Gen. Mirosław Różański: tak politycy poddają Polskę Rosji

Polacy na tacy
Rozmowa z gen. Mirosławem Różańskim, byłym dowódcą generalnym, o tym, jak politycy poddają Polskę Rosji.
Gen. Mirosław Różański
Leszek Zych/Polityka

Gen. Mirosław Różański

materiały prasowe

JULIUSZ ĆWIELUCH: – Jakoś kompletnie nie wierzę w to, że Rosja zaatakuje Polskę.
MIROSŁAW RÓŻAŃSKI: – A może nie będzie musiała atakować i zdobywać. Może nie potrzebuje całej Polski, tak jak nie potrzebowała całej Ukrainy. Uszczknęła kawałeczek w Donbasie i czeka, aż wojna, która jest jak gnijąca rana, zarazi tą zgnilizną całe państwo. Może to jest jakiś model wojny, który na dziś wyczerpuje ambicje Rosji?

Pan wierzy, że będzie wojna.
Przez ostatnie 20 lat nawet nam, wojskowym, wydawało się, że Europa czas wojen ma już za sobą. Ale Rosja wpisuje się w pewien trend. Obawiam się, że świat, jaki znamy, się kończy. Jesteśmy w przededniu jakiegoś przełomu cywilizacyjnego, a te najczęściej zwiastowała wojna.

Wojna Polski z Rosją?
Mówiąc o wojnie, mam na myśli konflikt, który niekoniecznie musi rozpocząć się w Europie. Równie dobrze może rozgrywać się na Pacyfiku pomiędzy Chinami a USA. Konflikt, który prędzej czy później mógłby wciągnąć do wojny inne kraje. Wojenna zawierucha zawsze niesie ze sobą pokusę, żeby wykorzystać moment i ugrać jakieś swoje interesy. I wtedy w przypadku Polski mogłaby to być wojna z Rosją.

Na wojnę Chin z Ameryką nie mamy wpływu.
Niezależnie gdzie wybuchnie wojna, Polska musi mieć silną armię, bo inaczej będziemy się aż prosić, żeby ktoś „przyszedł z bratnią pomocą zaprowadzić u nas porządek”. Znamy to z historii. Choć politycy zachowują się, jakby tego wszystkiego nie wiedzieli i nie rozumieli. Uważam, że w 2015 r. dostaliśmy najsłabszego ministra obrony w historii resortu. I na dodatek nie lepszego ministra spraw zagranicznych. Całość dopełniał prezydent, który w sprawie wojska i obronności właściwie oddał inicjatywę. Kiedy patrzyłem na tych panów i wyobrażałem sobie, że w razie wojny to oni będą mózgiem naszej obrony, to aż mi się słabo robiło.

Mocno pan mówi.
Kiedy na znak protestu zdecydowałem się odejść z armii, postanowiłem zrobić coś dla rodziny. Podjęliśmy z żoną decyzję, że wybudujemy dom. Mniejszy niż ten, w którym mieszkamy. Bardziej na uboczu, bo cenimy sobie spokój i intymność. Sporo przy budowie tego domu robię sam. Jestem człowiekiem z małej miejscowości, od małego przywykłem do pracy fizycznej i jej nie unikam. Kiedy kopie się dół, ma się dużo czasu na myślenie. I za każdym razem myślałem sobie, ilu takich ludzi jak ja buduje teraz swoje domy. Ile wysiłku, ile pieniędzy w to włożyli. I jak bardzo to wszystko jest nietrwałe w obliczu wojny. W Iraku na własne oczy widziałem, czym jest wojna. Jeden pocisk z moździerza i dorobek kilku pokoleń zamienia się w stertę gruzów. Wojna cofnęła ich cywilizacyjnie o jakieś 50 lat. To samo może spotkać i nas. Mam wrażenie, że obecnie rządzący Polską zupełnie lekceważą zagrożenia. Może dlatego, że inaczej niż ja patrzą na wojnę.

Inaczej, czyli jak?
Kiedy minister Macierewicz mówił, że to zaszczyt móc polec dla ojczyzny, to mnie skręcało, bo moim zdaniem młodzi ludzie dla ojczyzny powinni się kształcić, a później długo i uczciwie dla niej pracować. Tylko tak buduje się silne państwo. Zaszczytem jest uczestniczenie w takiej budowie, a nie umieranie z butelką benzyny w ręku.

Na sztandarze szkoły mojej córki wyhaftowany jest mały powstaniec z taką butelką w ręku. Za każdym razem, kiedy widzę ten sztandar, myślę o tym, żeby i ona nie musiała skradać się do czołgu z butelką benzyny. Ale ja jestem cywil, nieprzeszkolony szeregowy w rezerwie. Pan był dowódcą generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych. Pan powinien mieć w sobie więcej ducha bojowego.
Proszę zapytać żołnierzy, którzy służyli ze mną w Iraku, czy brakowało mi ducha bojowego. Niech pan nie myli rozsądku z brakiem odwagi. Polacy ponoszą ogromny ciężar utrzymania armii po to, żeby armia ich broniła. Czyli nie dopuściła do takiej sytuacji, w której na polskie domy będą spadały bomby, a na ulicach świszczały karabinowe kule. Jako dowódca cały swój wysiłek wkładałem w to, żeby szykować się na wojnę. Ale rozumiałem to tak, że moim zadaniem było doprowadzenie do sytuacji, żeby nikt nie chciał nas zaatakować. Żeby nawet silniejszy przeciwnik policzył ewentualne straty i uznał, że właściwie mu się nie opłaca nas atakować. Dziś rządzący wręcz prowokują Rosję, w tym samym czasie niszcząc polską armię.

Stawia pan mocne zarzuty.
Nie stawiam zarzutów, mówię o faktach. Program modernizacji leży. Największym sukcesem tej ekipy było kupienie samolotów dla vipów. Nie kwestionuję, że należy ich przewozić w bezpiecznych, a nawet komfortowych warunkach, bo każdy taki samolot jest również wizytówką kondycji naszego kraju. Ale chciałbym wiedzieć, dlaczego w równie szybkim trybie nie kupiono śmigłowców dla polskiej armii? Dlaczego nasze niebo jest właściwie bez ochrony przed atakiem rakietowym? Gdzie jest nowy sprzęt? Ręce mi po prostu opadają, jak czytam, że będziemy budować czwartą dywizję i uzbroimy ją w 40-letnie czołgi T-72. Gdyby klimat polityczny na świecie był inny, to może mniej bym się martwił.

Przecież mamy globalne ocieplenie.
Doceniam pana poczucie humoru, ale jakoś nie mam nastroju do żartów. Właśnie dopełnia się brexit, a polscy politycy zachowują się tak, jakby chcieli, żeby Polska była kolejnym krajem w kolejce do wyjścia z Unii. A przecież w interesie Polski jest, żeby ten projekt nie tylko trwał, ale żeby współpraca się zacieśniała. Wbrew temu, co chciałby osiągnąć Putin, który liczy, że zjednoczenie Europy jest jednak procesem odwracalnym. Unia jest ważniejsza, niż wiele osób myśli, i daje nam coś więcej niż NATO.

Śmiała teza.
NATO jest sojuszem stricte militarnym. Stworzonym do działania właściwie dopiero w sytuacji kryzysowej. Żywotnym interesem Polski jest, żeby do żadnej takiej sytuacji nie doszło. Nieważne, czy przyszła wojna zostanie wygrana czy przegrana. Dla Polski każdy konflikt zbrojny oznaczać będzie klęskę.

Wojnę można wygrać i przegrać jednocześnie?
Skala zniszczeń wojennych jest zawsze przytłaczająca, a Polska z racji swojego położenia geograficznego jest krajem tranzytowym dla obcych wojsk. Co z tego, że Polska ostatecznie oparła się najazdom Tatarów, kiedy straty wywołane tymi rajdami cofnęły nas gospodarczo o wiele lat? Niektóre miasta, jak Sandomierz, właściwie nigdy już nie odzyskały swojej świetności. Potop szwedzki tak nas wykrwawił ekonomicznie, że państwo nie było w stanie przez lata podnieść się z kolan. Chociaż nie wiem, czy ten zwrot jeszcze cokolwiek znaczy. Dlatego cały wysiłek Polski powinien być skupiony nie na tym, żeby wygrać wojnę, ale by nie dopuścić do jej wybuchu. To powinna być nasza racja stanu.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną