Świat

Nowa kubańska konstytucja cementuje stary porządek

Kuba ma nową konstytucję. Kuba ma nową konstytucję. Enric Fradera / Flickr CC by 2.0
Zapisy o poszerzeniu własności prywatnej, ochronie przed dyskryminacją i walce ze skutkami zmian klimatycznych to tylko fasadowe zmiany. Komunistyczna dyktatura zachowa pełnię władzy.

Jak wszystko na Kubie od czasów zwycięstwa rewolucjonistów w 1959 r. – wejście w życie nowej ustawy zasadniczej niesie ogromny ładunek symboliczny. Oficjalna proklamacja zaplanowana została na 10 kwietnia, czyli rocznicę powołania pierwszego zgromadzenia parlamentarnego w historii niepodległego państwa kubańskiego w 1869 r. Wtedy właśnie, w trakcie wojny o uniezależnienie się od hiszpańskiej dominacji kolonialnej, Carlos Manuel de Céspedes, prawnik i ideologiczny przywódca ruchu niepodległościowego, został powołany na pierwszego prezydenta Kuby. W 150. rocznicę tych wydarzeń kubańscy parlamentarzyści przyjmą nową konstytucję. Skala zmian, które przyniesie, będzie jednak nieporównywalnie mniejsza niż wydarzenia z drugiej połowy XIX w.

Nowa konstytucja Kuby, ale stary porządek

Wprawdzie władze w Hawanie robią wszystko, by przedstawić obywatelom dokument jako zalążek nowego porządku na wyspie, jednak zapowiedziane innowacje są w dużej mierze fasadowe, nie dotykają esencji komunistycznego ustroju. Jej treść ostatecznie ustalono 22 grudnia ubiegłego roku. Wcześniej przez cztery miesiące (od sierpnia do listopada) swoje pomysły zgłaszać mogli sami Kubańczycy, dyskutujący o reformie w Komitetach Obrony Rewolucji (CDR), czyli podstawowych jednostkach partyjnych.

Elity polityczne zadbały, by konstytucja miała – przynajmniej na pierwszy rzut oka – silną legitymizację społeczną. W przeprowadzonym 24 lutego referendum aż 86,5 proc. obywateli wyraziło aprobatę dla nowej ustawy zasadniczej. W liczbach bezwzględnych oznacza to ponad 7 mln głosów poparcia. W praktyce partnerstwo władzy ze społeczeństwem było czystą fikcją.

Na LGBT w konstytucji za wcześnie

Znana blogerka i działaczka opozycyjna Yoani Sanchez zwracała uwagę m.in. na usunięcie ze wstępnego tekstu konstytucji jeszcze w grudniu zapisu o równości małżeństw par homo- i heteroseksualnych. Proponowany przez obrońców praw mniejszości seksualnych zapis oryginalnie definiował małżeństwo w konstytucji jako „związek dwóch osób o takich samych prawach i obowiązkach”. Ostatecznie sformułowano je jako unię między kobietą i mężczyzną. Oficjalne uzasadnienie dla zmiany wskazywało jako przyczynę społeczne niezadowolenie. Opisujący małżeństwo artykuł 68. był najczęściej i najgoręcej dyskutowany, a Kubańczycy mieli podobno złożyć na poziomie CDR-ów ponad 192 tys. komentarzy w związku z tym zapisem. Obrońcy praw człowieka zwracają uwagę, że wpisanie praw osób LGBT do konstytucji to przełom, na który komunistyczne państwo nie jest gotowe. Choć na Kubie kwitnie dziś seksturystyka (również, a może przede wszystkim homoseksualna), otwarta manifestacja związków jednopłciowych nie jest tolerowana przez wciąż wyznaczającą normy społeczne partyjną elitę.

Podobnie figuratywną rolę odegra najpewniej wprowadzenie nieistniejącego od 1976 r. w kubańskim ustroju urzędu premiera. Z jednej strony ma on, przynajmniej na papierze, dzielić się władzą z prezydentem, jednak opis jego kompetencji zawarty w konstytucji wskazuje, że szef rządu może szybko zamienić się w kompletnie bierną figurę, automatycznie zatwierdzającą wszystkie decyzje głowy państwa. Podobnie ma się sprawa z decentralizacją władzy. Nowa konstytucja zakłada zastąpienie szefów partyjnych komitetów regionalnych gubernatorami prowincji. Ci drudzy i tak będą mogli być wybierani jedynie spośród członków partii komunistycznej, więc zmiana dotyczyć będzie tylko terminologii w urzędach.

Czytaj także: Kubańczycy mają już swoją pierestrojkę. Odkrywają uroki kapitalizmu

Wszystko w rękach partii

Sama partia będzie nadal jedyną legalną strukturą polityczną na wyspie. Co prawda nowa ustawa zakłada reformę ordynacji wyborczej i możliwość głosowania na przedstawionych kandydatów. Znów jednak zmienia to niewiele, bo o urząd publiczny na Kubie dalej będą mogli ubiegać się tylko zarejestrowani członkowie partii. Legalna, choćby nawet najwęższa opozycja pozostaje marzeniem.

Praktycznie tożsamy z partią parlament też nie stanie się miejscem debaty, a jedynie bezkrytycznego przegłosowywania rządowych pomysłów. Jedyne, co nowa konstytucja naprawdę może przynieść, to dawno niewidzianą na Kubie walkę o władzę na najwyższym szczeblu. Od 10 kwietnia obowiązuje limit dwóch pięcioletnich kadencji dla przewodniczącego rady państwa, czyli prezydenta.

To zmiana dość radykalna, bo czyni niemożliwą powtórkę z trwających ponad pięć dekad rządów Fidela Castro. Sprawujący tę funkcję obecnie Miguel Díaz-Canel z pewnością nie dorównuje charyzmie ojcu kubańskiej rewolucji, innych polityków podobnego kalibru też na wyspie nie widać. W Hawanie spekuluje się jednak, że kolejnym z rodu Castro, który spróbuje sił na najwyższym stanowisku w państwie, będzie syn Raula Alejandro, w tej chwili szefujący radzie bezpieczeństwa narodowego. Gdyby kiedykolwiek został szefem rady państwa, ciężko wyobrazić sobie radykalny sprzeciw wobec decyzji dziedzica najważniejszej rewolucyjnej rodziny na Kubie.

Dla obywateli Kuby – bez realnych zmian

Znaczące zmiany pojawią się jedynie w aspektach gospodarczych. Po raz pierwszy od 1959 r. pojawi się zapis o możliwości prowadzenia prywatnej działalności gospodarczej i zakładania małych kooperatyw produkcyjnych, niezależnych od dużego przemysłu i państwowej administracji. Ma to zachęcić Kubańczyków do jeszcze skuteczniejszego zarabiania na coraz liczniejszych na wyspie turystach. W konstytucji znalazły się również zapisy o równości płci, ochronie przed dyskryminacją ze względu na kolor skóry i, co ciekawe, obowiązku walki ze skutkami globalnego ocieplenia. W ramach tego ostatniego podpunktu władze zobowiązują się wprowadzić nowe, funkcjonujące na większą skalę programy wczesnego ostrzegania i zapobiegania katastrofom naturalnym, jak huragany i powodzie.

Twarde jądro kubańskiego komunizmu pozostaje jednak nietknięte. Przy całkowitym partyjnym monopolu, kontroli internetu i zwalczaniu jakiegokolwiek pluralizmu opinii najpopularniejsza nawet konstytucja nie wprowadzi realnej zmiany w życiu obywateli.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Niezwykły film o Tonym Haliku

Nowy film przypomina postać Tony’ego Halika – polskiego podróżnika, honorowego „białego Indianina”, nieustraszonego reportera, który realizm magiczny uprawiał w życiu i pracy.

Aneta Kyzioł
18.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną