Recenzja książki: Bartosz Żurawiecki, „Primadonna. Biografia Bogusława Kaczyńskiego”
Dziś, kiedy nazwisko Kaczyński kojarzy nam się jednoznacznie, niewielu osobom mówi coś w zestawieniu z imieniem Bogusław.
Dziś, kiedy nazwisko Kaczyński kojarzy nam się jednoznacznie, niewielu osobom mówi coś w zestawieniu z imieniem Bogusław.
Kto by nie chciał ożywić własnych wspomnień, zwykle zniekształconych przez emocje i czas?
Miłośnicy Brunettiego i Wenecji będą jednak i tym razem zadowoleni: mamy tu zarówno koloryt lokalny z jego jakże aktualnymi zmianami, jak i przestępstwa na wielką skalę.
Powstało coś w rodzaju coffee table book, bogato ilustrowanego albumu, który dobrze nadaje się na prezent, ładnie wygląda na stoliku, ale nie wprowadza mitu na nowe tory.
Kolejna książka noblistki Annie Ernaux potwierdza, że mamy do czynienia z literaturą bezkompromisową.
Powstanie tej książki było tylko kwestią czasu. To poniekąd ciąg dalszy świetnego „Bieżeństwa 1915”, opowieści o uciekinierach z Białostocczyzny czasów Wielkiej Wojny.
Mimo trudnych pojęć – takich jak konfluencja, rekursywność czy skala lidyjska – książka jest bardzo przystępna w lekturze.
W skromnej książeczce Chambers zdołała poruszyć naprawdę wiele wątków: od refleksji na temat sensu istnienia, po zmiany zachodzące w środowisku, społeczeństwie, a nawet języku.
Wspaniała, wyczulona opowieść, w której najistotniejsze okazują się sceny z codzienności, spacerowanie, chodzenie dla samego chodzenia. Patrzenie i słuchanie bywa szczęściem.
Ta książka, nagradzana w Niemczech i Szwajcarii, jest bezkompromisowa fabularnie i formalnie.
Bohaterowie są – w oczach świata – nieco ekstrawaganccy, bo wymykają się szufladkom, schematom i diagnozom. Chutnik wydobywa ich z cienia.
Były policjant po przejściach, rozwiedziony, w biurze trzyma zawsze butelkę whisky i w trakcie śledztwa co jakiś czas dostaje od kogoś po głowie. Brzmi znajomo?
Te opowiadania wymagają uwagi, czasem jedno zdanie może nas nakierować na jakieś zaskakujące odkrycie.
Autorka „Mapy” i „Czarnego hetmana” tym razem opowiada nam historię alternatywną rozgrywającą się w latach 80. i 90. w Krakowie i we wsi podkrakowskiej.
Wyciąganie niedokończonych opowiadań i niepublikowanych fragmentów powieści z szuflady zmarłego pisarza budzi etyczne wątpliwości, a efekty rzadko są satysfakcjonujące.
Ta książka to hołd dla niewidzianych i niesłyszanych. Ma potężną siłę rażenia.
Dużo tu elementów, jak na niewielką w sumie powieść, ale wszystko jest poukładane z głową.
Dostajemy powieść, od której trudno się oderwać, płynącą spokojnym rytmem, ale też pełną zapierających dech opisów.
Dostaliśmy książkę szczerą do bólu, która dla jednych będzie dobrą okazją do wyzwolenia własnych wspomnień, a inni mogą ją potraktować jako cenne świadectwo historii.
Czuć niesmak, niepokój, a jednocześnie nie można się oderwać.