Unia i uchodźcy: Jeśli padną Niemcy, padnie Europa
Najważniejsi unijni politycy ostrzegają, że z powodu kryzysu uchodźczego Unii grozi rozpad. Kluczem do zrozumienia wagi zagrożenia jest sytuacja w Berlinie.
Tumblr

„Ten kryzys, któremu musimy stawić czoło wszyscy jako społeczeństwo, jako społeczność, to największe wyzwanie na przestrzeni ostatnich dekad. Nie mam wątpliwości, że to wyzwanie zmieni Unię” – ogłosił pod koniec października szef Rady Europejskiej Donald Tusk. Według najwyższych rangą unijnych polityków kryzys uchodźczy jest dla Unii większym wyzwaniem niż targający nią do niedawna kryzys finansowy czy wiszące nad Grecją widmo bankructwa.

Z perspektywy Warszawy i polskiej debaty publicznej słowa Tuska wydają się przesadzone. Kryzys uchodźczy ujawnił co prawda pokłady ksenofobii w polskim społeczeństwie, ale nie zagraża przecież fundamentom integracji europejskiej. Skąd więc obawy Tuska i innych najważniejszych polityków o przyszłość Unii?

Po pierwsze – zaskoczenie. W teorii Unia na kryzys uchodźczy powinna być przygotowana. Europa ma jedne z najsprawniejszych służb na świecie, ogromne zaplecze finansowe i funkcjonujące od dawna przepisy określające zasady przyjmowania uchodźców. Wojna domowa w Syrii trwa od czterech lat. Pojawienie się uchodźców nie powinno być dla Unii wyzwaniem.

W praktyce służby unijnych państw nie są w stanie kontrolować granic zewnętrznych. Ani tym bardziej rejestrować wszystkich przybywających do Europy, co jest podstawą do ewentualnych dalszych działań relokacyjnych. Nie do końca nawet wiadomo, ilu uchodźców do Unii dotarło. ONZ twierdzi, że od początku roku do Europy przybyło ok. 700 tys. uchodźców. Niemiecka policja federalna wyliczyła, że tylko we wrześniu i październiku do Niemiec przyjechało 600 tys. osób. Berlin spodziewa się, że w całym 2015 r. uchodźców przyjedzie nawet ponad milion. Dodatkowo brakuje pieniędzy w Światowym Programie Żywnościowym ONZ, z którego finansowane są posiłki dla uchodźców.

Po drugie – kryzys uchodźczy uderza w Unię w chwili słabości. Przez ostatnie lata Bruksela i najważniejsze unijne stolice były zajęte przede wszystkim walką z kryzysem finansowym. O ile Unii nie zagraża już wybuch kolejnej fali kryzysu, a finanse państw zostały w dużej mierze uporządkowane, to sytuacja gospodarcza w wielu państwach jest nadal fatalna. Południe Europy jest zajęte walką z bezrobociem i nie weźmie na siebie dodatkowego ciężaru związanego z pomocą uchodźcom.

Unijnym liderem w pomocy uchodźcom nie będzie też Paryż. Partyjne sondaże dają przewagę ultraprawicowemu Frontowi Narodowemu, a osłabiony socjaldemokratyczny prezydent François Hollande szykuje się już do starcia z liderką Frontu Marine Le Pen w wyborach prezydenckich w 2017 r.

Niewiele Bruksela oczekuje także od Londynu. Premier David Cameron wygrał wybory m.in. na obietnicach zmniejszenia migracji na Wyspy i zajęty jest głównie repatriacją uprawnień z Brukseli tzw. Brexitem. O ile Londyn na pewno pomoże uchodźcom, to nie będzie liderem unijnej integracji.

Po trzecie – kryzys uderza prosto w Berlin. Przez ostatnie lata to Niemcy brały na siebie odpowiedzialność za kształt Unii i napędzały wszystkie projekty prointegracyjne. Kanclerz Angela Merkel musiała balansować na granicy – z jednej strony nie chciała dopuścić do rozpadu strefy euro, z drugiej musiała przekonywać Niemców, że kolejne transze pomocy finansowe dla Greków nie zostaną przejedzone. W wyborach w 2013 r. partia Merkel wyraźnie wygrała wybory, ale na scenie politycznej pojawiły się pierwsze od II wojny światowej znaczące ugrupowania sceptycznie nastawione do integracji europejskiej – Alternatywa dla Niemiec i społeczny ruch przeciwny islamizacji PEGIDA.

Kryzys uchodźczy, inaczej niż kryzys finansowy, z całą siłą uderzył w jedno państwo – Niemcy. Zdecydowana większość osób przybywających do Europy zdąża właśnie do Niemiec. A Berlin, zmęczony kryzysem finansowym, nie jest w stanie wziąć na siebie kolejnego uderzenia. Notowania Merkel spadają, a stosunki pomiędzy siostrzanymi partiami CDU i CSU są według niemieckich mediów najgorsze od lat 70. To dlatego w Berlinie pojawiają się pomysły, by zawiesić członkostwo przepuszczającej uchodźców bez rejestracji Grecji czy wprowadzenia obowiązkowych kwot podziału uchodźców pomiędzy unijne państwa. Jeśli w ramach koalicji z socjaldemokratyczną SPD nie dojdzie do porozumienia, jak traktować przybyłych do Niemiec uchodźców, Berlin może czekać polityczne trzęsienie ziemi. Z odejściem kanclerz Merkel włącznie. A bez silnych Niemiec rozwiązanie targających Unią kryzysów będzie prawie niemożliwe.

Dodatkowo kryzys uchodźczy przywołuje najgorsze wspomnienia lat 90. na Bałkanach. Gdy Serbia i Chorwacja kierują na swoje granice wojska, w Brukseli muszą pojawić się obawy o stabilność regionu. Jeśli Unia zamknie granice, na Bałkanach zagotuje się i powrócą upiory sprzed dwóch dekad.

W sytuacji osłabienia Niemiec rosną oczekiwania wobec Polski, by odciążyła sąsiada i wzięła odpowiedzialność za Unię. Rząd PiS wywalczył większość i nie musi się oglądać na inne partie. Jeśli rzeczywiście polskiej prawicy zależy na Unii Europejskiej, musi okazać solidarność z państwami Zachodu. Inaczej Unii grozi katastrofa.

Trzeba pamiętać, że przyjęcie uchodźców nie będzie nas nic kosztować. Za każdego przyjętego uchodźcę Unia płaci twardą gotówką. Nie grozi nam też, jak obawiają się niektórzy, islamizacja Polski. Uchodźcy boją się dokładnie tego samego co my – terroru Państwa Islamskiego.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną