Społeczeństwo

Krajowa Sieć Onkologiczna w kontrze do Narodowego Instytutu Raka. Premier się zdziwi?

Krajowa Sieć Onkologiczna w kontrze do Narodowego Instytutu Raka. Premier się zdziwi?

Utworzenie ogólnopolskiej sieci placówek diagnozujących i leczących raka nie jest w polskiej onkologii niczym nowym. Utworzenie ogólnopolskiej sieci placówek diagnozujących i leczących raka nie jest w polskiej onkologii niczym nowym. sudok1 / PantherMedia
Na onkologii świetnie zbija się kapitał polityczny, zapowiadany więc w exposé premiera Narodowy Instytut Onkologii mógł zadziałać jak woda z Lourdes. Nie zadziała – bo nie powstanie.

Prawo i Sprawiedliwość wycofuje się rakiem z obietnicy złożonej przez premiera Mateusza Morawieckiego, że wkrótce powstanie w Polsce Narodowy Instytut Onkologii. W resorcie zdrowia powołano nawet zespół (jakby innych było mało), który miał opracować koncepcję organizacyjną takiej instytucji – w jego skład weszli m.in. dyrektorzy kilku największych szpitali onkologicznych, ale nie zaproszono organizacji pacjentów.

Sam minister zdrowia Łukasz Szumowski początkowo nie miał zdania na temat pomysłu swojego szefa, gdyż w różnych wywiadach – udzielanych zwłaszcza prawicowym mediom – pytania o narodowy instytut zbywał stwierdzeniem, że „jego utworzenie jest rozważane”.

No i bęc! Jak poinformowała jedna z największych w Polsce fundacji wspierających chorych na raka – Fundacja Onkologiczna Alivia, która zażądała w Ministerstwie Zdrowia konkretów w tej istotnej sprawie – zapowiadana przez premiera w exposé instytucja nie powstanie. Wizja, którą złotousty Mateusz Morawiecki przedstawił na początku swojego urzędowania, upadła lub – jak kto woli – pękła jak bańka mydlana, gdyż autor tego pomysłu (sam premier?) nie do końca zdawał sobie sprawę, o czym mówi.

Narodowy Instytut Onkologii. Czy premier wiedział, o czym mówi?

Na onkologii bardzo łatwo zbija się kapitał polityczny. Ktokolwiek chce uwieść wyborców, ten może zaoferować im lepszą diagnostykę chorób nowotworowych, szybsze leczenie i nie spudłuje – potrzeby w tej dziedzinie są naprawdę ogromne, a z każdym rokiem będą coraz większe.

Obietnica utworzenia Narodowego Instytutu Onkologii została przez wielu pacjentów skojarzona z jakimś kolejnym szpitalem-molochem, ale dużo wydajniejszym niż istniejące w Warszawie Centrum Onkologii (które zresztą też jest instytutem, o czym często się zapomina). Ktokolwiek był w tej placówce, a ściągają tu chorzy z całego kraju, ma wiele do opowiedzenia na temat warunków leczenia i kolejek, więc zapowiedź nowego, lepszego instytutu mogła podziałać jak woda z Lourdes.

Ale eksperci od razu wiedzieli, że nie o szpital tu chodzi, tylko instytucję paranaukową, na kształt amerykańskiego National Cancer Institute, zajmującego się finansowaniem badań naukowych, niekoniecznie zaś leczeniem raka od podstaw. Więc nie dziwi mnie obecna decyzja zespołu, który zaproponował odmienną koncepcję systemu polskiej onkologii od tej, którą przedstawiał w exposé premier.

Czytaj więcej: Stwórzmy rzetelne rejestry raka!

Współpraca na dwóch poziomach

Zamiast narodowego instytutu eksperci stawiają na Krajową Sieć Onkologiczną, opartą na dużych ośrodkach onkologicznych na terenie całej Polski. Pisałem o tej koncepcji już we wrześniu ubiegłego roku („Sieci na raka”; POLITYKA 39/2017), kiedy powstała w zamyśle dyrektora Dolnośląskiego Centrum Onkologii – prof. Adama Maciejczyka.

Po prawdzie powstała już dużo wcześniej, bo w latach 60. ubiegłego wieku, kiedy prof. Tadeusz Koszarowski (można rzec: ojciec polskiej onkologii) planował utworzenie takiej ogólnopolskiej sieci placówek diagnozujących i leczących raka, które spinać miało warszawskie Centrum Onkologii. Centrum powstało i działa do dzisiaj. Z siecią pozostałych ośrodków, wspierających się nawzajem w diagnostyce i leczeniu chorych – jest dużo gorzej.

Obecna koncepcja zakłada utworzenie sieci w oparciu o 20 regionalnych szpitali onkologicznych, które byłyby gotowe do bliższej współpracy z mniejszymi placówkami w zakresie badań profilaktycznych, leczenia, ale też rehabilitacji. Zamysł jest taki, by najcięższe przypadki trafiały do ośrodków o najwyższym poziomie referencyjności, a radio- i chemioterapia odbywała się w przychodniach jak najbliżej miejsca zamieszkania pacjenta.

Czytaj także: Z siatką na raka

Kto oceni funkcjonowanie nowego systemu

Wszystko, co w teorii, brzmi w naszej ochronie zdrowia świetnie. Sieć onkologiczna też się broni, zwłaszcza że pacjenci wciąż narzekają na brak koordynacji całego procesu ich leczenia. Po wypisaniu z placówki onkologicznej, choćby Centrum Onkologii w stolicy, trafiają w pustkę podstawowej opieki zdrowotnej, gdzie nikt się nimi nie chce zajmować albo nie wie jak.

Czytaj także: Czy da się alternatywnie wyleczyć raka?

W dodatku wiele powiatowych szpitali ma nadmierne ambicje, by zajmować się onkologią, choć nie ma do tego ludzi. Przykład z Dolnego Śląska z ubiegłego roku: 57 ośrodków podpisało kontrakty na chirurgię onkologiczną, a nie zatrudniono w nich chirurgów. Być może nieliczni specjaliści jeździli od szpitala do szpitala na operacje, ale czy tak powinna wyglądać właściwa opieka onkologiczna?

Prezesowi Fundacji Alivia wcale nie podoba się koncepcja sieci. Zdaniem Bartosza Polińskiego najpierw powinniśmy przyjrzeć się jakości udzielanych świadczeń w regionalnych centrach onkologicznych, powołać specjalistyczne unity wyspecjalizowane w leczeniu nowotworów poszczególnych narządów (z ang. Breast Unit, Colon Unit), a potem budować sieć w oparciu tylko o te placówki, które spełniają najwyższe standardy. – Bez tego konserwujemy obecny system, który przecież nikomu nie odpowiada – dodaje Wojciech Wiśniewski z Alivii. – Powstanie sieć szpitali bis i będziemy mieć zabetonowany system, w którym popłyną większe pieniądze wcale nie do najlepszych.

Czytaj także: Zmagania Kory z rakiem i chorym systemem

Coś jest w tym, na co zwraca uwagę Fundacja Alivia. Bez monitorowania jakości opieki (stosowna ustawa już dawno miała opuścić mury Ministerstwa Zdrowia) trudno rozwijać onkologię na bazie istniejących szpitali. Bo nie wiemy, jakie są w nich wyniki leczenia. Nie wiem tylko, czy wszystkim dyrektorom zależy, by się z tym ujawnić. Może dlatego w przyjętej koncepcji pojawia się propozycja powołania rady kontrolującej i oceniającej funkcjonowanie nowego systemu. W jej składzie ma zasiadać 21 członków, spośród których aż 11 będzie przedstawicielami dużych centrów onkologii. Resztę, a więc przedstawicieli ośrodków akademickich i organizacji pacjenckich, zawsze będzie można przegłosować. Niektórzy, aby wyjść na swoje, jak widać – uczą się od najlepszych.

Reklama

Czytaj także

Świat

Miliard ludzi na świecie głoduje. Dlaczego? Bo jest okradanych przez nas – silniejszych i bogatszych

Rozmowa z Martínem Caparrósem, argentyńskim pisarzem, autorem zbioru reportaży „Głód”, o tym, dlaczego prawie miliard ludzi nie ma co jeść – mimo że żywności mamy aż za dużo.

Paulina Wilk
29.03.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną