Nepalczycy położą kres monarchii

Mao na wysokości
10 latach partyzantki maoiści zostaną największą siłą polityczną w nowej republice położonej w najwyższych górach świata.
Towarzysz Prachandra, przywódca maoistów, monarchii mówi: dość!
Bimal Gautam/BEW

Towarzysz Prachandra, przywódca maoistów, monarchii mówi: dość!

W tym tygodniu Nepalczycy walnie zagłosowali za nowym składem zgromadzenia narodowego, które prawdopodobnie położy kres 238-letniej instytucji monarchii. Wstępne wyniki wskazują, że po 10 latach partyzantki maoiści zostaną największą siłą polityczną w nowej republice położonej w najwyższych górach świata.

Naród nepalski podejmuje rewolucyjną decyzję

Nepalczycy potwierdzili jasno, że chcą kontynuacji przemian, które w kwietniu 2006 roku zmusiły króla Gyanendrę do oddania władzy. Nowe zgromadzenie ma zmienić konstytucję, obalić monarchię, ustanowić republikę i wprowadzić system wielopartyjny.

Towarzysz Prachandra, przywódca maoistów, niegdyś nieosiągalny partyzant ukrywający się w lasach, teraz filmowany jest podczas wrzucania głosu do urny wyborczej. "Kiedy to ostatni raz słyszano o przywódcy rebeliantów, który złożył broń i postawił krzyżyk na karcie do głosowania?", dziwi się starszy Nepalczyk, oglądający wydarzenie w telewizji. "Mam nadzieję, że to się dzieje naprawdę...".

W górzystych północnych okręgach ludzie wiele kilometrów szli piechotą, żeby zagłosować w epokowych wyborach. W Katmandu, stolicy Nepalu, kolejki wyborcze były długie jeszcze późnym popołudniem, donosi korespondent indyjskiego The Thelegraph. Odnotowano pewne niepokoje, ale nigdzie na skalę, jakiej się obawiano. Cztery osoby zginęły i kilkanaście zostało rannych przy próbach przejęcia punktów wyborczych, ale incydenty miały niewielki wpływ na powszechny entuzjazm wyborców, donosi gazeta. W przeddzień wyborów wielu uważało, że należy użyć armii do pilnowania porządku i bezpieczeństwa; okazało się to zbędne.

Tymczasem trwa liczenie głosów. Na ostateczne wyniki trzeba będzie poczekać, bo większość okręgów wyborczych jest odosobniona i trudno dostępna.

Zasługi chińskiej medycyny

Wielu obserwatorów jest zaskoczonych obrotem spraw. "Żeby wygrać wybory, maoiści obiecywali ziemię biedakom i zmarginalizowanym grupom, prowadzili szeroko zakrojoną kampanię zastraszania", wylicza Kanak Mani Dixit, redaktor magazynu informacyjnego Himal. "Myślałem, że zdobędą góra 12 miejsc, ale ich nie doceniłem".

Mimo podpisania porozumienia pokojowego w 2006 roku i złożenia broni pod nadzorem ONZ, zastraszanie, grabieże i wymuszenia pozostają w arsenale maoistycznych środków, szczególnie dając się we znaki klasie średniej, pisze korespondent The Guardian. Maoiści zajęli się też egzotycznym przemytem: czerwone drewno sandałowe szmuglowane z Indii przez Tybet do Chin, czy warty miliony dolarów rodzaj grzyba używany w chińskiej medycynie, to m.in. źródła ich nielegalnych dochodów. Do sfrustrowanych należą też organizacje ochrony przyrody, niezadowolone z napływu nowej niewykwalifikowanej kadry wywodzącej się z szeregów maoistów. Obserwatorzy przewidują kolejne problemy, jeśli maoiści zaczną wcielać swoich żołnierzy w szeregi regularnej armii.

Eksperci twierdzą, że zdecydowana wygrana maoistów grozi destabilizacją regionu. W swoim manifeście nawołują bowiem do rozwiązania wszystkich głównych umów międzynarodowych, szczególnie tych zawartych z New Delhi, i do zaprzestania rekrutacji nepalskich Gurkhów, najemnych żołnierzy, do indyjskiej i brytyjskiej armii.

Dwa lata po tym, jak maoiści zrezygnowali z wojny partyzanckiej i weszli do polityki, nadal figurują na amerykańskiej liście organizacji terrorystycznych. Można się jednak spodziewać pewnych poprawek, skoro były prezydent amerykański Jimmy Carter, obecny w Nepalu w charakterze międzynarodowego obserwatora, pochwalił wybory i naród nepalski za rewolucyjne decyzje: "Byłem obecny przy 70 różnych wyborach, ale nigdy jeszcze nie widziałem takich jak te. Dzisiejsze wydarzenie całkowicie zmieni skład nepalskiego rządu".

Usunąć króla, posprzątać śmieci

Maoiści są jedyną siłą, która ma zamiar zająć się reformami społecznymi oczekiwanymi przez sporą część Nepalczyków. Nominowali większą ilość kandydatów wywodzących się z tradycyjnie ignorowanych grup społecznych niż jakakolwiek inna partia - na ich listach wyborczych znalazły się kobiety, nietykalni i przedstawiciele mniejszości etnicznych. Pozostałe dwie partie - Kongres Nepalski i Komunistyczna Partia Nepalu UML - nie są nawet w części tak reprezentatywne, a w swoich manifestach nie wychodzą poza deklarację usunięcia króla. Wyborcy już przyzwyczaili się do ciągle tych samych twarzy w polityce i niezmiennej korupcji, tak jak przyzwyczaili się do śmieci gnijących na ulicach i przerw w dostawach wody i elektryczności.

Czy maoiści podążą tą samą drogą co inne partie polityczne? Jak będą zachowywać się u władzy? "Nie jestem pewien, co partie polityczne zrobią w nowej sytuacji, wiele razy już zawodziły ludzi", martwi się emerytowany nepalski dyplomata. "Ale przesłanie wyborców jest donośne - chcą zmiany".

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj