Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Komentować nie umierać! TVP za czasów PiS sowicie opłacała komentatorów

TVP za czasów PiS sowicie opłacała komentatorów TVP za czasów PiS sowicie opłacała komentatorów mat. pr.
TVP płaciła za każdy komentarz propagandowy wygłaszany do kamery przez prawicowego politologa bądź publicystę, okrągłe 500 zł. A ci, którzy występowali często, mieli stałe umowy.

Gdy powinieneś być niezależny i samodzielny w swoich decyzjach, a jednocześnie masz osobisty interes w tym, aby kogoś faworyzować albo kogoś dyskryminować, to jesteś w tzw. konflikcie interesów. Masz skłonność do sprzyjania temu, kto ci płaci. Np. za komentarze polityczne w telewizji. W takich warunkach utrzymanie niezależności sądu staje się bardzo trudne. A jak zarabiasz na tym 300 tys. w jeden rok (jak pewien, na razie nieznany z nazwiska, komentator pracujący dla TVP), to staje się to po prostu niemożliwe. Widzowie myślą, że oglądają wypowiedź niezależnego eksperta, a tak naprawdę mówi do nich sowicie opłacany funkcjonariusz propagandy. To jest zwykłe oszustwo, praktyka skrajnie nieetyczna i niedopuszczalna w mediach publicznych.

Ile bierze potakiwacz PiS za „setkę”

Odkąd Telewizja Polska i Polska Agencja Informacyjna przestały być organami partii rządzącej, chętnie odsłaniają wstydliwe arkana swojego teatrzyku propagandowego z niedawnej przeszłości. Właśnie dowiedzieliśmy się od Zespołu Informacji Publicznej TVP (w odpowiedzi na zapytanie posła Krzysztofa Brejzy), skąd biorą się wychwalające rząd i oczerniające opozycję komentarze tzw. ekspertów, seryjnie pokazywane we wszystkich wydaniach programów informacyjnych w ciągu minionych ośmiu lat. Otóż biorą się (jakież zaskoczenie!) z pieniędzy. Dotychczas mogliśmy się tylko domyślać, ile bierze taki potakiwacz PiS za „setkę” (krótkie nagranie audio-wideo).

Kwota 500 zł wydawała się prawdopodobna, a teraz się potwierdziła. Tak właśnie: TVP płaciła za każdy komentarz propagandowy wygłaszany do kamery przez jakiegoś prawicowego politologa bądź publicystę okrągłe 500 zł. A ci, którzy występowali często, mieli stałe umowy. Dobrze będzie wymienić nazwiska osób, które blankietowo zgodziły się wychwalać PiS i potępiać opozycję za publiczne pieniądze, bo chyba tylko w ten sposób można ich moralnie ukarać. Czy się zawstydzą? Jeśli zawstydzi się choć jeden, to warto wymienić kilkunastu (za „Gazetą Wyborczą”). Byli to: Jacek Karnowski, Michał Karnowski, Adrian Stankowski, Jerzy Jachowicz, Elżbieta Królikowska-Avis, Piotr Grzybowski, Paweł Piekarczyk, Miłosz Manasterski, Marek Formel, Karol Gac, Jacek Wrona, Maciej Gnatowski, Anna Derewienko, Marian Kowalski, Jan Pietrzak, Piotr Nisztor.

Taka pensja to nawet nie synekura. To czyste złoto

Bracia Karnowscy mieli umowy ryczałtowe, w ramach których za kwotę 10 tys. zł mieli wygłaszać po 20 komentarzy miesięcznie. Pozazdrościć. Miałem przyjemność setki razy za darmo komentować różne rzeczy dla stacji telewizyjnych i wiem, że zajmuje to człowiekowi jakieś pół godziny do godziny. Trzeba coś przeczytać, chwilę się zastanowić, wyjść przed budynek, ustawić się do kamery, a wreszcie nagrać wypowiedź, odpowiadając na pytania reportera. 10 tys. zł to akurat pensja profesora. Taka pensja za 20 godz. niezbyt wyczerpującej pracy to nawet nie synekura. To czyste złoto! Kto by w takiej sytuacji nie uważał na każde słówko, żeby tylko nie zrazić hojnego zleceniodawcy i utrzymać z nim współpracę! I właśnie dlatego stacje publiczne nie płacą za komentarze, a stacje prywatne starające się doścignąć standardy tych publicznych (w krajach, gdzie są one godne swej nazwy) również z tego rezygnują.

Wyjątkiem są długie wypowiedzi o wyraźnie eksperckim (np. naukowym) charakterze. Płaci się natomiast za komentarze pisane (takie jak ten), lecz prasa rządzi się innymi zasadami. Nie ma bowiem czegoś takiego jak „gazeta publiczna”; każdy tytuł ma swoje nachylenie ideowe, a pewna doza stronniczości jest w przypadku gazet naturalna i akceptowana. W zamian za to porządna gazeta pilnuje tego, aby mieć w składzie współpracowników osoby o różnych poglądach. Np. „Polityka” ma spektrum rozciągające się od wyrazistej lewicy aż po stanowiska chadeckie. Media publiczne (telewizja i radio) też muszą być pluralistyczne, lecz nie wedle własnego uznania i preferencji (jak prywatne gazety), lecz w oparciu o zasady warsztatu i metodologię przygotowywania materiałów dziennikarskich, wymagającą udzielania głosu przedstawicielom różnych stron sporu politycznego bądź publicznej debaty, a prowadzącym dziennikarzom narzucającą znaczną powściągliwość i bardzo wyważony, formalny język. Oczywiście dobre gazety też naświetlają wydarzenia i zagadnienia z różnych stron, lecz co do zasady mają większą swobodę i wolno im więcej. Wolno np. stosować ironię, dla której w publicznej telewizji raczej nie ma miejsca.

Jedna rada dla propagandzistów z PiS

Jeśli w tym upadku morale mediów publicznych jest w ogóle coś pocieszającego, to chyba tylko nieskuteczność tych nieetycznych metod. Za pieniądze kupuje się toporną propagandę, którą większość widzów z łatwością identyfikuje jako kłamliwą i niewiarygodną. Niektórzy może i dają się złapać na lep kłamstw i manipulacji, lecz najczęściej są one nazbyt oczywiste. Dlatego miałbym dla propagandzistów z PiS jedną radę. Gdyby jakimś cudem wasza partia matka i matka partia wróciła do władzy, to pokazujcie w charakterze komentatorów coraz to nowych ludzi ze swoich środowisk, a oni z największą chęcią i gorliwie będą spełniać wasze życzenia całkiem za darmo. Bo całe to nieszczęsne płacenie wynika z tego, że dzwoni się ciągle do tych samych, sprawdzonych i polecanych przez zwierzchność ludzi. A to trzeba się trochę postarać! Wiarygodność w propagandzie nie bierze się z rutyny, kontroli i powtarzalności, lecz z zaangażowania i pomysłowości. Na drugi raz postarajcie się lepiej!

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Duda nie wypełnia obowiązku. Ktoś się łudził?

PiS i Andrzej Duda dostarczyli przekonującego dowodu, że powoływani przez nich ambasadorowie byli, ogólnie rzecz biorąc, marnej jakości. Konflikt prezydenta z rządem Tuska na tym tle właśnie się pogłębił.

Marek Ostrowski
13.06.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną