł”.

Coraz wyższe płace, coraz gorsze wyniki! – skwitowali handlowcy.

Tomasz Rogala, prezes PGG, przyznał: „W tym roku wydobycie wyniesie nieco ponad 21 mln ton. To będzie ok. 2,5 mln ton mniej w stosunku do planu”. No i trzeba dodać, że o 1,5 mln ton mniej niż w roku ubiegłym. W przyszłym wydobycie spadnie (ale nie zarobki) do 20 mln ton! To w wersji optymistycznej.

Aby uratować PGG, potrzebne są pieniądze podatników. Mówił o tym niedawno na antenie Radia Katowice Dominik Kolorz, przewodniczący Śląsko-Dąbrowskiej Solidarności, wiernej do tej pory PiS: „Jeżeli w budżecie państwa, zgodnie z umową społeczną (sprzed dwóch lat – JD), nie znajdzie się dla tej firmy, jedni mówią 5 mld, drudzy mówią 7 mld zł, to jej po prostu grozi upadłość”.

Przypomniał przy tym, że w przyszłorocznym budżecie przygotowywanym nadal przez rząd Mateusza Morawieckiego takich pieniędzy na górnictwo jeszcze nie zapisano. Więc nie ma wątpliwości, do kogo informacje o fatalnej kondycji PGG są adresowane. „Czy nowa władza będzie w stanie szybko znaleźć pieniądze na to, żeby Polska Grupa Górnicza nie upadła?”, pyta Kolorz.

W tym pytaniu nie ma jeszcze gróźb, ale w górniczej Solidarności słychać pomruki, że w przeciwieństwie do zaprzyjaźnionej ekipy Morawieckiego dla rządów Tuska nie będzie taryfy ulgowej. I to jest jasne jak słońce.

Czytaj też: Mnie do Spodka nie wpuścili. A Morawiecki odlatywał bardziej i bardziej

Ministerstwo Przemysłu i węgiel na 200 lat

Przypomnijmy: w 2015 r., kiedy PiS obejmował władzę, górnictwo w ocenie tej partii było na dnie. Nawet nie na kolanach – leżało rozłożone na łopatkach jak cały kraj. Pogrążony w ruinie. W tamtym pamiętnym roku wydobyliśmy 72 mln ton węgla, z tego ok. 58 mln energetycznego dla elektrowni, ciepłowni i domowych pieców. W ubiegłym roku produkcja wyniosła 53 mln ton, w tym ok. 40 mln energetycznego; a w kończącym będzie go gdzieś 5 mln ton jeszcze mniej. Zapowiada się na koniec 2023 r. 35–36 mln ton: z PGG, LW Bogdanka (8,5 mln ton), prywatnej kopalni Silesia, kopalń do niedawno powiązanych z energetyką i JSW, która wydobywa go jakby przy okazji węgla koksowego.

Jak na krajowe potrzeby – cienko. Dlatego będzie rekordowy import. Jakimś odniesieniem może być zakup zaoceanicznego węgla w pierwszym półroczu – przekroczył 11 mln ton (wobec 5 mln w 2022). Można więc przyjąć, że sprowadzimy ok. 20 mln ton węgla. Nie ma w tym nic złego, ale po cholerę było zapewniać w 2015 r. o odbudowie polskiego górnictwa i oparciu na nim naszego bezpieczeństwa energetycznego? O buńczucznych deklaracjach prezydenta, że węgla starczy nam na 200 lat, aż nie chce się przypominać.

W tych barbórkowych dniach górnicy obdarzani są świątecznymi prezentami w błyszczących sreberkach: od amnestii, przez niezłą kasę, aż po przedwyborczą zapowiedź Donalda Tuska… utworzenia w Katowicach ministerstwa przemysłu, które, jak mniemam, powstanie po rozparcelowaniu Ministerstwa Aktywów Państwowych. I to w ciągu stu dni po objęciu władzy.

Górnictwo będzie, rzecz jasna, oczkiem w głowie resortu jedynego poza Warszawą. W czasach PRL funkcjonowało tutaj ministerstwo górnictwa i energetyki – i ponoć się sprawdzało w tamtych realiach gospodarczych. A w obecnych? Cudów nie będzie.

Górnictwo się zwija

Chociaż kto wie. Czyż narzeczeński ubaw Michała Moskala, dziś posła PiS, wtedy dyrektora gabinetu prezesa Jarosława Kaczyńskiego, głęboko pod ziemią Bogdanki nie był cudem? Czyż roznegliżowane kobiety przeciągające się powabnie w tych samych podziemnych kopalnianych załomach nie były cudem? Otóż nie. Nie jest też fatamorganą, bo wiadomo, że ta zdarza się raczej na pustyni. To najbardziej realny real naszego górnictwa, o czym niedawno trąbiły media, bynajmniej nie brukowe.

Jednak prawdziwe górnictwo się zwija – zwija się samo, przynajmniej w swej części energetycznej. Poseł Wojciech Saługa, szef PO w województwie śląskim, zapewnia, że w sprawie ministerstwa wszystko jest aktualne. Tylko w czym ono pomoże śląskim kopalniom?

Choć kto wie, czy to nie najlepsza barbórkowa wiadomość dla związkowców, którzy butnie zapowiadają brak taryfy ulgowej dla nowego rządu. Już nie będą musieli kołatać się autobusami do dalekiej stolicy, żeby pogrozić pięścią, pokrzyczeć, odpalać i podpalać. Zawsze to jakaś oszczędność – i czasu, i kasy. Wiadomo, że czas to pieniądz, więc wszystko będzie w kupie. Na swoim terenie zawsze lepiej i wygodniej.

PS Gwoli informacji: w połowie 2023 r. z węgla produkowaliśmy w Polsce 61 proc. energii, z tego 38,8 proc. z kamiennego i 21,9 proc. z brunatnego. Rok temu o tej samej porze odpowiednio 46 i 30 proc. Kilka lat temu węgiel dawał ponad 90 proc. energii.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Wydania specjalne

Czego uczy nas pokolenie „zetek”

Łączą nas podobne potrzeby, wystarczy jedynie się wzajemnie wysłuchać – postuluje prof. Tomasz Sobierajski.

Grażyna Morek
09.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną