Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Śmierć wizjonera. Kissinger potrafił dostrzec zmiany, zanim nadchodziły

Henry Kissinger Henry Kissinger Leszek Zych / Polityka
Przypisywano mu moc sprawczą wojen wywoływania i kończenia. 29 listopada, w wieku ponad 100 lat, zmarł Henry Kissinger.

Jeśli ktoś chce zabłysnąć wiedzą o polityce światowej w internecie, prasie albo telewizji, to cytuje Henry’ego Kissingera i odmienia słowo „geopolityka” przez wszystkie przypadki. A jeśli naprawdę lubi udawać zwolennika „Realpolitik”, czyli specyficznej teorii o pragmatyce stosunków międzynarodowych, to mówi o „odwróconym Kissingerze”. To na dowód wiedzy o roli amerykańskiego dyplomaty w kształtowaniu relacji chińsko-amerykańsko-rosyjskich w latach 70. i jej aplikacji do stanu obecnego. Za to Kissinger w wersji mniej lub bardziej lewicowej to oczywiście „krwawy zbrodniarz wojenny”, któremu lewica światowa zapamiętała bombardowania Kambodży podczas wojny wietnamskiej. Dla wyznawców wiary w spiski to Wielki Manipulator spoza lewicy i prawicy, który wykorzystał swoją pozycję do osadzania w Białym Domu i sterowania prezydentami Nixonem i Fordem. To on prawdziwie rządził Ameryką – globalnym imperium.

29 listopada, w wieku ponad stu lat, zmarł Henry Kissinger. Amerykański profesor, sekretarz stanu, doradca prezydentów, laureat Nobla, amerykański Żyd, uciekinier z Niemiec, XX-wieczne wcielenie Nicoli Machiavellego: przypisywano mu moc sprawczą wojen wywoływania i kończenia. Autor, którego książki o historii dyplomacji, Chinach albo biografiach światowych przywódców po prostu trzeba mieć na domowej półce. Do końca długiego życia dyplomata: podróżujący po świecie na konferencje i wystąpienia, zgaszonym w ostatnich latach głosem wypowiadający krótkie już zdania i opinie, słuchany z najwyższą rewerencją. Albo nienawiścią.

Kissinger o największych przywódcach: „Tacy ludzie do władzy już nie dochodzą”

Sierżant Kissinger

Nawet dogłębna lektura jego skomplikowanego i bogatego życiorysu nie oddaje sensu mitu, jaki stworzono wokół postaci Kissingera (a może sam go stworzył?). Urodził się 27 maja 1923 r. w Niemczech, skąd jego niemiecko-żydowska rodzina w obawie przed antysemityzmem uciekła do Ameryki w ostatnim momencie przed Zagładą, w 1938 r. Zapamiętał dobrze dzieciństwo z chwil, kiedy zakradał się na stadion piłkarski, by obserwować zakazane dla Żydów przez hitlerowskie władze mecze.

Za to kiedy został sekretarzem stanu, żądał, aby amerykańska ambasada, w której akurat gościł, otrzymywała telegramem wyniki meczów drużyny z jego rodzinnego Fürth. Z Edwardem Gierkiem, I sekretarzem PZPR, wykłócał się o przebieg „meczu na wodzie” Polska–Niemcy podczas mistrzostw w 1974 r. Udało mu się ściągnąć do grania w klubie amerykańskim samego Pelego. A kiedy Salwador starł się z Hondurasem w krótkotrwałej wojnie w 1969 r., dyplomaci zainteresowali Kissingera jej przebiegiem, mówiąc, że to „wojna futbolowa”. Kissinger miał odpowiedzieć: „interesuje mnie wszystko, co zaczyna się od piłki nożnej”.

Z samymi Niemcami młody Kissinger walczył za to w wojnie realnej, jako sierżant kontrwywiadu wojskowego w końcówce II wojny światowej. Dzięki znajomości niemieckiego pełnił funkcje okupacyjnego burmistrza miasta Krefeld, gdzie w kilka dni udało mu się stworzyć sprawnie działającą miejscową administrację. Ścigał zbrodniarzy wojennych i oficerów gestapo, otrzymał za to Brązową Gwiazdę, a zaraz po wojnie rozpoczął karierę akademicką – jako wykładowca szkoły wywiadu europejskiego dowództwa sił połączonych USA.

W latach 50. był już naukowcem od spraw międzynarodowych pełną gębą – na Harvardzie i innych prestiżowych uniwersytetach. Tytuły jego prac naukowych i dysertacji doktorskich zdefiniowały późniejszą rolę Kissingera w polityce zagranicznej. „Znaczenie Historii: refleksje o Spenglerze, Toynbee i Kancie” albo „Studium cech męża stanu: Castelreagh i Metternich” dały początek studiom Kissignera nad XIX-wieczną rywalizacją wielkich potęg, teorią równowagi albo rozważaniom o „legitymizacji władzy”. Dla Kissingera koncept sprawiedliwości w polityce zagranicznej się nie liczył, dla zachowania pokoju ważne dla niego jest jedynie zrozumienie, jak mogą działać międzynarodowe porozumienia. A działają tylko wtedy, kiedy są sumą zgód wielkich potęg. Później, jako dyplomata i polityk, wcielał w życie swoje teorie, mocno trącące darwinizmem wyniesionym z poziomu biologii do poziomu państw.

Z Richardem Nixonem związał się w końcówce lat 60. najpierw jako doradca w kampanii wyborczej jego przeciwnika w prawyborach republikańskich Nelsona Rockefellera. Kiedy to Nixon wygrał prawybory, pełen ambicji Kissinger odszedł od Rockefellera i związał się z kampanią przyszłego prezydenta. W 1969 r. zajął swoje pierwsze ważne stanowisko rządowe – doradcy prezydenta ds. bezpieczeństwa. W 1973 r. został szefem departamentu stanu i na tym stanowisku pozostał po rezygnacji Nixona z prezydentury po aferze Watergate. Współpracował z Geraldem Fordem do 1977 r. Nie sposób opisać jego wszystkich aktywności dyplomatycznych, wystarczy powiedzieć, że zajmował się wojną w Wietnamie, a pokojowego Nobla otrzymał wspólnie z wietnamskim ministrem Le Duć Tho za chwilowe powstrzymanie bombardowań Hanoi (Tho nie przyjął nagrody). Wspierał pakistańskiego dyktatora Jahiję Khana w wojnie z Indiami w 1971, oskarżanego o masakry ludności w Bangladeszu, co ostatecznie doprowadziło do podziału Pakistanu. Był jednoznacznie i oczywiście proizraelski w wojnie z Palestyńczykami. Wyrażał się z rezerwą o rozszerzeniu NATO w latach 90., a Ukrainę przed wojną identyfikował jako państwo w sferze wpływów Rosji. O tej postawie Kissingera jeszcze za chwilę.

Ostatnim stanowiskiem rządowym, jakie zajmował, było przewodniczenie narodowej komisji ds. zbadania ataków terrorystycznych 11 września 2001 r. Po zakończeniu jej prac Kissinger był już wyłącznie międzynarodowym „autorytetem”. I to dobrze opłacanym przez rządy, fundacje i konferencje, na których występował jako człowiek, jaki miał wywrzeć największy wpływ na politykę całego globu. Założył w 1982 r. w Nowym Jorku firmę konsultingową Kissinger Associates, Inc. – na tyle wpływową i zamożną, że kiedyś pozwała Kongres USA za próbę ujawnienia jej klientów. Publicznie dostępne informacje mówią o bogatych sponsorach i partnerach Kissingera: Coca Coli, Daewoo, American Express, Blackstone Group i Heinza. W USA tego rodzaju działalność budzi zazdrość i podziw, zresztą w zarządzie zasiadają byli sekretarze generalni NATO, szefowie CIA i generałowie. Mniej zaszczytnym partnerem były za to państwa Azji Centralnej albo afrykańskie, próbujące używać jego autorytetu do przykrywania naruszeń praw człowieka.

Kissinger dla „Polityki”: Nie zaczynać, kiedy nie wiadomo, jak skończyć

Chiński manewr Kissingera

Najbardziej kontrowersyjnym partnerem Kissingera były na pewno Chiny, państwo, z którym jego nazwisko jest natychmiast kojarzone, jeśli czyta się o polityce globalnej drugiej połowy XX w. Kissinger w ostatnich dekadach dość otwarcie lobbował na rzecz chińskich interesów w Waszyngtonie, kiedy namawiał George’a Busha Sr do łagodnej reakcji na masakrę studentów przez władze w Pekinie na pl. Tiananmen albo przekonywał Donalda Trumpa do odmówienia spotkania Dalajlamie. Za każdym razem, kiedy prasa przywoływała późniejsze „szemrane” interesy Kissingera z Chinami, przytaczano jego dyplomatyczny „tour de force” z lipca 1971 r. Wtedy podczas utrzymywanej w tajemnicy wizyty Kissinger spotkał się z premierem Zhou Enlai, zaciekłym ideologicznym wrogiem USA, którego jednak zdołał przekonać do nawiązania relacji z Waszyngtonem i spotkania z Nixonem. Ceną okazała się później sprawa Tajwanu: Zhou naciskał na to, by Stany Zjednoczone zamroziły relacje ze zbuntowaną po wojnie wyspą. Po kilkunastogodzinnym pobycie w Pekinie Kissinger wysłał Nixonowi depeszę: „Eureka!”.

Rozpoczęła się w ten sposób era odprężenia w relacjach amerykańsko-chińskich. Wizyta prezydenta USA w Pekinie i spotkanie Nixona z Zhou w 1972 przeszło do historii jako pierwszy pivot azjatycki: normalizacja relacji dyplomatycznych między Stanami i Chinami, które w ten sposób rozpoczęły długi marsz do obecnej wielkości politycznej. Symbolicznie potwierdziło go spotkanie Nixona ze starym i schorowanym Mao Tse Tungiem. Lata 70. to również stopniowa autonomizacja polityki Chin wobec Związku Radzieckiego, co często określano jako „manewr Kissingera”: osłabienie ZSRR przez spowodowanie oddalenia Pekinu i Moskwy.

Nazwisko Kissingera i Nixona na trwale związało się z pojęciem „polityki jednych Chin”, czyli uznawania przez Waszyngton, a później inne państwa Zachodu, że to Pekin reprezentuje Chiny, a Tajwan pozostaje dyplomatycznym niedopowiedzeniem. Utrzymuje się ona od lat 70., a przed kilkoma tygodniami potwierdził ją prezydent Joe Biden podczas spotkania z prezydentem Xi Jinpingiem w San Francisco.

Choć tak naprawdę „manewr Kissingera” był właściwie manewrem Nixona. Przyszły prezydent wyłożył swoją strategię nowych relacji z Pekinem jeszcze w czasie kampanii wyborczej w 1968 r. Chodziło mu o to, by wykorzystać pogarszające się wówczas relacje sowiecko-chińskie do osłabienia ich wspólnego wsparcia dla broniącego się przed inwazją amerykańską Wietnamu. Warto też dodać, że była to próba nieudana – wojna wietnamska tak naprawdę się wówczas rozpędzała, a zakończył ją dopiero następca Nixona Gerald Ford. Kissinger w tej wersji historii jawi się jako sprawny i aktywny dyplomata, ale nie wizjoner – strategię zbliżenia z Chinami wymyślił Nixon, a Kissinger tylko za nią podążał.

Ale „manewr Kissingera” pozostał. Jako symbol jego przebiegłości, strategicznej wizji i przenikliwości cytowany jest zwłaszcza obecnie, kiedy nieudani geopolitycy i guru z YouTube’a rozmyślają o możliwym „odwróconym Kissingerze”. Czyli sytuacji, kiedy to obecna, putinowska Rosja miałaby zerwać relacje z Chinami i pójść z Zachodem na konfrontację z rosnącym w siłę azjatyckim mocarstwem. W 2019 r. takie pomysły – niedorzeczne, trzeba zaznaczyć – snuł np. Emanuel Macron, który w słynnym wywiadzie dla „The Economist” pouczał rosyjskiego dyktatora o korzyściach sojuszu z Zachodem i słabości Rosji wobec agresywnych Chin.

Czytaj też: Pasjonująca biografia Kissingera

Dziedzictwo

Powiedzieć, że zmarły wczoraj Henry Kissinger był postacią kontrowersyjną, to powiedzieć niewiele o jego znaczeniu. Najlepiej powiedzieć o nim, że znają go wszyscy, a on znał wszystkich – to oddaje najlepiej jego rolę widza i sprawcy w dyplomacji amerykańskiej i międzynarodowej. Współuczestniczył w historii XX w. osobiście i kształtował relacje personalne z liderami i między liderami, na których następnie budowana była polityka międzynarodowa. Pozostanie symbolem dyplomacji uprawianej osobiście, w salonie, w ukryciu i realizującym interesy państwa amerykańskiego bez względu na „collateral damage”, czyli koszty ponoszone przez cywilów na skutek uprawiania przez USA i w ogóle przez mocarstwa ich „geopolityki”. Zgodnie ze szkołą realizmu Kissinger zdawał się odmawiać mniejszym państwom istotności w starciu z mocarstwami, może poza Izraelem. Reakcje na jego śmierć wiele mówią o dziedzictwie dyplomaty: tzw. poważne media zamieszczają jego solenne profile i pokazują kontrowersje mu towarzyszące, zawsze podkreślając przebiegłość i służbę Ameryce. Media społecznościowe za to eksplodowały radością i przypominaniem jego rzekomo złowrogiej roli w historii. Powaga zmieszała się ze ściekiem.

Pisał arcyciekawe książki. Ostatnia ważna z 2022 r., czyli „Przywództwo: sześć studiów ze światowej polityki” (jeszcze nie ukazała się po polsku), jest fascynującym portretem sześciu ludzi: Konrada Adenauera, Charles’a de Gaulle’a, Richarda Nixona, Anwara Sadata, Lee Kuan Ewa i Margaret Thatcher w szczycie ich karier, pokazującym, że wielkość w polityce jest funkcją konsekwencji, osobistych aspiracji oraz wielkich idei przy dobrej koniunkturze i odrobinie przypadku. Ale przede jest autoportretem samego Kissingera, który opisując swoje perypetie z tą szóstką wielkich ludzi, próbuje pokazać własną wielkość.

Dla mnie osobiście cenną umiejętnością Kissingera było dostrzeganie zmiany, zanim ona nadejdzie. Przestrzegał przed sztuczną inteligencją. Mówił o klimacie. Ostatnio natomiast ten przeciwnik rozszerzenia NATO, w przeszłości zwolennik dania Rosji tego, co jej należne, powiedział, że Ukraina wejdzie do NATO i Rosja nic na to nie poradzi. I takim wizjonerskim dyplomatą wychodzącym z ukrycia salonu go zapamiętam.

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Wydania specjalne

Przybywa dzieci, które nie chcą żyć

O problemach psychicznych najmłodszych opowiada Lucyna Kicińska z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Joanna Cieśla
09.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną