Listy do Hitlera

Mój wodzu!
Jak się okazuje, zachowały się ich dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy: listów, jakie Niemcy w dwudziestoleciu międzywojennym, a także w latach wojny pisali do Führera.
BEW

Tekst pochodzi z 17/18. numeru Tygodnika 'Forum', dostępnego w kioskach od poniedziałku 26 kwietnia
Forum

Tekst pochodzi z 17/18. numeru Tygodnika "Forum", dostępnego w kioskach od poniedziałku 26 kwietnia

Są tam egzaltowane, pełne patosu, nierzadko pisane wierszem deklaracje wierności dla NSDAP, a także listy karierowiczów i lizusów, prośby o interwencję w najdziwniejszych sprawach, oferty zakochanych kobiet, wreszcie listy dzieci do „kochanego wujka Hitlera” - traktowanego trochę jak św. Mikołaj.

Trudno o bardziej autentyczny obraz tego, czym na bieżąco żyli Niemcy, najpierw pokonani i upokorzeni po I wojnie światowej i Traktacie Wersalskim, ciężko dotknięci przez kryzys - potem stopniowo rosnący w dumę i przekonani o wielkości swego narodu, swojej rasy i dziejowej misji. O tej wielkości im mówił w elektryzujących przemówieniach Adolf Hitler, wódz, wystylizowany przez propagandę nazistowska na nadczłowieka. Człowiek, wokół którego koncentrowały się nadzieje, emocje, tęsknoty i obawy milionów Niemców.

Strumień listów do niego wzbierał już pod koniec lat dwudziestych. Wtedy zresztą Führer też nie czytał sam listów. Jego bliscy współpracownicy, Rudolf Hess i Albert Bormann, przeglądali je i sporządzali dla niego raporty.

Gdy Hitler znalazł się u szczytu władzy, strumień listów przeistoczył się w istne tsunami. Kancelaria Rzeszy musiała przyjąć 4 dodatkowe osoby do załatwiania korespondencji. Wiekszość autorów listów zresztą nie otrzymywała żadnej odpowiedzi, albo tylko krótką, gotową formułkę podziękowania. Wszystkie listy były jednak czytane i skrupulatnie przechowywane.

Po klęsce Trzeciej Rzeszy alianci odkryli te listy w berlińskiej Kancelarii Rzeszy, a także w Monachium oraz w Berghofie - alpejskiej siedzibie Hitlera na Obersalzbergu. Alianci szukali jednak wówczas głównie dokumentów, potrzebnych jako dowód nazistowskich zbrodni.

Część tych listów – wyblakłych, trudnych do odczytania – znalazł i przejrzał w moskiewskich archiwach Henrik Eberle, historyk z uniwersytetu w Halle. Tak opowiadał on o swoim odkryciu:

W archiwum stały oryginalne skoroszyty z Kancelarii Rzeszy. Ostatnia pieczątka KGB pochodziła z 1952 roku. Dziwne, ale od tego czasu nikt nawet nie zajrzał do tych listów...

Są one ułożone w porządku alfabetycznym i chronologicznym. Na wszystkich widnieje data doręczenia i stempel Kancelarii Rzeszy. Wiele listów jest podartych i niekompletnych; zwłaszcza na tych z lat wojennych widać plamy z wody i ślady osmalenia. Przez dziesięć tygodni siadywałem co dzień z moim laptopem w tym archiwum. Przejrzałem około 20 tysięcy listów. Ogółem jest ich tam pewnie ponad sto tysięcy.”

Powstała z tego książka „Briefe an Hitler. Ein Volk schreibt seinem Führer“ (Listy do Hitlera. Naród pisze do swego wodza). Naród różnie tytułował adresata. Pisano „Wielce szanowny Panie Hitler”, lub „Ukochany wodzu!” Po objęciu władzy przez Hitlera prawidłowa formułka brzmiała „Szanowny Panie Kanclerzu Rzeszy”. Natomiast członkowie NSDAP zwracali się do Hitlera krótko „Mein Führer!” – Mój wodzu!

Wielce szanowny panie Hitler!

W latach 1925 – 1932 przychodziły głównie listy od zwolenników. Na ogół są to listowne deklaracje wierności i oddania, oraz pełnej akceptacji dla programu NSDAP. Albo telegramy, jak ten z 8 czerwca 1925 r., wysłany z Drezna: „Uczestnicy Piątego Germańskiego Tygodnia Akademii Rolniczych, narodowi socjaliści przybyli ze wszystkich stron Niemiec, z niezachwianą wiernością i niezłomnym oddaniem pozdrawiają swego wodza, Adolfa Hitlera.”

Wcześniej, bo 24 kwietnia 1925, pisał Fritz Vogel z gminy Neudietendorf pod Erfurtem: Wielce szanowny panie Hitler! Wszyscy się dziwią, czemu tak Pan obstaje przy niegościnnej i niewdziecznej Bawarii. Jeśli tam nie pozwalają Panu przemawiać, co jest hańbą i wstydem, to lepiej byłoby przecież organizować wiece poza granicami Bawarii, aby nasz ruch szerzył się i rósł w siłę. (...) Przede wszystkim jednak powinien Pan przyjąć niemieckie obywatelstwo.”

Takich rad wcale nie życzył sobie Hitler, urodzony w Austrii i mający – przynajmniej do 26 lutego 1932 - status bezpaństwowca. Może dlatego pan Vogel nie dostał żadnej odpowiedzi – tym bardziej, że w swoim liście ośmielił się jeszcze zapytać, czy Hitler mógłby jakoś pomóc jego gminie w sprawie kanalizacji.

25 maja 1925 Alfred Barg „z narodowym pozdrowieniem” pytał, jaki jest stosunek Hitlera do picia alkoholu, oraz do niemieckiej flagi w barwach czarno- biało- czerwonej, oczywiście ze swastyką. Sekretariat „z upoważnienia Hitlera” uspokoił go: Führer nie pije alkoholu, najwyżej pare kropli przy jakichś nadzwyczajnych okazjach. Papierosów nie pali. A pozytywny stosunek NSDAP do flagi czarno- biało-czerwonej i do swastyki jest przecież powszechnie znany. (Barwami narodowymi Rzeszy Niemieckiej do czasu klęski w 1918 roku była czarna, biała i czerwona. Natomiast demokratyczna Republika Weimarska wybrała barwy czarną, czerwoną i złotą, czego nie zaakceptowały środowiska nacjonalistyczne – przypis Forum)

Wasza Niemieckourodzona Wysokość!

Nacjonalistyczni fani zwracają się do Hitlera w tworzącym się nazistowskim żargonie, używając osobliwych neologizmów. I tak Monachijski Niemiecko-Narodowy Związek Gimnastyków tytułuje go „Wasza Niemieckourodzona Wysokość”, a list kończy „wiernoniemieckim gimnastycznym pozdrowieniem”. List jest zaproszeniem Hitlera – „bojownika o niemieckie prawa i niemiecką wolność” - na spotkanie z gimnastykami z (austriackiej) Karyntii, którzy właśnie urządzają rajd rowerowy do Niemiec pod hasłem „Heim ins Reich”. To hasło zwolenników przyłączenia Austrii do Niemiec i stworzenia Wielkiej Rzeszy.

Jednak obok patosu i wielkiej polityki go głosu dochodzi codzienność. W lipcu 1925 monachijski adwokat pisze do „Pana Adolfa Hitlera, Monachium, Thierschstrasse 41/I”: Jako wykonawca testamentu zmarlej pani Margarete Meindl, wdowy po dyrektorze, mam zaczczy powiadomić Pana, że nieboszczka, która była wielką zwolenniczką Pańskich dążeń, przed śmiercią wyraziła życzenie, aby przekazać Panu w spadku wielką palmę, jaka stoi w jej mieszkaniu”. Na ten list odpowiedział Rudolf Hess: „Herr Hitler chętnie przyjmie palmę. Czekam na wiadomość, kiedy można ją odebrać.”

Nie wszystkie dary spotykały się jednak z tak łaskawym przyjęciem. Oto inna odpowiedź: „Szanowna Pani Töltsch! Z upoważnienia Pana Hitlera odsyłam Pani z powrotem trzy ręcznie haftowane chusteczki oraz pani list z 28 maja. Co się tyczy wizerunku na chusteczkach, Herr Hitler nie zezwala na wyszywanie chuseczek ze swoja podobizną”. Hitler bowiem – wykazując tu niespodziewanie sporą dozę autokrytycyzmu – nigdy nie wyrażał zgody na produkcję kiczowatych „hitlerowskich dewocjonaliów”. Z podobnie chłodnym przyjęciem spotkały się zresztą wysiłki cukiernika, który chciał upiec na jego urodziny specjalne „ciasto Hitlera”.

24 kwietnia 1932 NSDAP odniosła sukces wyborczy, zajmując w wielu okręgach drugie, a nawet pierwsze miejsce. Następnego dnia Karl Leiff, działacz NSDAP z Letschina nad Odrą, napisał do Hitlera wiersz „Moja tęsknota”:

Potężne niesie się wołanie przez niemiecki kraj

Pomóż, Hitlerze, przeciwko bandzie wrogów! Hitlerze, wolność nam daj!

Inny działacz, P.F. Beck ze Śląska, wyrażał swe tęsknoty prozą, ale za to konkretnie:

Nie chcemy już, by rządził nami ktokolwiek inny. Chcemy tylko ADOLFA HITLERA jako wodza, jako człowieka rządzącego silną ręką, jako dyktatora. My, narodowi socjaliści chcemy zakazu wydawania wszystkich gazet, które pluły jadem na naszego Wodza, chcemy wydalenia z kraju wszystkich Żydów, usunięcia ze stanowisk wszystkich wójtów, którzy szykanowali mieszkańców wsi i podejmowali oburzająco niesprawiedliwe decyzje. Oddamy naszą krew za Adolfa Hitlera – ale proszę żelazną ręką rozprawić się z wszystkimi opornymi i po dyktatorsku wcielać w życie program naszej partii. Żadnych rozmów – tylko czyny!Ufamy naszemu Wodzowi i ofiarujemy mu każde uderzenie naszych serc! Ratuj nas, Wodzu, przed zniewoleniem przez wewnętrznego wroga! Heil Hitler!

Wszyscy ci fanatyczni zwolennicy triumfowali, gdy Hitler 30 stycznia 1933 został powołany na urząd kanclerza Rzeszy. Wielu amatorów chciało dopisać co najmniej jeszcze jedną strofę do bojowej pieśni niemieckich nazistów, Horst Wessel Lied („Więc wolny szlak brunatnym batalionom”). Taką nową strofę przysłała Führerowi m.in. niejaka Olga Piennig. Ale choć chwaliła tam „tak upragnioną godzinę, gdy Führer ujął ster w dłoń”, nie doczekała się aplauzu. Kancelaria odpowiedziała sucho, ze „nowe wersje pieśni nie są przewidziane”. Także innej domorosłej nazistowskiej poetce, Käte-Ilse von Korn, i kierowanej przez nią lokalnej grupie kobiecej, Albert Bormann w imieniu Kancelarii polecił zaniechać śpiewania nowego tekstu – chociaż był tam i sztandar, i Führer, i wierność na wieki, i bój bez trwogi o „swastyki święty blask”.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną