Społeczeństwo

Krocie na korcie

Wielkie tenisowe zarabianie - turniej mistrzów

Action images / Forum
Tenis trzyma się świetnie. Dowodzą tego rosnące premie dla graczy i świetna oprawa kończącego sezon turnieju mistrzów w Londynie.
october_zju/Flickr CC by SA

Turniej z udziałem ośmiu najlepszych zawodników i ośmiu czołowych debli tego sezonu – ATP World Tour Finals – rusza 21 listopada w Londynie. Oczarowuje rozmachem, jakby ignorując niekorzystne zjawiska ekonomiczne ostatnich lat.

Tytularnym sponsorem już drugi raz z rzędu jest brytyjski bank Barclays, a na trzy tygodnie przed rozpoczęciem organizatorzy imprezy z dumą pochwalili się powiększeniem grona partnerów o koncern samochodowy Nissan (na rok, z opcją przedłużenia współpracy na kolejny) oraz angielską firmę sprzedającą wodę mineralną Highland Spring. Tu umowę zawarto do 2013 r., czyli dopóki turniej będzie rozgrywany w imponującej O2 Arena.

Hala ta ma być jednym z obiektów, które będą za dwa lata gościć olimpijczyków podczas letnich igrzysk w Londynie. Z zewnątrz przypomina grzbiet jeża, nastroszony dwunastoma żółtymi masztami wystającymi skośnie ponad dach, do których podpięte są metalowe liny konstrukcyjne, utrzymujące zadaszenie. Chociaż jeszcze nie została całkowicie wykończona (fragmenty zaplecza są jeszcze w stanie surowym), to przestrzeń przeznaczona dla widowni zapiera dech w piersiach. Są tam kawiarnie, restauracje i sklepy, a pod koniec roku głośne wesołe miasteczko, z karuzelami pełnymi reniferów, elfów, figurami Świętego Mikołaja i wielobarwnie błyszczącymi choinkami.

Program turnieju (każdego uczestnika i debel w fazie grupowej czekają trzy mecze) gwarantuje przynajmniej sześciodniowy pobyt na koszt organizatorów. Nie dziwi więc towarzystwo narzeczonych, żon, nawet małych dzieci. Zwłaszcza że wszyscy grający, goście honorowi i członkowie władz męskiego tenisa zakwaterowani są w hotelu mieszczącym się w zabytkowym kompleksie County Hall, położonym nad samym brzegiem Tamizy.

Przed meczami na telebimach podwieszonych pod dachem można obserwować głównych bohaterów, prezentowanych w dynamicznie zmontowanych klipach filmowych. Zaraz po tym wywołani przez spikera wychodzą na kort z tunelu spowitego kłębami dymu, prowadzeni punktowym światłem przy całkowitym zaciemnieniu trybun. Natomiast w trakcie gry na ekranach świetlnych biegnących wzdłuż balkonów, przy wtórze dudniących bębnów, nadających rytm dopingowi, pojawiają się napisy informujące o rozwoju wydarzeń. Podczas przerw ekrany wyświetlają powtórki najciekawszych akcji z ostatnich minut.

Pojedynek gladiatorów

Taka oprawa i futurystyczna bryła O2 Arena, której trybuny mogą pomieścić 15 tys. osób (zazwyczaj są pełne), dobrze korespondują z „kosmiczną” oprawą turnieju. Na billboardach widać ośmiu najlepszych tenisistów na tle rozgwieżdżonego nieba, z groźnymi minami i bojowo zaciśniętymi w dłoniach rakietami. Przypominają gladiatorów tuż przed walką na śmierć i życie albo tytanów z innej galaktyki, szykujących się do ostatecznego starcia.

Skojarzenia są zasadne, bowiem w turnieju masters występują „najlepsi z najlepszych”. Od nieco ponad trzech dekad jest to ośmiu najwyżej notowanych zawodników w światowym rankingu, a w ostatnich sezonach również osiem czołowych debli.

Ile to kosztuje? To jedna z tajemnic najpilniej strzeżonych przez szefów ATP Tour. Na pewno wiadomo, że muszą oni wydać pięć milionów funtów na samą pulę nagród i dodatkowe premie dla tenisistów. Zaś koszty organizacji imprezy to zazwyczaj mniej więcej dwukrotność tej sumy. Nie są to jednak pieniądze wydane na marne, bowiem zwrócą się i to ze sporą nadwyżką.

Już jakiś czas temu działacze zorientowali się, że magia nazwisk Rogera Federera, Rafaela Nadala, Andy’ego Murraya czy Nowaka Djokovica to najlepszy sposób na przyciągnięcie sponsorów z najwyższej półki. Dlatego zamykająca sezon impreza od kilku lat jest organizowana z coraz większym rozmachem.

Wcześniej turniej – znany jako Masters – od 1970 r. gościł kolejno w Tokio, Paryżu, Barcelonie, Bostonie, Melbourne, Sztokholmie, Houston, przez 13 lat w nowojorskiej Madison Square Garden. Później na całą dekadę lat 90. (pod nowym szyldem ATP World Tour Championships) trafił do Niemiec – Frankfurtu i Hanoweru, zanim w 2000 r. zmienił nazwę na Masters Cup. Znów rozpoczął wędrówkę, tym razem od Lizbony, przez Sydney, Szanghaj i Houston (dwie edycje), nim wrócił do Szanghaju na cztery lata.

 

Szanghaj przegrywa

Chińczycy wprowadzili nową jakość i niespotykany wcześniej poziom luksusu. Uczestników turnieju kwaterowano w jednym z najdroższych i najbardziej ekskluzywnych hoteli, a śniadania serwowano na tarasie na 39 piętrze z widokiem na miasto. Wokół wciąż kręcił się cały sztab ludzi zatrudniony tylko po to, by czuli się komfortowo. Jedyną poważną niedogodnością było to, że korty znajdowały się na drugim końcu miasta, więc dojazd w godzinach szczytu zajmował często grubo ponad dwie godziny.

To jednak nie wystarczyło do zatrzymania u siebie finałowego turnieju. Ze względu na sporą odległość i wczesną porę rozgrywania meczów impreza cieszyła się umiarkowanym zainteresowaniem wśród europejskich nadawców telewizyjnych i kibiców. Prawdziwą klęskę poniosła jednak na amerykańskim rynku – tamtejsze stacje praktycznie zbojkotowały turniej, bo pojedynki wypadały w środku nocy.

To skłoniło działaczy do kolejnej przeprowadzki, tym razem do Londynu, a także zmiany nazwy na ATP World Tour Finals. Światowy Tour to nowy szyld, pod jakim od ubiegłego roku rozgrywane są 62 turnieje w 32 krajach, począwszy od pierwszego tygodnia stycznia do końca listopada. W tym sezonie suma wypłacanych nagród dla tenisistów osiągnęła kwotę 124 mln dol. (w przypadku kobiecego WTA Tour jest to 89 mln dol.), przy czym ta kwota nie uwzględnia wielu dodatkowych bonusów pochodzących od sponsorów oraz ATP Tour dla lidera rankingu i kilku czołowych graczy.

Drugim pokaźnym źródłem dochodów graczy jest tzw. startowe wypłacane przez organizatorów turniejów. Są to pieniądze umożliwiające nakłonienie największych gwiazd do przyjazdu. O ile tego problemu nie mają cztery imprezy zaliczane do Wielkiego Szlema oraz dziewięć rangi ATP Masters 1000, o tyle każdy mniejszy turniej chciałby mieć u siebie nazwiska mogące przyciągnąć tłumy kibiców na trybuny i zainteresować lokalnych sponsorów. Federer, Nadal, Djokovic czy Murray mogą oczekiwać czeków na setki tysięcy euro lub dolarów. To jednak śmiało można nazwać szarą strefą, o której się nie mówi, a pojawiające się czasem pytania są najczęściej zbywane grzecznościową formułą: „dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach”.

Tak było choćby w październiku, gdy Nadal zamiast grać w mocniej obsadzonych turniejach, z większymi premiami, w Kuala Lumpur i Pekinie, wolał pojechać do Bangkoku i Tokio. Raczej nie zadecydowały o tym walory turystyczne. Zresztą tenisiści mogą też liczyć na wartościowe upominki rzeczowe od organizatorów, a czasem nawet kibiców. W Szanghaju Federer przyznał na jednej z konferencji prasowych, że od kilku lat przyjeżdża tam z jedną walizką niemal pustą, bo wracając do domu musi zmieścić w niej liczne upominki od organizatorów, ale i swoich azjatyckich fanów.

Pierwsza twarz po Tigerze

W ciągu trwającej ponad dekadę kariery Federer zarobił już ponad 58 mln dol., najwięcej w historii tej dyscypliny sportu. Ma bardzo intratne kontrakty na grę rakietami marki Wilson, a także występy w strojach Nike, producenta odzieży i butów, który wypuścił na rynek specjalną linię sygnowaną „RF”. Oficjalnymi sponsorami 29-letniego Szwajcara są też: koncern samochodowy Mercedes, producent zegarków Rolex, grupa kapitałowa Credit Suisse, Gilette, wytwórca czekolady Lindt i kawy Jura, linie lotnicze Netjets czy grupa kapitałowa National Suisse. Jakie sumy wchodzą w rachubę? Cóż, dżentelmeni przecież nie rozmawiają o pieniądzach.

Od dawna Federer jest jedną z najbardziej wartościowych twarzy na rynku reklamowym, a większe przychody od niego kumulował tylko Tiger Woods, przynajmniej do momentu zawirowań osobistych zakończonych nagłośnionym medialnie rozwodem. Życie nie znosi jednak pustki, więc firmy, które zerwały ostatnio współpracę z amerykańskim golfistą, szybko przeniosą swoje zaangażowanie finansowe na inne gwiazdy sportu.

Jednym z poważniejszych kandydatów jest Nadal, który zakończy ten sezon jako lider rankingu ATP World Tour. W tym roku zarobił już 7,7 mln dol., a w karierze prawie 35 mln. Będzie miał szansę poprawić stan konta podczas ATP World Tour Finals – dla triumfatora imprezy przygotowano półtora miliona funtów.

 

Autor jest dziennikarzem Polskiej Agencji Prasowej.

Polityka 47.2010 (2783) z dnia 20.11.2010; Coś z życia; s. 100
Oryginalny tytuł tekstu: "Krocie na korcie"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Kontrowersyjna rolna rewolucja

Lada dzień na Ukrainie rozpocznie się rolna rewolucja. To najbardziej oczekiwana i kontrowersyjna obietnica Wołodymyra Zełenskiego.

Oleksandra Iwaniuk
25.01.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną