Społeczeństwo

Matura na makulaturę?

Czy egzamin dojrzałości ma sens

W tym roku do niektórych szkół w różnych województwach arkusze maturalne z przedmiotów dodatkowych dotarły z rozerwanymi plombami. W tym roku do niektórych szkół w różnych województwach arkusze maturalne z przedmiotów dodatkowych dotarły z rozerwanymi plombami. Bartłomiej Zborowski / PAP
Co w tym roku mówią wyniki egzaminów dojrzałości i dla kogo ma to znaczenie.
Goły wynik maturalny, czy to podany w procentach, czy w centylach, niesie za mało informacji o kandydatach na studia.Sławomir Olzacki/Forum Goły wynik maturalny, czy to podany w procentach, czy w centylach, niesie za mało informacji o kandydatach na studia.

Artykuł w wersji audio

Pod pewnym względem wyniki matur – ogólnie umiarkowane, niemal identyczne z ubiegłorocznymi – załamują. Uczniowie techników z przedmiotami ścisłymi radzą sobie gorzej niż maturzyści po liceach ogólnokształcących. I to znacznie. Do egzaminów maturalnych podeszło w maju prawie 250 tys. tegorocznych absolwentów szkół ponadgimnazjalnych. 160 tys. w liceach, 90 tys. – w technikach. Zdawali obowiązkowo pisemny polski, język obcy i matematykę na poziomie podstawowym oraz przynajmniej jeden przedmiot na poziomie rozszerzonym. A ponadto ustny egzamin z języka polskiego i obcego. Pozytywnie przeszło przez te wszystkie etapy, czyli pozbierało na nich 30 proc. punktów, niecałe 80 proc. zdających.

Z obowiązkowego polskiego i matematyki średnio maturzyści dostali po 55 proc., z najpopularniejszych języków obcych: angielskiego i niemieckiego – odpowiednio 73 i 61 proc. Wybitnych jest garstka: 1148 laureatów i finalistów olimpiad; 727 tych, którzy dostali od 90 proc. do 100 proc. na wszystkich egzaminach obowiązkowych; 45 tych, którzy zrobili takie wyniki na wszystkich egzaminach i obowiązkowych, i dodatkowych.

Bardziej przygnębia, że w szkołach z założenia przygotowujących do dalszej nauki na ścisłych – tak modnych i pożądanych dziś – kierunkach studiów z maturą z matematyki poradziło sobie trzy czwarte uczniów, wobec prawie 90 proc. w LO. Na egzamin na poziomie rozszerzonym wystarczy tylko przyjść, wynik jest potrzebny wyłącznie do rekrutacji na studia. I tu w technikach wieje grozą: średni wynik z matematyki – 13 proc.! Z chemii – tyle samo. Z fizyki – 20 proc., z informatyki – 25 proc. Gdyby przyjąć kryteria z poziomu podstawowego, wciąż za mało, żeby zdać.

Jak było w ubiegłym roku? Podobnie. Świeży kontekst rozmontowywania ustroju państwa przez PiS sprawił jednak, że wszyscyśmy się przejęli przede wszystkim marnymi wynikami młodzieży z wiedzy o społeczeństwie. Ale matura z WoS – również w technikach wypadła lepiej niż ta z matematyki czy chemii. Średni wynik to całe 15 proc.

Od nauczycieli techników, np. mechanicznych, gdzie matematyka i fizyka to podstawa, od lat słyszy się narzekania, że do ich szkół tabunami zlatują uczniowie ze śladową liczbą punktów zdobytą na egzaminach gimnazjalnych (10–12 proc.). Nie chcą się tam uczyć, ale nie dostają się do dobrych liceów. A jeśli nie będzie uczniów, to dla nauczycieli nie będzie pracy, więc turla się tych śladowców z roku na rok, do samej matury.

W tym roku chętnych do tzw. szkół drugiego wyboru może przybędzie, bo część najlepszych placówek ponadgimnazjalnych ograniczyła przyjęcia. Przygotowują się do przyszłorocznej kumulacji – podwójnego naboru pierwszych absolwentów wydłużonych do ośmiu lat podstawówek i ostatnich absolwentów gimnazjów. Od 2019 r. ruszą też przyjęcia do pięcioletnich techników, które zastąpią czteroletnie. Czy szkoły średnie będą więc lepiej przygotowywać do matur, a potem do dalszej nauki? Sęk w tym, że mało kto wie, o czym właściwie wyniki matur we współczesnym świecie mówią i do czego cała maturalna procedura jest potrzebna.

Do wyliczenia

Najbardziej oczywista odpowiedź brzmi, że matura jest potrzebna do tego, by dostać się na studia. Od 2005 r. jej wyniki są w większości uczelni podstawowym kryterium rekrutacji. Taką decyzję podjęto m.in. po to, by ułatwić życie absolwentom, nie zmuszać do przechodzenia przez kolejne egzaminy kilka tygodni po maturze.

Po latach wykładowcy prestiżowych uczelni, dbających o jakość kształcenia, narzekają, że goły wynik maturalny, czy to podany w procentach, czy w centylach, niesie za mało informacji o kandydatach na studia. A to i tak nie te informacje, które mają znaczenie dla powodzenia na ścieżce akademickiego czy zawodowego rozwoju. Prof. Tomasz Szlendak z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu ocenia wręcz, że uniwersytety oszukano co do jakości matury. Oszukano też młodych ludzi, dla których zderzenie z nauką akademicką bywa bolesne. Nie są przygotowani do uczelnianego sposobu pracy i do pełnej odpowiedzialności za swój rozwój (POLITYKA 27).

W szkołach mniej ambitnych wyniki z poszczególnych przedmiotów nie mają znaczenia, wpisuje się je wyłącznie, by odhaczyć rubryki w formularzu przyjęcia kandydata. I dalej tęsknie wypatrywać końca niżu, co pozwoliłoby wypełnić miejsca na salach wykładowych, dziś liczniejsze niż chętni na studia.

Część spośród ambitnych szkół z kolei ustala własne minima punktów, część prowadzi dodatkowe egzaminy z kwalifikacji uznawanych za potrzebne w danej dziedzinie – nie tylko zdolności artystycznych do akademii sztuk pięknych, lecz także np. wiedzy o gospodarce na SGH. W nowym prawie o szkolnictwie wyższym Ministerstwo Nauki pozostawiło uczelniom możliwość przeprowadzenia egzaminu wstępnego na każdym kierunku studiów. Byle nie z zakresu, który właśnie sprawdziła matura.

Do wychowania

Za wprowadzeniem wraz z reformą oświaty w 1999 r. egzaminów zewnętrznych różnych szczebli (także gimnazjalnego i sprawdzianu szóstoklasisty) stał też głębszy zamysł o charakterze cywilizacyjnym. Jak zauważa prof. dr hab. Krzysztof Konarzewski, pedagog i były szef Centralnej Komisji Egzaminacyjnej – ten nowy system egzaminacyjny miał być elementem wychowania antykorupcyjnego. Rodzice dzisiejszych maturzystów doskonale pamiętają, że w PRL korupcja była obecna w codzienności szkolnej, tak jak we wszystkich innych obszarach życia. Oczywiście nie wszyscy nauczyciele przyjmowali pieniądze czy podarki. Część pro bono rozwiązywała podopiecznym zadania na egzaminach, przekazywała ściągi ukryte w kanapkach. Z upływem lat zaangażowanie grona pedagogicznego w niepraworządną pomoc uczniom słabło, ale przymykanie oczu na różnorakie procedery zostało.

Przekazanie oceny prac z macierzystych szkół uczniów do zewnętrznych egzaminatorów miało służyć sprawdzaniu wiedzy w sposób porównywalny dla każdego zdającego (dodatkowo miało to ułatwić zastąpienie wielostronicowych wypracowań ujednoliconymi arkuszami testowych zadań). Ale też, jak zauważa prof. Konarzewski, cały ten projekt miał uczyć młodych ludzi uczciwości. I tego, że jest ona ważna – nie tylko z powodów moralnych, ale i intelektualnych, by było wiadomo, jak wygląda rzeczywistość.

Podejrzenia, że zasady bezstronności zostały naruszone, są dziś badane przez policję, grożą za to sankcje karne, łącznie z pozbawieniem wolności. Przesyłki z arkuszami odbiera się, otwiera i odsyła według ściśle rozpisanych procedur. Egzaminowanym wchodzącym na salę sprawdza się dowody osobiste, nawet jeśli nauczyciele znają ich od lat; wymogi tajności wobec szkół i uczniów są podkreślane na każdym kroku.

W tym roku do niektórych szkół w różnych województwach arkusze maturalne z przedmiotów dodatkowych dotarły jednak z rozerwanymi plombami. – Przeźroczyste koperty, w których jak zwykle przyszły do szkoły arkusze, były nienaruszone – opowiada dyrektorka zespołu szkół na południu Polski. – Ale dwa arkusze do biologii miały podarte plomby na dole i na górze. Na innych przedmiotach w kilku arkuszach banderole były rozerwane w różnym stopniu. Na geografii – 19 na 19 arkuszy. Dyrektorzy zgłaszali te sytuacje do Okręgowych Komisji Egzaminacyjnych, ale – jak twierdzą – nie otrzymali jednoznacznych wytycznych, co robić. Pytany przez nas Marcin Smolik, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, odpowiada, że tak długo, jak nienaruszona jest koperta, w którą zapakowane są arkusze egzaminacyjne, nie istnieje ryzyko nieuprawnionego ujawnienia treści materiałów. – Ale jeśli nie ma znaczenia, czy naklejki są całe, to może lepiej z nich zrezygnować? – kontynuuje dyrektorka.

Pojawiają się też nowe wyzwania. Szanse upilnowania tajności egzaminów z roku na rok mocniej ogranicza rozwój technologii. O ile maturzyści od lat dzielili się w sieci wrażeniami i tematami z egzaminów ustnych, o tyle od ubiegłego roku porządek w tej wymianie wprowadza dwudziestokilkuletni student, twórca strony kalkulatormaturalny.pl. Jego działanie bazuje na tym, że zadania na egzaminach ustnych powtarzają się. Po przesłaniu pytań wylosowanych przez pierwszych zdających w kolejnych dniach maturzystów „kalkulator” był stanie obliczyć, kiedy pytania powtórzą się w poszczególnych szkołach. Udawało się to ze sporą trafnością, zdający w późniejszych terminach mieli fory. Pytania z angielskiego można było sobie przeczytać nawet z kilkudniowym wyprzedzeniem. Przygotowanie takiego grafiku nie wymaga zdolności hakerskich, wystarczy lektura powszechnie dostępnych regulaminów i umiejętności programistyczne. W tym roku organizatorzy matur zmodyfikowali algorytm przypisywania pytań do godzin, ale „kalkulatorowi” rozpracowanie go zajęło około dwóch godzin. Na przyszły rok przewidziana jest więc większa pula bardziej zróżnicowanych zadań. Ale w tym ujęciu relacja egzaminujących i egzaminowanych przypomina raczej grę w policjantów i złodziei, a znacznie mniej – oddziaływanie wychowawcze kształtujące uczciwość.

Do rewizji

Według szefa CKE banderole na arkuszach mogły w tym roku pękać w transporcie przez ściślejsze pakowanie arkuszy w paczki, co z kolei miało przynieść oszczędności przy dystrybucji. Byłby to więc wypadek przy pracy. Tyle że ten wypadek, wraz z trudną do opanowania rosnącą dostępnością do z założenia tajnych pytań na egzamin, rodzi pytanie, czy w maturach nie warto byłoby przeprowadzić bardziej zasadniczych zmian. Podobne wątpliwości powracają zresztą od lat.

Krąży na przykład postulat, by zlikwidować próg zdawalności, skoro – ustawiony na 30 proc. – i tak jest żenująco niski? Ale wtedy słabsze uczelnie przyjmowałyby na studia już wszystkich chętnych, jak leci. Może więc zrezygnować choć z fikcji egzaminów ustnych? Marcin Smolik protestuje jako anglista, argumentując, że egzamin ustawia kształcenie i bez perspektywy matury ustnej uczniowie przestaną uczyć się mówić. Narzuca się gorzka odpowiedź, że to, jak egzamin ustawia kształcenie, odbija się szczególnie wyraźnie w wynikach absolwentów techników.

A gdyby tak dać sobie z maturą spokój? – i taki pomysł krąży. Może uczciwiej byłoby wyciągać średnią z – już wkrótce – czterech czy pięciu lat nauki, w trakcie których uczniowie i tak co rusz są oceniani? Niech będzie, zostawmy opcję egzaminu „poprawkowego” dla chętnych. Jeśli chodzi o przesłanie wychowawcze, byłby tu znacznie większy potencjał niż w jednorazowym zadawaniu tajnych pytań, które coraz trudniej utajnić.

CKE wraz MEN aktualnie rozważają projekt matury na 2023 r., w którym naukę skończy pierwszy rocznik czteroletniego liceum. Zapowiedziano na razie wprowadzenie progu zdawalności dla jednego przedmiotu na poziomie rozszerzonym. Poważne przepracowanie rozwiązań kończących ten etap edukacji mogłoby być jedynym pozytywem płynącym z przeorania systemu oświaty przez minister edukacji Annę Zalewską. Choć oczywiście wyzwaniem jest i sensownie egzaminować, i osiągać satysfakcjonujące wyniki, gdy podstawy programowe są rodem z XIX w., a nauczyciele sfrustrowani i wystraszeni. W tej materii zaiste trudno o optymizm.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Gdy najbliżsi chorują psychicznie

Czy człowieka musi paraliżować strach i niemoc, gdy bliska mu osoba zaczyna cierpieć na zaburzenia psychiczne?

Anna Dobrowolska
27.05.2014
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną