Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Pierwszy taki proces w Europie. Justyna Wydrzyńska: Obecność Ordo Iuris jest jak wyrok

W środku Justyna Wydrzyńska z Aborcyjnego Dream Teamu W środku Justyna Wydrzyńska z Aborcyjnego Dream Teamu Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl
Prawo mówi wyraźnie: płód nie ma żadnych praw, a sędzia mimo wszystko pozwala, żeby Ordo Iuris reprezentowało prawa płodu – mówi Justyna Wydrzyńska z Aborcyjnego Dream Teamu, oskarżona o pomoc w aborcji.

W listopadzie 2021 r. Justyna Wydrzyńska została oskarżona o „pomoc w przeprowadzeniu aborcji” oraz „posiadanie nieautoryzowanych leków z zamiarem wprowadzenia ich na rynek”. Grożą za to trzy lata więzienia. „Skontaktowała się ze mną kobieta w rozpaczliwej sytuacji. Powiedziała mi, że jej agresywny mąż próbuje ją powstrzymać przed aborcją. Jej historia poruszyła moje serce, gdyż sama miałam podobne doświadczenia. Czułam, że muszę jej pomóc” – mówiła Wydrzyńska.

To pierwsza sprawa w Europie dotycząca ścigania za pomoc w aborcji poprzez dostarczenie tabletek do aborcji farmakologicznej. Ponad 110 tys. osób w 18 krajach podjęło akcję wzywającą polskiego Prokuratora Generalnego do wycofania wszystkich zarzutów wobec Justyny Wydrzyńskiej, dekryminalizacji przerywania ciąży i zapewnienia dostępu do bezpiecznej i legalnej aborcji bez dyskryminacji.

Proces trwa od kwietnia, ale Aborcyjny Dream Team działa dalej. Tylko przez pierwszy rok po wyroku Trybunału Julii Przyłębskiej, który wprowadził w Polsce de facto zakaz aborcji, z pomocy grupy skorzystało 34 tys. osób. Dane Ministerstwa Zdrowia mówią, że legalnych aborcji było w zeszłym roku 107.

„Kiepska prognoza kryminalistyczna”

AGATA SZCZERBIAK: Wchodząc do sądu okręgowego Warszawa-Praga, mówiłaś, że liczysz na to, że ta dzisiejsza, trzecia rozprawa będzie ostatnia i być może zapadnie wyrok.
JUSTYNA WYDRZYŃSKA: Jestem bardzo zaskoczona tym, co się dziś wydarzyło. Z jednej strony wiedziałyśmy, że wezwania do sądu zostały doręczone do wszystkich, ale nie zjawiła się zarówno Ania, której próbowałam pomóc, jak i jej mąż, który zadzwonił na policję, donosząc na nas obie. Z drugiej strony też doświadczałam przemocy ze strony partnera i dobrze rozumiem, co to oznacza. Być może Ania ciągle jest w tej relacji i może jej być po prostu trudno. Dlatego nie stawia się w sądzie.

Prokuratura złożyła nowy wniosek dowodowy, chodzi o nagranie, na którym razem z działaczkami Aborcyjnego Dream Teamu Natalią Broniarczyk i Kingą Jelińską opowiadacie o tym, że nadal pomagacie kobietom i planujecie robić to dalej. Zdaniem prokuratora ten materiał jest obciążający i daje „kiepską prognozę kryminalistyczną”.
Mamy poczucie, że to jest jeden z elementów budowania pewnego rodzaju strategii przeciwko nam. Chodzi o to, by nas zastraszyć, zamknąć nam usta, sprawić, żebyśmy się zmęczyły i przestały działać. To są represje. To nie jest już wyłącznie sprawa o wysłanie tabletek jakiejś osobie, tylko sprawa przeciwko wszystkim aborcyjnym aktywistkom.

Takie wrażenie sprawia prokurator?
Trudno powiedzieć. To moja pierwsza sprawa karna i choć siedzę na sali rozpraw trzeci raz na miejscu dla oskarżonej, to nie jest miejsce przyjazne dla nikogo. Jesteśmy uprzejme dla sędzi i chciałyśmy jej udostępnić nasze konta, żeby mogła odtworzyć nagranie z naszym wywiadem, i ona się do nas uśmiecha – ale to wciąż nie jest przyjazne miejsce. Naprawdę nie. To przypomina jakiś spektakl albo cyrk. Ona za moment zadecyduje o moim życiu, o tym, czy trafię do więzienia.

„Obecność Ordo Iuris jest jak wyrok”

Po drugiej stronie sali siedział przedstawiciel Ordo Iuris?
Tak, pan Kwaśniewski nie przyszedł osobiście, przysłał swojego pracownika. Była to osoba, która pojawiła się też na pierwszej rozprawie. Nazwałyśmy go wtedy smutnym „Panem z Ordo”, który średnio potrafił uzasadnić udział tej organizacji w procesie i naszym zdaniem się skompromitował. Dziś na szczęście milczał.

Kinga Jelińska z Aborcyjnego Dream Teamu w czasie konferencji prasowej przed sądem mówiła, że ten proces jest polityczny – wyrok zapadł, jeszcze zanim mianowano sędziego, a jego treść została ustalona w siedzibie Ordo Iuris po konsultacji z episkopatem.
Trudno powiedzieć, w którą stronę to pójdzie. Na samym początku wydawało nam się, że to będzie jedna rozprawa i koniec. Z niewiadomych i niezrozumiałych dla nas przyczyn nie stawiają się świadkowie. Zwłaszcza mąż Anny. Mężczyzna, który został nam przedstawiony jako przemocowiec, doniósł na swoją żonę, dziś tchórzy, nie chce się widzieć z mediami i tłumaczyć, dlaczego to zrobił.

Wydaje mi się też, że do sprawy doszło przez kompletny przypadek. Do tej pory nigdy nie wysyłałam nikomu tabletek, nie zajmuję się dystrybucją leków, więc fakt, że zauważono to za pierwszym razem, to nieprawdopodobny zbieg okoliczności. Sądzę, że prokurator też nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Coś istotnego musiało się wydarzyć między lipcem a październikiem, że do sprawy włączono nowe dowody. Być może to się zadziało na linii prokurator generalny–prokuratura okręgowa. Informacje, które znajdują się w nagraniach uznanych dziś za nowe dowody, znajdują się w każdym naszym wywiadzie, w każdym poście na Facebooku, które publikujemy od lat.

Czyli wyrok już zapadł?
Naszym zdaniem werdykt jest podjęty. Dołączenie Ordo Iuris do tej sprawy to jest podjęcie decyzji [wniosek Ordo Iuris o włączenie do rozprawy, z powołaniem się na interes społeczny, zawierał wyliczenie działań organizacji w kierunku pełnego zakazu przerywania ciąży, także własnej – red.]. Pokazanie, po której stronie stoi sąd. Ale to nie jest strona prawa. Bo prawo mówi wyraźnie: płód nie ma żadnych praw, a sędzia mimo wszystko pozwala, żeby Ordo Iuris reprezentowało prawa płodu.

„Zrobiłam dobrze. Nie żałuję”

Przed sądem w Warszawie odbyła się kolejna pikieta solidarnościowa, w sądzie były też zagraniczne media, pod petycją w twojej sprawie podpisało się ponad 110 tys. osób w całej Europie. Czujesz to wsparcie?
Czuję je zwłaszcza na co dzień. A ekstremalnie mocno przy okazji rozpraw. Gdziekolwiek bym się nie ruszyła, na jakiekolwiek spotkanie, zawsze znajdzie się ktoś, kto podejdzie i powie: „znam twoją sprawę, wspieram cię w niej, wiedz, że jestem”. Dostaję takich wiadomości bardzo dużo, nie mam czasu, by je wszystkie przejrzeć. To dla mnie znaczy bardzo, bardzo dużo. Pozwala mi znowu iść do sądu, i chociaż sobie tam popłaczę, to mam siłę, żeby powiedzieć, że zrobiłam dobrze i się z tego nie wycofuję.

Dziś tuż przed rozprawą mówiłaś, że „jesteś zmęczona tym, co się dzieje”. Jaki jest emocjonalny koszt udziału w tym procesie?
On jest teraz nie do określenia. Od wielu miesięcy pracuję na wysokich obrotach i poczułam to mocno dopiero dziś, przed rozprawą. Ogromny stres i ogromne zmęczenie.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Kim pan jest, panie W.? Skąd się wziął i na czym dorobił cichy bohater afery taśmowej

Cała Polska usłyszała o zeznaniach Marcina W. Najpierw, że Marek Falenta sprzedał Rosjanom słynne „taśmy prawdy”; potem, że Michał Tusk przyjął 600 tys. euro łapówki. Ale równie ciekawe jak zeznania są biznesy Marcina W. I jego związki z CBA.

Marek Czarkowski
05.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną