Społeczeństwo

Od uchodźcy 600 zł. W Polsce kwitnie handel meldunkami

Zgodnie z ustawą o ewidencji ludności zameldowanie jest obowiązkowe także dla obcokrajowców. Przybysze spoza Unii muszą się meldować, gdy chcą być w Polsce ponad 30 dni. Zgodnie z ustawą o ewidencji ludności zameldowanie jest obowiązkowe także dla obcokrajowców. Przybysze spoza Unii muszą się meldować, gdy chcą być w Polsce ponad 30 dni. Agnieszka Rodowicz / Polityka
O tym, że zameldowanie nadal jest w Polsce obowiązkowe, wie niewielu Polaków. Obcokrajowców jeszcze mniej. Właściciele mieszkań meldować nikogo nie muszą. I nie chcą. W szczególności uchodźców, a już najmniej tych z Afryki. Za brak meldunku Polakom nic nie grozi, cudzoziemcom spoza Unii – grzywna. Bez zameldowania nie mogą załatwić wielu spraw. W efekcie kwitnie meldunkowy handel.

Od frontu Europa. Szklane drzwi rozsuwają się bezszelestnie. Automaty z numerkami. Dzwonek wzywa kolejną osobę do okienka. Czysto, cicho, profesjonalnie. Tylne wyjście Urzędu Dzielnicy Warszawa Włochy prowadzi wprost na targ przy ul. Bakalarskiej. Wokół kłębi się kilkadziesiąt osób. Ciemne włosy, śniade twarze, tu i ówdzie złote zęby. – Papierosy, fajki? – rzucają półgębkiem. Czeczeni? Bułgarzy? Gruzini? W alejkach targu dziesiątki wietnamskich saloników manikiuru. Spodniami, majtkami, skarpetkami handlują tu głównie Wietnamczycy i kilku Afrykanów. Ilu z nich ma zameldowanie?

Statystyki dzielnicy Włochy z 1 stycznia 2020 r. odnotowały: Algieria 2, Demokratyczna Republika Konga 1, Egipt 1, Mozambik 1, Nigeria 4, Rwanda 1, Tunezja 2, Zimbabwe 2. To meldunki czasowe. Na stałe z krajów afrykańskich zameldowana jest jedna osoba. Z Tunezji. Najwięcej na pobyt czasowy dzielnica zameldowała obywateli Ukrainy (544), Wietnamu (248), Białorusi (90), Indii (33). W sumie 1605 cudzoziemców na 40 tys. mieszkańców – informuje Agnieszka Bojar, kierowniczka działu ewidencji ludności i dowodów osobistych w Delegaturze Biura Administracji i Spraw Obywatelskich w Dzielnicy Włochy.

Obcokrajowcy niechętnie podchodzą do meldunku. Szczególnie niewiele deklaracji pobytu wpływa od obywateli krajów Azji (z wyjątkiem Wietnamu) i Afryki – twierdzi Beata Boguszewska, naczelniczka Delegatury BAiSO – Włochy. – Wynika to może z ich negatywnych doświadczeń z urzędami w ich krajach, w których nie wszystko idzie po ich myśli.

Tymczasem zgodnie z ustawą o ewidencji ludności zameldowanie jest obowiązkowe także dla obcokrajowców. Przybysze spoza Unii muszą się meldować, gdy chcą być w Polsce ponad 30 dni. Mają na to cztery doby od przyjazdu. Meldować się też mogą (ale nie muszą) azylanci. Gdy dostaną ochronę, meldunek i dla nich staje się obligatoryjny. O tym obowiązku wie niewielu Polaków, obcokrajowców jeszcze mniej. Dopóki nie pójdą do urzędu. Bez meldunku nie da się przedłużyć karty pobytu, paszportu, zrobić prawa jazdy, zarejestrować samochodu, zapisać dziecka do szkoły, starać się o emeryturę, rentę, zasiłek... Trudniej też o PESEL.

Do zameldowania teoretycznie wystarczy wypełniony formularz, dokument tożsamości i legalności pobytu w Polsce oraz tytuł prawny do lokalu (np. umowa najmu). „Jeśli nie jesteś właścicielem lokalu i nie masz umowy najmu, właściciel mieszkania, w którym chcesz się zameldować, musi na formularzu potwierdzić twój pobyt. Dokument stwierdzający jego tytuł prawny do lokalu okaż w urzędzie. Meldując się, automatycznie dostaniesz PESEL” – informuje, wyłącznie po polsku, strona obywatel.gov.pl. W teorii proste.

Kaucja tak, umowa nie, meldunek w żadnym wypadku

Schody zaczynają się już na początku drogi do znalezienia się w statystykach.

Paul, opozycjonista z Demokratycznej Republiki Konga, znalazł pokój na warszawskim Mokotowie. Płaci kilkaset złotych plus opłaty, ale na umowę najmu ani meldunek jego właściciel, pracownik uniwersytecki, się nie zgadza. Wymawia się schorowaną matką, właścicielką lokalu, której nie chce niepokoić formalnościami.

Nneka, która musiała uciekać z Nigerii z powodu swojej orientacji seksualnej, przez dwa lata wynajmowała pokój w Pruszkowie. Na pierwszy rok umowę dostała. Gdy straciła ważność, domagała się od właściciela nowej. Bez skutku. Za pokoik na warszawskich Włochach, do którego przeprowadziła się niedawno, musiała zapłacić kaucję, ale umowy też nie dostała.

Nie mając umowy najmu, można co prawda złożyć wniosek o zameldowanie w drodze decyzji administracyjnej, ale wtedy urzędnik musi przeprowadzić pełne postępowanie, tj. ustalić, czyją własnością jest mieszkanie, i zawiadomić właściciela, że X chce się zameldować. – Potem odbywa się m.in. wizja lokalna mieszkania – wyjaśnia Agnieszka Bojar. – Cudzoziemcy niechętnie sięgają po tę procedurę, bo psuje to ich relacje z właścicielami, którzy w efekcie, zanim skończy się postępowanie, wymawiają najem.

Właściciel mieszkania na warszawskim Tarchominie postawił sprawę jasno: pokój bez umowy i zameldowania, ale za to też bez kaucji i za 650 zł z rachunkami. Tony z DRK, który pracuje jako ślusarz, nie wybrzydzał. Gdy potrzebował meldunku, jego szef zameldował go u siebie. W Grodzisku Mazowieckim. Po dwóch latach w obskurnej klitce Tony znalazł wymarzoną kawalerkę. W nowym budownictwie, na Woli, ładnie urządzoną. Za ponad 2 tys. zł plus opłaty. Dużo, ale chciał w końcu poczuć się jak człowiek. Miał szansę, bo właściciele nie robili problemu z wynajęcia mieszkania czarnoskóremu, a to rzadkość. Przygotowali za to wielostronicową umowę najmu okazjonalnego. Tony musiał w niej m.in. zadeklarować, że jest zameldowany gdzie indziej. Oni na meldunek się nie zgadzają.

W Polsce pokutuje pogląd, że meldując kogoś, obciążamy mieszkanie. Niesłuszny. Osobę zameldowaną można wymeldować – mówi Beata Boguszewska.

Owszem, ale trwa to co najmniej kilka miesięcy. Tylko gdy zameldowany zrobi to sam z siebie, wymeldowanie odbywa się od ręki. – Być może właściciele nie zawierają umów pisemnych z innych powodów, których może być wiele. W związku z tym mogą też niechętnie meldować – podejrzewa Agnieszka Bojar.

O problemach z zameldowaniem od obcokrajowców nie słyszę. O dyskryminacji na rynku najmu codziennie – komentuje Justyna Wróbel, prawniczka z Centrum Pomocy Cudzoziemcom Fundacji Ocalenie. – Wynajmujący nie zawierają umów, zwiększają opłaty w trakcie najmu, nagminnie nie oddają kaucji.

Kłopoty językowe. A może rasizm?

Za Joanę, ofiarę handlu ludźmi z Kamerunu, musieli poświadczyć jej polscy znajomi. Inaczej nikt nie chciał wynająć uchodźczyni pokoju. Z umową i wypełnionym wnioskiem poszła się zameldować w urzędzie na warszawskich Bielanach. Urzędniczka pokręciła głową i długo coś tłumaczyła. Joana zna francuski, angielski, uczy się polskiego, ale urzędniczego żargonu nie rozumiała. A kobieta w okienku nie mówiła w żadnym obcym języku. Joana poprosiła ją, by przez telefon wytłumaczyła właścicielowi mieszkania, czego brakuje. Następnego dnia wróciła z jego tytułem prawnym do lokalu. Ta sama urzędniczka tym razem zażądała zgody właściciela na zameldowanie kobiety. – Nie wiem, czy to dlatego, że jestem czarna. Jak coś nie idzie od razu, myślę, że powodem jest rasizm – denerwuje się Joana. Wróciła trzeciego dnia z żądanym dokumentem i rozpłakała się, bo urzędniczka znowu kręciła nosem i powtarzała, że nic nie może zrobić. Przyszła w końcu inna, rzuciła okiem w papiery, powiedziała, że wszystko jest w porządku, i zameldowała.

U nas to się nie zdarza! – oburza się Agnieszka Bojar. Dlaczego zdarza się w innych urzędach? – Mogę odpowiadać tylko za dokumenty i sprawy, które trafiły na moje biurko – obrusza się. I dodaje, że we Włochach w ciągu 8–10 lat zameldowały się może trzy–cztery osoby z pobytem tolerowanym. To wciąż dla urzędników egzotyka. – Niewątpliwie jest bariera językowa, obcokrajowcy szybko się denerwują, nie pamiętają, co należy przedłożyć. Nie bronię urzędniczki z Bielan ani pani Joany, nie znam sprawy ani przedstawianych dokumentów – mówi Bojar.

Dla mnie to była tortura – kwituje Joana.

Beata Boguszewska twierdzi, że wszystkie urzędy działają w oparciu o te same przepisy i stosują identyczne procedury. Praktyka pokazuje, że jest inaczej.

Gdy Nneka z umową najmu poszła po zameldowanie do urzędu miasta w Pruszkowie, usłyszała, że ma przyjść z właścicielem. I że po PESEL powinna zgłosić się do Warszawy. Złożyła wniosek w Urzędzie Dzielnicy Śródmieście. Dostała odpowiedź, że ma to zrobić w miejscu zamieszkania. Poszła więc najpierw do pruszkowskiego OPS, gdzie miała program integracyjny. Pracownik opieki pofatygował się z nią do urzędu. Wyjaśnił, że skoro Nneka umowę ma, właściciel nie jest potrzebny. Nie pomogło. Nigeryjka zadzwoniła więc po właściciela mieszkania. Polak odmówił przyjścia. Nneka pożyczyła umowę od Paula, kolegi wynajmującego pokój w tym samym mieszkaniu, i z obiema wróciła do urzędu. – Dlaczego on dostał meldunek, a ja nie? – zapytała. – Nie wyjdę bez zameldowania i PESEL-u! Mam do tego prawo! – krzyczała przez łzy. Poskutkowało.

Meldunki. Żyła złota

Kiedy właściciel mieszkania dowiedział się, jak Nneka załatwiła meldunek, wpadł w szał. Krzyczał, że urząd nie powinien go dać, a ona musi mu płacić, bo zameldowanie kosztuje. Gdy odmówiła, zażądał wyższych opłat za media.

Kiedy Paul chciał się zameldować, urząd w Pruszkowie poza umową najmu zażyczył sobie dokumentu tożsamości właściciela lub jego obecności. Właściciel mieszkania niechętnie, ale zgodził się pójść do urzędu. Zażądał jednak za meldunek 200 zł miesięcznie. – Twierdził, że to na podatek. Udało mi się stargować do 180 zł. Bardzo potrzebowałem meldunku, więc płaciłem. Przez rok. Dopóki nie zorientowałem się, że właściciel żadnego podatku nie płaci – opowiada Kongijczyk.

Patience uciekła z DRK do Polski w 2004 r. Ochronę międzynarodową dostała po kilku latach oczekiwania. – Wtedy nie było problemu z wynajęciem mieszkania, ale z pracą owszem. Zarabiałam 2 tys. zł, mieszkanie kosztowało 1800 zł. Nie miałam z czego żyć – opowiada. Przeniosła się więc z dziećmi do męża, też Kongijczyka, który azyl dostał w Irlandii. Oficjalnie Patience nadal mieszka w Polsce. Przyjeżdża, gdy musi odnowić genewski paszport (co dwa lata) lub kartę pobytu (co trzy). Do wniosku trzeba dołączyć zaświadczenie o zameldowaniu.

Płacę za meldunek 100, 150, 200 euro. Zazwyczaj „pomagają” mi w tym Polacy – opowiada Patience. Szuka ich przez znajomego Kongijczyka mieszkającego w Polsce od kilkudziesięciu lat.

Mieszkanie w bloku na Gocławiu ma jakieś 70 m kw. i trzy pokoje. W największym mieszka Hiwet, uchodźczyni z Erytrei z trzyletnim synem. Za ścianą przez parę miesięcy rezydował mężczyzna z Arabii Saudyjskiej. Po nim pokój na tydzień zajęła kobieta ze Sri Lanki, teraz para z Pakistanu. W trzecim mieszka Somalijka.

Gdy Hiwet potrzebuje meldunku, właściciel mieszkania, Egipcjanin w średnim wieku, idzie z nią do urzędu. – Początkowo zgadzał się tylko na miesięczne meldunki, w końcu dał na trzy. Ale nie dłużej. Bo on zameldowaniem handluje – mówi Hiwet. – Ciągle jest w urzędzie, melduje ludzi na dwa–trzy miesiące. Bierze po 600 zł od osoby – opowiada Erytrejka. I dodaje, że regularnie przychodzi do nich policja. Pyta, czy mieszka tu ten i ten. Hiwet na oczy ich nie widziała, ale potwierdza. Boi się, ale tak kazał Egipcjanin. Dał jej nawet do okazywania funkcjonariuszom kopię umowy najmu z obywatelem Iraku i skan paszportu jakiegoś Tadżyka.

Zabawa w chowanego

Wydział Prasowy Urz. M. St. Warszawy wyjaśnia, że ustawa o ewidencji ludności nie określa limitu osób meldowanych w lokalu i że polskie prawo dopuszcza zameldowanie kogoś na zasadzie pełnomocnictwa. – A czy za tę „usługę” ktoś zapłaci… Zdaję sobie sprawę, że może się tak zdarzać – mówi Beata Boguszewska. Urzędnik, przyjmując wniosek, widzi, ile osób jest zameldowanych w lokalu, i w razie wątpliwości wdraża postępowanie wyjaśniające. Zazwyczaj do niego nie dochodzi, bo „klient”, słysząc to, wycofuje dokumenty – mówi urzędniczka.

Adresy zameldowania często nijak się więc mają do miejsca pobytu obcokrajowców.

Ustawa o ewidencji ludności mówi jasno, że osoba powinna się zameldować tam, gdzie rzeczywiście mieszka – komentuje Beata Boguszewska. – Informacje te wykorzystywane są na potrzeby wojskowości, szkolnictwa, wyborówZdaję sobie sprawę, że baza nie jest adekwatna do rzeczywistości. Dlaczego? To już pytanie do ustawodawcy.

Cudzoziemcom spoza Unii za brak zameldowania grozi grzywna. – Nie ma to jednak wpływu na postępowanie o wydanie czy przedłużenie dokumentów – mówi Boguszewska. Urzędy wydające dokumenty pobytowe i udzielające zgody na pobyt nie sprawdzają, czy ktoś wykonał obowiązek meldunkowy w Polsce, gdzie miał meldunek i czy w ogóle był zameldowany. – To jeden z powodów, dla którego niewiele osób się melduje – uważa Boguszewska.

Baza meldunków zasilana przez urzędy miast, gmin oraz dzielnic krzyżowana jest z bazą kart pobytowych, wydanych przez urzędy wojewódzkie i Urząd ds. Cudzoziemców. Na tej podstawie można określić, jaki procent cudzoziemców mieszkających w Polsce się melduje. – Z tego, co wiem, niewielki – mówi Beata Boguszewska. – Dlatego też się czasami zastanawiamy, jaki sens ma meldunek, ale naszą rolą nie jest pisać prawo.

Urzędniczka dodaje, że na rynku mogą funkcjonować osoby, podejrzewa, że nie polskiego obywatelstwa, wykorzystujące system ewidencji ludności.

Olx melduje legalnie

Ogłoszenia na portalu Olx.pl: „Oferuję w pełni legalne czasowe zameldowanie (lub nawet na stałe) w Warszawie na Mokotowie i Ursynowie oraz Białołęce, a także Targówku. Dla Polaków oraz obcokrajowców. Wszystko legalnie i zgodnie z prawem, zaświadczenie i pesel od ręki. Zainteresowany/ana pisz lub dzwoń po godz. 16”.

Halo? – młody męski głos. – Zameldowanie dla osoby z Kamerunu? Na trzy miesiące to 600 zł. Tylko musi mieć paszport albo kartę pobytu. Paszport genewski? Azyl w Polsce? A to nie wiem. Pierwszy raz się spotykam z taką sytuacją i tutaj mam obawy. Bo gdzie ona mieszka? Jak ma azyl, to chyba dostała jakieś lokum od państwa? Nie?! To co? Azyl dostaje i gdzie ma się podziać? – martwi się głos i uspokaja: – Problemu z tego, że się płaci za meldunek, nie będzie. Bo jak ktoś miałby to sprawdzić.

„Łódź: Zameldowanie pesel karta pobytu obcokrajowcy”.

Tak, tak słucham? – nieco nerwowy głos młodej kobiety. – Meldujemy w województwie łódzkim, w mieście Radomsko. Już objaśniam dokładnie. Meldujemy w hostelach robotniczych, w zależności od potrzeb, ale minimum na dwa lata. Bo to dużo zachodu. Mamy zapytania z urzędu miasta, od dzielnicowych. Nikt nie kontroluje, czy zameldowany mieszka pod adresem, ale muszę potwierdzić, że taką osobę widziałam. W sprawie każdego obcokrajowca dzielnicowi prowadzą wywiady. Będę pytana o imię, nazwisko, datę urodzenia. Zajmuję się tymi meldunkami, pozwoleniami od dawna i nigdy nie było problemów. Na dwa lata to koszt 600 zł, bo odprowadzamy do urzędu skarbowego podatek. Inni to robią na skalę masową i chcą miesięcznie duże kwoty. My za cztery lata bierzemy 1000 zł. Czy to legalne? Nie pobieramy opłat za meldunek, tylko za wynajem mieszkania. A wiadomo, że to kosztuje. Więc tak to się odbywa. Proszę się nie przejmować, wszystko będzie pozytywnie – mówi głos z Radomska.

Kolejne ogłoszenie: „Meldunek zameldowanie pesel karta pobytu Katowice Chorzów Bytom”.

Zameldowanie na rok? Dla osoby z Konga? 1200 zł. Możemy umówić na piątek – informuje spokojny głos starszej kobiety. – Dobrze, żebym wiedziała, do czego potrzebny meldunek, to podpowiem, na jaki okres meldować. Nie ma co na rok, jeśli starczy na trzy miesiące. W urzędach nikt tego nie kontroluje. Po co chłopak ma przepłacać, pewnie też nie śmierdzi kasą. Do usłyszenia, kłaniam się.

„Wrocław Meldunek Zameldowanie Umowa najmu. Oferuję zameldowanie na pobyt czasowy. Cena 100 zł za miesiąc i dostajesz wszystko, co Ci potrzebne. UWAGA: za 6 miesięcy 500 zł”.

– Wszystko załatwiam legalnie, daję rachunek i od zarobionych pieniędzy płacę podatki – informuje kolejny męski głos.

Do mnie nie docierają skargi na handel zameldowaniem. Być może dlatego, że cudzoziemcy nie wiedzą, że jest bezpłatne, i nie dziwi ich, gdy ktoś każe płacić – komentuje Justyna Wróbel. – Obsługa obcokrajowców to dziś w Polsce żyła złota.

Żaden z afrykańskich bohaterów tekstu nie wiedział, że meldunek jest obowiązkowy.

Wszystkie głosy ogłoszeniodawców z Olx były polskie. 1 stycznia 2020 r. w całej Warszawie było zameldowanych na stałe 10 632, czasowo 29 958 cudzoziemców.

Ilu z nich za to zapłaciło? A ilu w całej Polsce?

***

Dla bezpieczeństwa imiona bohaterów zostały zmienione. Dane do wiadomości redakcji.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Historia, jakiej nie znacie: Zarazki na wojnie

Przerażające pojęcie „broni biologicznej” kojarzy się z XX w. Ale na pomysł, by wykorzystywać trucizny i choroby, wojskowi wpadli na długo, zanim ktoś po raz pierwszy wypowiedział słowo „wirus”.

Jan M. Długosz
27.03.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną