Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Rynek

Nerwowe święta prezesa Obajtka. Służby Kamińskiego nie próżnują

Daniel Obajtek Daniel Obajtek Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl
Danielowi Obajtkowi grunt zaczyna się palić pod nogami, i to nie za sprawą 100 konkretów, ale wojny ze służbami Mariusza Kamińskiego. Czy wychodzące na jaw afery sprawią, że dla prezesa Orlenu luty przyjdzie już w grudniu?

Nowy rząd Donalda Tuska pospiesznie przejmuje władzę, bo zegar tyka, a „100 konkretów na 100 dni” samo się nie zrobi. Wśród konkretów jeden zapowiada: „Rozliczymy wszystkie afery Daniela Obajtka, w tym sprzedaż udziałów w Rafinerii Gdańskiej”.

Tyle jego w Orlenie, ile PiS-u u władzy

Nowy minister aktywów państwowych Borys Budka wezwał więc Obajtka do złożenia dymisji, zwłaszcza że ten nigdy nie ukrywał politycznego charakteru swojej obecności w największej państwowej spółce. Zapewnił też publiczne, że ma „swój honor i godność”, więc sam odejdzie, nie będzie trzeba go wyrzucać. Zna los swoich poprzedników, których z łóżek o szóstej rano wyciągały służby i wiozły na przesłuchania albo zatrzymywały na ulicy. Sam go kiedyś o to zapytałem, powiedział, że zdaje sobie z tego sprawę, że tyle jego w Orlenie, ile PiS-u u władzy. Wie, jaki czeka go los, ale się tego nie obawia. Być może dlatego, że w przeszłości miewał już doświadczenia z wymiarem sprawiedliwości.

Nic więc dziwnego, że robił wszystko, by PiS przy władzy jednak pozostał, dlatego Orlen mocno zaangażował się w kampanię wyborczą. Nic to nie dało, dlatego ostatnio prezes zrewidował swoje godnościowe obietnice i doszedł do wniosku, że do dymisji podawać się nie zamierza. Minister Budka pierwszego dnia urzędowania zrobił tyle, ile mógł: zdymisjonował Janinę Goss, reprezentantkę Skarbu Państwa w radzie nadzorczej Orlenu. To zaufana przyjaciółka Kaczyńskiego, którą prezes skierował do Orlenu, by miała oko na Obajtka, z którym szef PiS miał ostatnio trochę kłopotów. Jednak brak pani Goss niczego nie zmienia. Orlen jest formalnie spółką publiczną i pozostałych członków rady minister wymienić nie może, a tylko rada może zwolnić prezesa. Budka, jeśli nie dogada się z niezależnymi członkami rady, wiele nie osiągnie, musi poczekać na nadzwyczajne walne zgromadzenie akcjonariuszy, a to ma się odbyć dopiero w lutym. Ponoć Obajtek dopiero wtedy planuje podać się do dymisji.

Na wojnie z Kamińskim

O ile do tego czasu od fotela prezesa Orlenu nie zostanie oderwany siłą. Bo prezesowi grunt zaczyna się palić pod nogami. I to nie za sprawą 100 konkretów, ale wojny ze służbami Mariusza Kamińskiego. Polityka.pl jako pierwsza podała, że ABW dwukrotnie negatywnie opiniowała atomowy plan Obajtka. Chodzi o budowę małych modularnych reaktorów jądrowych (SMR) przez spółkę Orlen Synthos Green Energy (OSGE) należącą do Orlenu i spółki najbogatszego Polaka Michała Sołowowa. To dość szczególne kombo, do którego Orlen wnosi kapitał, a Sołowow swoją umowę z firmą GE Hitachi, producentem SMR WRX-300. Ten reaktor, z którym Obajtek wiąże wielkie nadzieje, jeszcze nigdzie nie powstał, więc niewiele o nim wiadomo. Ani ile będzie ostatecznie kosztował, ani jak będzie działał, ani ile potrwa jego budowa. Zapewne to też było elementem, który wzbudził zastrzeżenia ABW. Według „Dziennika Gazety Prawnej” poważne zastrzeżenia wzbudziła też konstrukcja samej spółki i rola w niej Michała Sołowowa. Jest podejrzenie, że celem może być jedynie deweloperka, czyli przygotowanie projektu do realizacji, i sprzedanie go jakiemuś inwestorowi.

Czytaj także: Służby, atom i miliony. Sprawa z Orlenem jest podwójnie delikatna

Jednak tego, dlaczego sztandarowemu projektowi Obajtka służby powiedziały „nie”, oficjalnie nie wiemy, bo dokument jest tajny. Poznała go ministra klimatu i środowiska w dwutygodniowym rządzie Morawieckiego Anna Łukaszewska-Trzeciakowska, i nie zważając na zastrzeżenia służb (a ponoć i swoich współpracowników z MKiŚ), wydała pozytywną tzw. decyzję zasadniczą, udzielając oficjalnej autoryzacji państwa dla planów OSGE. Donald Tusk w swym exposé nazwał to skandalem i obiecał wyjaśnienie. Media zwracają uwagę, że Łukaszewska-Trzeciakowska jest byłą współpracownicą Obajtka (podobnie jak jej poprzedniczka), bo ten miał zawsze poważny wpływ na obsadę kadrową instytucji państwowych w obszarach dla niego ważnych. Stawiał przy tym na kobiety, bo były z zasady wierne i nie decydowały się na zdrady. Na facetach wcześniej kilka razy się poparzył.

Na finale rządu PiS wybuchł więc otwarty konflikt na linii Daniel Obajtek–Mariusz Kamiński. OSGE oburzyła się nie tylko wypowiedzią Tuska i stanowiskiem ABW, ale także tym, że sprawa wypłynęła na światło dzienne. Zażądała upublicznienia zarzutów służb. Ludzie Obajtka kwestionują działania ludzi Mariusza Kamińskiego, twierdząc, że ci specjalnie dokonali przecieku do mediów, żeby wpłynąć na decyzję Łukaszewskiej-Trzeciakowskej. Odpowiedział im oburzony Mariusz Kamiński, zarzucając kłamstwa i że próbują „manipulować obrazem działań ABW”.

Na pieńku ze służbami

Obajtek od dawna ma na pieńku ze służbami. Miał taką pozycję polityczną, że mógł je lekceważyć. Symbolem tego była odmowa poddania się weryfikacji wymaganej przy uzyskiwaniu dostępu do dokumentów z klauzulą tajne i ściśle tajne. W efekcie Obajtek nie miał prawa zapoznawać się z niejawnymi dokumentami, choć obowiązek uzyskania takiego dopuszczenia wydal wszystkim prezesom spółek Skarbu Państwa minister Jacek Sasin. Najwyraźniej jednak prezes Orlenu miał swoje powody, by unikać grzebania mu w przeszłości i majątku przez tajne służby.

Mimo to niejedno zostało wygrzebane, co samego Obajtka o mały włos nie pogrzebało. Kiedy zaczęły wypływać informacje o jego nieruchomościach, mieszkaniach, pałacykach, działkach, które kompulsywnie skupował, było jasne, że ta wiedza nie jest zasługą wyłącznie dziennikarskich śledztw. Nad prezesem Orlenu zaczęły zbierać się ciemne chmury, lecz raz jeszcze bezgraniczna miłość Jarosława Kaczyńskiego do niego wzięła górę. Wszyscy w Orlenie zdawali sobie jednak sprawę z tego, że prezes poszedł na wojnę ze służbami i teraz cierpi, a być może straci stanowisko.

Czytaj także: Jesień średniowiecza Daniela Obajtka

Na ostro z Naimskim

Punktów zapalnych było zresztą więcej, zwłaszcza gdy Obajtek wszedł w otwarty konflikt z ministrem Piotrem Naimskim i doprowadził do jego odwołania. Naimski to człowiek tajemniczy, o wyjątkowej pozycji w PiS, twórca polityki energetycznej partii, wychowawca wielu pokoleń menedżerów z branży energetycznej. Obajtek demonstracyjnie go lekceważył, a kiedy Naimski zaczął się sprzeciwiać fuzji Orlenu z Lotosem i sprzedaży części Rafinerii Gdańskiej Saudi Aramco, doprowadził do jego dymisji. Naimski był niegdyś szefem Urzędu Ochrony Państwa i uchodzi za osobę mającą wpływy w służbach specjalnych.

Wielka fuzja Obajtka związana z przyłączeniem Lotosu, a potem PGNiG okazała się też sporym trzęsieniem ziemi dla ludzi służb pracujących w tych spółkach pod przykryciem. Ich obecność w nich wynika ponoć z konieczności czuwania nad bezpieczeństwem energetycznym. Są to często nieźle płatne synekury pozwalające na dodatkowe interesy, więc służby zawsze je sobie ceniły. A kolejni prezesi Orlenu – świadomi, na jakim świecie żyją – tolerowali. Obajtek to zlekceważył, myśląc, że mu wszystko wolno. Pomylił się.

Bez konfliktu interesów z ziomkami z Pcimia

Jego czas dobiega końca, a wychodzące na jaw afery mogą sprawić, że luty może zdarzyć się jeszcze w grudniu. Najnowszą sensację ujawnili dziennikarze Wirtualnej Polski Szymon Jadczak i Paweł Figurski. Chodzi o wart kilkaset milionów złotych kontrakt na dostawę kabli dla nowej orlenowskiej inwestycji. Okazało się, że dostawcą jest spółka, w której wspólnikiem jest Michał Róg, członek zarządu Orlenu. Dziwne? Nie dla Orlenu, który zareagował nerwowo, wydając oświadczenie, że żadnego konfliktu interesów nie było, bo koncern przestrzega wszystkich reguł. Jakie reguły – takie przestrzeganie.

Michał Róg to ziomek Objatka z Pcimia, a pcimianie, których wokół siebie prezes miał wielu, to najbardziej zaufana grupa jego współpracowników. Prezes Orlenu będzie miał więc nerwowe święta i zapewne dzwonek do drzwi każdego poranka może przyprawić go o palpitację serca.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Kultura

Janusz Rewiński: Misiek, Siara, „Gęba” nowej Polski. Nie uznawał półśrodków, a wszyscy go kochali

Dla wielu na zawsze pozostanie przede wszystkim Siarą z „Kilera”, lecz aktorskie kreacje Janusza Rewińskiego ułożyły się w symboliczną kronikę czasów: upadku komunizmu, bolączek transformacji ustrojowej, politycznych podziałów.

Jakub Demiańczuk
11.06.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną