szukaj
Wojciech Smarzowski o „Wołyniu” (cz. 1): Opowiedziałem tę historię uczciwie
„To był mój najtrudniejszy film. Bardzo ostrożnie podchodziłem do tego tematu. Jak na siebie – bardzo ostrożnie” – opowiada POLITYCE Wojciech Smarzowski.
Kadr z filmu „Wołyń”
Krzysztof Wiktor/mat. pr.

Kadr z filmu „Wołyń”

Film, który nakręcił Wojciech Smarzowski, wdarł się z impetem w polsko-ukraińskie stosunki. I narobił w nich zamieszania. 

Zaczyna się sielankowo, niemal jak film folklorystyczny. Polska Helena wychodzi za mąż za Ukraińca Wasyla, cała wieś bawi się na weselu. Ale to wesele nie jest takie wesołe, jak mogłoby się w pierwszej chwili wydawać. Młodzi się kochają, lecz oblubienica z żalem będzie opuszczać dom rodzinny, by przenieść się w strony męża (pojawi się ponownie dopiero w zakończeniu filmu). Jej młodsza siostra Zosia dowie się, że nie wyjdzie za ukochanego sąsiada, ukraińskiego chłopca, lecz za bogatego polskiego wdowca, miejscowego Borynę, też zresztą Macieja, tylko że Skibę. Który ustala właśnie szczegóły majątkowych transakcji z przyszłym teściem. Morgi ważniejsze niż miłość. To Zosia (świetna rola studentki warszawskiej Akademii Teatralnej Michaliny Łabacz) zostanie główną bohaterką filmu, lecz na razie jeszcze o tym nie wie.

„Wołyń” na DVD od 29 marca do kupienia z POLITYKĄ. Reżyser Wojciech Smarzowski opowiada nam, jaki przyświecał mu cel, kiedy zajął się tą historią, jakie miał problemy na planie i jak się czuje jako twórca kinematografii narodowej (o ile rzeczywiście nim jest):

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj