Papież przyjął na audiencji prezydenta Białorusi. To pierwsza wizyta Łukaszenki na Zachodzie od 5 lat
Weekend nad Tybrem
Papież Franciszek przyjął na audiencji prezydenta Białorusi z synem Kolą. Rozmowa była przyjazna i trwała dwadzieścia minut. Pytanie, jakie będą jej rezultaty.
Flickr CC by 2.0

Aleksandr Łukaszenka przybył do Watykanu trochę w roli gołąbka pokoju. Taką właśnie kreację prezydent Białorusi przyjął na siebie w czasie narastającego konfliktu zbrojnego na Ukrainie. To, że w Mińsku odbyły się rozmowy pokojowe, że przyjęto zaproszenie Łukaszenki do białoruskiej stolicy, gdzie Zachód spotkał się ze Wschodem, już było sukcesem prezydenta.

Białoruś była wówczas jeszcze objęta sankcjami za spacyfikowanie kontrkandydatów Saszy w wyborach prezydenckich 2010 r. On tymczasem pełnił honory pana domu, witał Angelę Merkel i ściskał dłoń Françoisa Hollande’a. I robił wiele, żeby rozmowy się udały.

Warto też przypomnieć, że nie poparł aneksji Krymu. I że wyrażał się krytycznie o wojnie w Donbasie. No i nie nazywał przy każdej okazji polityków z Kijowa faszystami. Może to niewiele, ale w systemie zależności od Rosji, w jakim funkcjonuje Białoruś, to bardzo dużo. A podczas Konkursu Eurowizji, przed tygodniem, Mińsk wiedząc o niezadowoleniu Moskwy, głosował na piosenkę z Kijowa. To już prawie wybicie się na niepodległość.

Po ubiegłorocznych wyborach prezydenckich, które Łukaszenka oczywiście wygrał, sankcje wobec Białorusi praktycznie zdjęto w lutym tego roku, pozostawiając jedynie embargo na handel bronią. Sam prezydent zresztą okazał się prawdziwym demokratą i wypuścił wcześniej z łagrów więźniów politycznych. Choć nadal mówi się chętnie, że jest ostatnim dyktatorem Europy.

Papież Franciszek, który zawsze stara się dostrzec więcej, dostrzegł najwyraźniej w prezydencie Białorusi osobę, która może odgrywać czy odegrać pozytywną rolę w zaprowadzaniu pokoju w Donbasie. Zwłaszcza że Franciszek mówi o wojnie na Ukrainie często i z przekonaniem, że należy ją zakończyć, że dość już ofiar przyniosła. I że zadaniem chrześcijańskich kościołów, katolickiego i prawosławnego, jest szerzyć pokój i miłosierdzie.

Wojna tymczasem trwa, do Doniecka ani do Moskwy nie trafiają słowa papieża. Cerkiew patriarchatu moskiewskiego, silna w Donbasie, nie zrobiła nic, by pokój powrócił. Być może dyplomacja watykańska ma nadzieję, że Łukaszenka, który zawsze przejawiał wielkie ambicje, potrafi znaleźć jakąś drogę na Kreml. Bo jedynie Kreml i Władimir Putin mogą zdecydować, jak potoczą się dalej losy porozumień mińskich, czy uda się je docisnąć do końca.

Z Kijowa znów płyną doniesienia o wzmożonym ruchu rosyjskich wojsk przy granicy Ukrainy, co nie służy spokojowi. A w Kijowie demonstruje nacjonalistyczna prawica przeciwko wyborom samorządowym w Donbasie i autonomii dla zbuntowanej części kraju. Nie zanosi się na łatwy pokój. Ale widać Franciszek nie traci nadziei, wręczył Łukaszence medalion z wizerunkiem gałązki oliwnej i życzył, żeby Mińsk był miastem pokoju. Może znów spotka się tu Wschód z Zachodem.

Łukaszenka zaprosił papieża na Białoruś. To już drugie zaproszenie kierowane do Stolicy Apostolskiej, papież Benedykt też je otrzymał, ale nie zdążył skorzystać. Czy Franciszek uda się do Mińska, tego nie wiadomo. Moskiewski Kościół z pewnością by sobie tego nie życzył. Ale kto wie, kościół prawosławny na Białorusi nie jest tak silny jak choćby na Ukrainie, a obie konfesje żyją w miarę przyjaźnie. Oficjalnie obchodzi się i jedne, i drugie święta.

W Kijowie, przed wizytą Jana Pawła II na Ukrainie, cerkiew moskiewska demonstrowała jak przeciwko wizycie szatana. Białorusini są z natury spokojni i nieskorzy do wojowania. Dla Łukaszenki tymczasem taka wizyta byłaby wielką sprawą, pokazałaby Białoruś jako kraj liberalny i tolerancyjny. Łukaszenka tego potrzebuje.

Sytuacja ekonomiczna Białorusi jest niezmiennie trudna, zależność od Moskwy wielka, w każdej dziedzinie gospodarki. Prezydent szuka pieniędzy, bo pozorna stabilność kraju może się łatwo skończyć. W izolacji nie jest łatwo i prezydent tego doświadcza. Nie chce jednak zrezygnować ze swojego przywiązania do autorytarnych rządów. Jest tak, że ani on, ani Białorusini nie chcieliby wybierać między Rosją i Zachodem. Prezydent dąży do tego, żeby i Moskwa, i Bruksela ujrzały Białoruś jako samodzielnego gracza.

Podczas podróży do Włoch Łukaszenkę gościł także prezydent kraju Sergio Matarella. Włochy nie są entuzjastycznie nastawione do przedłużenia sankcji wobec Rosji, a termin decyzji, jaką musi podjąć Bruksela, zbliża się nieuchronnie. Czy tym razem Łukaszenka był posłańcem Putina i próbował przekonać Sergio Matarella, że najwyższy czas odpuścić Putinowi? Wykluczyć tego nie można.

Swoją drogą Łukaszenka nieustannie mnie zadziwia i objawia talenty całkiem niespodziewane. Jak wówczas, kiedy witał się z Merkel w swoim słynnym pałacu republiki, jakby nic się nie stało, jakby Białoruś należała do grona najbliższych przyjaciół Berlina.

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj