Świat

Ucieczka z Bałkanów

Chorwacja - 28 członek Unii Europejskiej

Ułaskawienie generała Ante Gotoviny przez Międzynarodowy Trybunał ds. Zbrodni w b. Jugosławii wywołało entuzjazm Chorwatów i zaważyło na ich stosunku do Unii. Ułaskawienie generała Ante Gotoviny przez Międzynarodowy Trybunał ds. Zbrodni w b. Jugosławii wywołało entuzjazm Chorwatów i zaważyło na ich stosunku do Unii. Antonio Bronic/Reuters / Forum
1 lipca Chorwacja ma zostać 28 członkiem Unii Europejskiej, zostawiając za sobą przeszłość i sąsiadów.
Katedra św. Eufemii w historycznej części miasta Rovinj.Jeremy Woodhouse/Getty Images/FPM Katedra św. Eufemii w historycznej części miasta Rovinj.
JR/Polityka

Bóg, dzieląc swe włości, zapomniał o Chorwatach – twierdzą do dziś sami zainteresowani. Kiedy upomnieli się o miejsce na Ziemi, Stwórca – chcąc naprawić niedopatrzenie – przydzielił im to, które zamierzał zachować dla siebie. Przyjazny klimat, niezwykłe krajobrazy, szmaragdowe morze z bogactwem jadalnych stworzeń, boskie plaże, bujna roślinność, figi, oliwki, winogrona, lawenda.

Mimo to chorwackie wybrzeże Adriatyku długo świeciło pustką. Przez niemal 18 lat po wojnie domowej, która rozsadziła Jugosławię i wstrząsnęła Bałkanami, Chorwacja przechodziła burzliwy okres między jedną wspólnotą a drugą. W 2013 r. ten etap prawdopodobnie się zakończy, a Chorwaci zrobią ostatni krok w stronę normalności – zgodnie z planem 1 lipca ich kraj zostanie członkiem kolejnej wspólnoty, Unii Europejskiej.

Jugosłowiańskie schronisko

Chorwaci już nie raz przerabiali takie wspólnotowe życie. Gdy w 1945 r. powstała Jugosławia, była dla Zagrzebia wybawieniem. W czasie wojny chorwacki reżim ustaszów, kierowany przez Ante Pavelicia, blisko współpracował z III Rzeszą i Włochami Mussoliniego. Ustasze dopuścili się wówczas wielu czystek etnicznych i mordów, zwłaszcza na Serbach, ale również na Żydach i Romach. Przystępując w ostatniej chwili do obozu zwycięzców, Chorwaci uniknęli osądzenia za kolaborację. Ich kraj zyskał w ramach Jugosławii sporą autonomię.

O swoją chorwacką ojczyznę dbał też Josip Broz Tito, który przez 35 lat niepodzielnie rządził Jugosławią. Dopiero po jego śmierci okazało się, że wspólne państwo zwycięzców i zwyciężonych jest rozwiązaniem niekomfortowym, a nawet nienaturalnym, niezgodnym z logiką dziejów. Tak przynajmniej przekonywali zwolennicy chorwackiej niepodległości, inicjując ruchy separatystyczne. W rezultacie 8 października 1991 r. Chorwacja proklamowała swoją niezależność, zrywając wszelkie więzi państwowe z Jugosławią.

Od tamtego momentu, przez cztery lata toczącej się jeszcze wojny, i później po zawarciu pokoju w Dayton, Chorwacja pozostawała w stanie zawieszenia. Jej mieszkańcy zawsze lubili podkreślać swoją „niebałkańskość”: związki z zachodnim dziedzictwem, z Austrią, dynastią Habsburgów, z europejskim kręgiem kultury i tradycji, zwłaszcza z chrześcijaństwem. W Chorwacji to, co lokalne, łączy się z mieszczańskim Wiedniem i włoskim dolce vita. Chorwacja zawsze czuła się krajem europejskim, lecz zdegradowanym przez bałkańskie powiązania. Członkostwo w Unii ma być więc dla niej kolejnym wybawieniem, próbą zdystansowania się wobec przeszłości i powrotu na łono rodziny europejskiej.

Ciężar starych bohaterów

Ta europejska droga nie była wcale oczywista. Pierwszym prezydentem niepodległej Chorwacji został Franjo Tudźman, były partyzant z oddziałów Tity, nawrócony na nacjonalizm komunista. Jako twórca i wieloletni przewodniczący Chorwackiej Wspólnoty Demokratycznej (HDZ), partii, która niepodzielnie rządziła krajem przez blisko 10 lat, fascynował się dziełem ustaszów.

Tudźmana oskarżano o osobiste inspirowanie wielu zbrodni wojennych i masowych przesiedleń Serbów oraz o podsycanie wojny domowej w Bośni. Ale w Europie Chorwację Tudźmana postrzegano chętniej jako ofiarę sąsiadów, nie dostrzegając silnego lokalnego nacjonalizmu. Pierwszy prezydent Chorwacji ma w każdym chorwackim mieście pomnik, ma place i ulice nazwane jego imieniem, jego pamięć jest otoczona czcią. Póki żył (zmarł w 1999 r.) i póki przy władzy była nacjonalistyczna HDZ, Zagrzeb nawet nie spoglądał w stronę Brukseli. Tudźman wyznawał ideę obrony tożsamości małych państw przed dominacją mocarstw. Dopiero zwycięstwo wyborcze umiarkowanej lewicowo-liberalnej koalicji oraz objęcie fotela prezydenta przez dwóch kolejnych proeuropejskich polityków Stjepana Mesicia i Ivo Josipovicia pozwoliły na demokratyzację kraju i rozpoczęcie starań o zbliżenie z Unią.

 

Przeszłość jeszcze raz dopadła Chorwację w 2003 r., kiedy do władzy wróciła nacjonalistyczna partia HDZ. Tempo negocjacji z Unią gwałtownie spadło. Nowy rząd w Zagrzebiu od początku jawnie bojkotował wezwania Międzynarodowego Trybunału ds. Zbrodni w byłej Jugosławii, który domagał się przekazania do Hagi gen. Ante Gotoviny, oskarżanego o zbrodnie wojenne popełnione na Serbach. Ten były naczelnik armii chorwackiej jest wciąż ulubieńcem wielu Chorwatów, a jego niemal boski mit budowano właśnie za czasów prezydentury Tudźmana. Generał uchodzi za architekta nieregularnych granic współczesnej Chorwacji, dla której odwojował Krainę, wyrzucając 200 tys. mieszkających tam Serbów.

Z powodu Gotoviny na Zagrzeb posypały się zarzuty, że chroni zbrodniarzy wojennych. W relacjach z Brukselą zapanował chłód, który przeszedł w mróz, kiedy w 2005 r. ujęto generała, a następnie osądzono i skazano na 24 lata więzienia. Poparcie dla starań o członkostwo spadło wówczas drastycznie – w przeprowadzonym w 2011 r. referendum stowarzyszeniowym wzięło udział zaledwie 40 proc. Chorwatów. Nawet ówczesna premier kraju Jadranka Kosor publicznie oświadczyła, że jej rząd nie akceptuje wyroku w sprawie Gotoviny. Przeciwnicy Unii demonstrowali pod hasłem „precz z kolejnym B”: był Becz (po węgiersku Wiedeń), Belgrad, teraz nie chcemy zależności od Brukseli.

Kiedy po apelacji w listopadzie 2012 r. Trybunał uniewinnił Gotovinę, w Chorwacji pojawiły się opinie, że ujęcie i skazanie generała były zwykłą farsą, umożliwiającą podpisanie traktatu stowarzyszeniowego. Uniewinnienie Gotoviny stało się dla Chorwatów symbolicznym zamknięciem przeszłości – w Zagrzebiu uzanano to za ostateczny dowód, że na początku lat 90. kraj miał prawo się bronić, skoro został zaatakowany przez jugosłowiańskie wojska federalne.

Ratunek z Brukseli

O ile jednak prowadzony na obczyźnie proces Gotoviny o mało nie wybił Chorwatom z głowy członkostwa w Unii, o tyle korupcja ich własnych krajowych polityków sprawiła, że słupki poparcia dla akcesji znów poszybowały do góry. W listopadzie 2012 r. sąd w Zagrzebiu skazał na 10 lat więzienia byłego prawicowego premiera Ivo Sanadera. Udowodniono mu m.in. przyjęcie łapówek od węgierskiego koncernu naftowego MOL oraz od austriackiego banku, któremu umożliwił wejście na chorwacki rynek. Wiele z tych lewych pieniędzy trafiło później na tajne fundusze partyjne.

Sanader, który przez wiele miesięcy prowadził rozmowy stowarzyszeniowe z Brukselą, w końcu uciekł z kraju, był ścigany listem gończym. Ucieczka jednak się nie udała. Proces i wyrok skazujący przyjęto w Chorwacji niemal z entuzjazmem. Żaden inny polityk tak głęboko nie rozczarował Chorwatów – Sanader miał być drugim Franjo Tudźmanem. Gdy jego przestępstwa zaczęły wychodzić na jaw, zaufanie Chorwatów do własnych polityków drastycznie spadło. Ale równocześnie wzrosło poparcie dla integracji: Unia stała się nadzieją na normalność.

Pod presją Brukseli, która zagroziła Chorwacji opóźnieniem akcesji, następczyni Sanadera premier Kosor wydała wojnę korupcji. Na ławę oskarżonych trafiło kilku innych prominentnych polityków. Dla wielu Chorwatów taka zewnętrzna presja to jedyny sposób na uleczenie krajowej polityki, szczególnie jeśli w efekcie miałaby ona doprowadzić Chorwację do członkostwa w Unii.

Sąsiedzki szantaż

Ostatnią przeszkodą na tej drodze może okazać się bratnia republika z czasów Jugosławii. Słowenia, która weszła do Unii wraz z Polską w 2004 r., nie poczuwa się do jugosłowiańskiej solidarności i przez wiele miesięcy blokowała negocjacje, nie mogąc się porozumieć z Zagrzebiem w kwestii sporu granicznego w zatoce Piran. Chorwacja odrzucała kompromis, a spór trafił do międzynarodowego arbitrażu.

Konflikt terytorialny ostatecznie polubownie zażegnano, ale w stosunkach Chorwacji ze Słowenią zaiskrzył jeszcze jeden problem – tym razem chodzi o zagraniczne depozyty jeszcze z czasów jugosłowiańskich – ok. 700 mln euro, które Słowenia ma być winna Chorwacji. Zagrzeb twierdzi, że jest w stanie zapomnieć o odsetkach, jeśli Lublana w ciągu 30 lat odda kwotę podstawową. Ale Słowenia też ma kłopoty budżetowe i drży o każdy grosz. Rozwiązania wciąż brak, a tymczasem do ratyfikacji traktatu akcesyjnego potrzebne jest poparcie dwóch trzecich głosów w słoweńskim parlamencie. Traktat muszą ratyfikować wszystkie państwa członkowskie, a Słowenia zapowiada, że nie ustąpi.

 

Z punktu widzenia stosunków międzysąsiedzkich byłoby to jednak fatalne posunięcie Lublany, bo wielu Chorwatów liczy, że akcesja rozwiąże wszystkie problemy ich kraju. Deszcz pieniędzy z Unii ma – według nich – zaradzić takim bolączkom, jak krach w służbie zdrowia czy wysokie bezrobocie. Ma też rozkręcić chorwacką gospodarkę – od czterech lat spada tu PKB. W kraju nie ma żadnej branży, która mogłaby stać się lokomotywą przemian. Nawet rolnictwo, potężne w czasach Jugosławii, jest dziś w kryzysie i Chorwacja musi importować żywność. To z kolei ogranicza rozwój turystyki, która jest w tej chwili sztandarowym sektorem gospodarki i źródłem stabilnych dochodów. W rezultacie kraj wciąż się zadłuża, więc Chorwacji bardzo zależy, żeby lipcowy termin akcesji został dotrzymany. Wówczas skorzystałaby jeszcze z obecnej, wciąż szczodrej perspektywy budżetowej Unii.

Chorwacja na zachętę

Zagrzeb 1 lipca może zatriumfować – wejście do Unii będzie dla Chorwatów symbolicznym zamknięciem rozpadu Jugosławii. To poczucie nadchodzącego sukcesu przejawia się choćby w nagłym, niezwykle serdecznym ożywieniu kontaktów z Czarnogórą. Zagrzeb wyraźnie chce pełnić funkcję nauczyciela i dzielić się z sąsiadem doświadczeniami, jakie zdobył negocjując z Brukselą. Jest w tym obietnica otwarcia drogi do Unii dla Podgoricy, po trosze też wymierzona przeciwko regionalnej dominacji Belgradu, który na europejskie salony przebija się z większym trudem. Gdzieś w tle łatwo znaleźć odwieczny konflikt i rywalizację z Serbią o przywództwo w regionie.

Na nowym, europejskim poziomie Chorwacja nie będzie odgrywać tak wielkiej roli, ale w procesie stabilizacji Bałkanów jej przyszłe członkostwo może mieć znaczenie – będzie zachętą dla innych państw bałkańskich, że i one mogą wyrwać się z niespokojnej przeszłości.

 

Rebublika Chorwacji

Ludność: 4,6 mln

Powierzchnia: 56,5 tys. km2 (nieco mniej niż Litwa)

Stolica: Zagrzeb (779 tys. mieszkańców)

PKB: 62,5 mld dol. (Polska – 514,5 mld dol.)

PKB na osobę: 14 180 dol. (64 proc. średniej unijnej; Polska – 13 463 dol.)

Całkowita długość granic: 7817 km (Polska – 3511 km)

Dane ekonomiczne: Bank Światowy; za 2011 r.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Gasiłem getto. Świadectwo człowieka, który w czasie powstania w getcie pracował jako polski strażak

Któregoś dnia widziałem tak potworne wydarzenie, że prawie zemdlałem.

Janusz Ostrowski
04.11.2009
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną