Historia

Narodziny z gwiazdą

Boskie narodziny z przeszłości: zawsze w niezwykłych okolicznościach

Egipcjanka w altance porodowej wspomagana przez boginie akuszerki, światynia w Dendrze, okres ptolemejski. Egipcjanka w altance porodowej wspomagana przez boginie akuszerki, światynia w Dendrze, okres ptolemejski. Batrosz Głowacki / Materiały prywatne
Niezwykłe wydarzenia zawsze towarzyszyły narodzinom niezwykłych ludzi. Ci zwyczajni rodzili się w bólu, w strachu przed zauroczeniem, demonami i boginkami.
Pierwsze cesarskie cięcie, które przeżyła również kobieta, wykonał w 1622 r. niemiecki chirurg Jeremias Trautmann. Ilustracja z XVII w.Forum Pierwsze cesarskie cięcie, które przeżyła również kobieta, wykonał w 1622 r. niemiecki chirurg Jeremias Trautmann. Ilustracja z XVII w.
Bogini Tlazolteotl. Realistyczne przedstawienia narodzin znane są z kultur Ameryki prekolumbijskiej.EAST NEWS Bogini Tlazolteotl. Realistyczne przedstawienia narodzin znane są z kultur Ameryki prekolumbijskiej.
Rodząca na miniaturze średniowiecznej.EAST NEWS Rodząca na miniaturze średniowiecznej.

Artykuł w wersji audio

[Artykuł został opublikowany w POLITYCE w grudniu 2011 r.]

Narodziny to motyw tak uniwersalny jak śmierć, która jest ich konsekwencją. Niemal wszystkie mity i legendy odwołują się do tego wydarzenia. Nie ma też religii bez narodzin bogów. Czasami jest to zdawkowa informacja o przyjściu na świat, innym razem towarzyszą temu wydarzeniu niezwykłe okoliczności – poród jest długi i bolesny, dziecko bardzo duże, potrafi mówić lub szybko rośnie, trzęsie się ziemia, wybuchają wulkany, szaleją burze. Narodziny Jezusa też były wyjątkowe. Syn Boga urodził się w stajence, w Ewangelii św. Łukasza anioł ogłosił pasterzom radosną wiadomość, a u św. Mateusza – nad Betlejem zabłysła gwiazda, dowód boskości niemowlęcia i drogowskaz dla trzech mędrców.

Związane z narodzinami bogów zjawisko pojawienia się mocy pod postacią sacrum miało na celu podkreślenie ich wyjątkowości. Niezwykłe narodziny mieli również ci ludzie, którym bliżej było do świata duchów i bogów, tacy jak szamani i władcy. – Za niezwykłe uważało się np. narodziny z pozostałościami błony płodowej na głowie (w czepku urodzony), dzieci z zębami lub znamionami – mówi prof. Andrzej Szyjewski, antropolog religii z Uniwersytetu Jagiellońskiego. To, czy znaki tłumaczono na korzyść, czy jako wadę dziecka, zależało od kultury. Zdarzało się, że wielkim osobom dorabiano zmitologizowaną historię ich narodzin.

Tak było już w starożytnym Egipcie, gdzie boskim pochodzeniem tłumaczyło się nieograniczoną władzę królów. W świątyni w Deir el-Bahari zachował się opis spłodzenia królowej Hatszepsut przez boga Amona, który przybrał postać jej ojca. Narodzona w królewskiej rodzinie córka Amona nie była zwykłą dziewczynką, gdyż nosząc sztuczną brodę i męski fartuszek mogła być traktowana jak mężczyzna. Miało to legitymizować władzę kobiety. – Dziś swoje wyjątkowe porody opisują celebrytki – mówi historyk dr Katarzyna Stańczak-Wiślicz z Instytutu Badań Literackich PAN. – To wyróżnia je z tłumu, podkreśla ich wyjątkowość, przede wszystkim zaś dowodzi, że sfera ciąży i porodu do dziś jest zmitologizowana i pełna magii.

Mity o stworzeniu świata

Ponieważ w mitach o stworzeniu świata bogami-kreatorami bywali mężczyźni, kosmogoniczne narodziny nie mogły być konwencjonalne. Akt kreacji dokonuje się poprzez masturbację, wyplucie, złożenie kosmicznego jaja, co stanowi próbę opisania za pomocą paradoksów niepoddającej się opisowi rzeczywistości. – Najbardziej zintelektualizowaną wersją powstania Wszechświata jest stworzenie go za pomocą myśli. U Dogonów bóg Amma pojawia się w momencie, gdy sam siebie wymyśla. Pierwotna kreacja następuje na poziomie mentalnym, potem ma swój materialny odpowiednik, jakim jest energia słowa. Zresztą biblijne „na początku było Słowo” jest metaforą w wielu religiach – podkreśla prof. Szyjewski.

W życiu zdolność kreacji to przywilej kobiet, co wzbudzało zazdrość mężczyzn. U Aborygenów objawiała się tym, że mężczyźni kradli należące do kobiet przedmioty, zabraniali im chodzić w miejsca, gdzie odprawiali obrzędy, a w trakcie inicjacji dokonywali rytualnego nacięcia prącia, wywołującego tzw. męską menstruację.

Kluczem do zrozumienia rytuałów związanych z kobietą ciężarną i narodzinami jest postrzeganie jej jako zawieszonej między dwoma światami. Ciężarna nosi w sobie „chaos początku i niezwykłość zaświatów” – pisze Anna Zadrożyńska w książce „Powtarzać czas początku” – to czyni ją nieczystą i niebezpieczną. Na polskich wsiach wierzono, że płód wysysa życie z otoczenia, zabraniano więc ciężarnej chodzić po polach, zbliżać się do młodych zwierząt i dzieci czy czerpać wodę. Kobieta musiała też przestrzegać wielu reguł, by szczęśliwie powić zdrowe dziecko. Wierzono, że płód nabiera cech charakteru i wyglądu z otoczenia, dlatego musiała unikać „zapatrzenia się” i czynności utrudniających rozwiązanie (jak przechodzenie przez płoty). Poród nie był jedynie czynnością fizjologiczną, pojawieniu się nowego życia musiała towarzyszyć magia i bogowie.

Egipcjanki składały ofiary bogini Hathor, Izydzie, Besowi oraz opiekunce porodów żabiogłowej Heket, której przydomek brzmiał: Ta, Która Przyspiesza Poród. Dobrze było, gdy położnica miała przy sobie Węzeł Izydy, czyli magiczny znak w kształcie tamponu tamującego krwawienia. Ponieważ nie w każdej religii istniały stosowne boginie akuszerki, o pomoc proszono rozliczne boginie i bogów płodności. Często w trakcie samego porodu dbanie o magiczną oprawę cedowano na osoby pomagające rodzącej.

W społecznościach tradycyjnych poród był dla mężczyzn tabu, więc rzadko w nim uczestniczyli. Wyjątek stanowili szamani. Obecność ojców zależała od przekonania, czy większą rolę w powstawaniu życia ma pierwiastek męski czy żeński. Kultura decydowała też, czy kobieta rodziła w domu, czy poza nim, zawsze jednak chodziło o wyodrębnienie sakralnej przestrzeni, w której rodząca będzie bezpieczna. Tam gdzie poród był wydarzeniem społecznym, brało w nim udział wiele osób. Gdy wymagał maksymalnej intymności, kobieta rodziła sama.

Poród musiał boleć

Mało jest przekazów mówiących, że ból porodowy stanowił problem. – W społecznościach indiańskich, tak jak mężczyzna miał być odpornym na ból wojownikiem, kobieta była wojowniczką w trakcie porodu. Aztekowie twierdzili, że niebo kobiet zmarłych przy porodzie znajduje się obok nieba mężczyzn poległych w boju – zaznacza prof. Szyjewski. Anna Wądołowska, doktorantka w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM w Poznaniu, która prowadziła badania w Meksyku wśród Indian Tarasków, podkreśla, że tamtejszym kobietom do dziś nie wypada krzyczeć w trakcie porodu. – Zdarzało się, że gdy trafiały do szpitala – którego zresztą bardzo się boją ze względu na niebezpieczeństwo zauroczenia dziecka i ograniczające ich płodność cesarskie ciecie – nie okazują bólu, nawet gdy dochodzi do tak bolesnych powikłań jak pęknięcie macicy.

Inaczej w kulturze judeochrześcijańskiej, gdzie kobieta cierpi za karę i sama jest sobie winna, gdy umiera w trakcie porodu. W polskiej kulturze ludowej ciężki poród uważano za skutek niewierności, a rodząca powinna okazywać ból. – Jeśli była cicho, to znaczyło, że coś jest z nią nie tak – mówi dr Stańczak-Wiślicz. – Ból porodowy był przecież bólem uświęconym, a krzyk moraliści interpretowali jako wołanie o wybaczenie za grzech Ewy. Dlatego też o bólu, który pewnie niektóre zabiegi babek uśmierzały, mało się mówiło.

We współczesnej debacie zwolennicy naturalnych porodów nie przywołują argumentu bólu porodowego jako kary za grzechy. Mówi się o nim jako integralnym elemencie porodu, sygnalizującym kolejne jego etapy, podkreślając, że pozwala kobiecie odkryć własną cielesność i siłę. – Tymczasem wszystko zależy od opowieści o porodzie, w jakiej wyrosłyśmy, ta zaś osadzona jest w kulturze – mówi antropolog kultury dr Magdalena Radkowska-Walkowicz z Uniwersytetu Warszawskiego. – Dla jednych ból porodu może być wyzwolicielski, dla innych traumatyczny. Moja znajoma, jeszcze długo po ciężkim porodzie, przejęzyczała się i zamiast poród mówiła pogrzeb. Skojarzenie to nie jest przypadkowe, w wielu kulturach niektóre z obrzędów porodowych przypominały przygotowanie do śmierci, nic dziwnego, skoro śmiertelność okołoporodowa kobiet i dzieci aż do XX w. była bardzo wysoka.

Natomiast płacz noworodka był zawsze znakiem zdrowia i przychylności bogów. Po porodzie rytualnie zakopywano łożysko, a odciętą pępowinę chowano na szczęście. Duże znaczenie miała pierwsza kąpiel dziecka (łączona np. z tzw. chrztem z wody) i wzięcie go na ręce przez ojca, który w ten sposób akceptował je jako swojego potomka. Jeśli narodziny traktować jako obrzęd przejścia, mający zmienić status człowieka, to zgodnie z trójpodziałem etnografa francuskiego Arnolda van Gennepa, fazą wyłączenia ze społeczności poprzez rytualne zakazy i nakazy byłaby ciąża, fazą zawieszenia między dwoma światami – poród, a fazą włączenia do społeczności – chrzest dziecka i wywód. Wywodem nazywano rytualne oczyszczenie kobiety w kościele, która skalana ciążą i porodem przeszła okres koniecznego oczyszczenia w domu. Połóg trwał od 6 dni do kilku tygodni (u Żydów było rozróżnienie – matka syna uznawana była za nieczystą 30 dni, matka dziewczynki dwa razy dłużej) i wszędzie położnica musiała pozostawać w izolacji. Te usankcjonowane religijnie regulacje miały też bardziej przyziemne powody – matce po prostu należał się odpoczynek, a ponieważ śmierć noworodka i kobiety w połogu były nagminne, czekano z chrztem i wywodem do momentu, aż minie zagrożenie.

Jak wyglądał poród przed wiekami

Filmowa wizja kobiety rodzącej na łożu, dla której akuszerka przygotowuje gorącą wodę i białe prześcieradła, nie jest prawdziwa chociażby dlatego, że z istnienia bakterii zdawano sobie sprawę dopiero od połowy XIX w. Ale z zachowanych tekstów wynika, że w cywilizacjach wysoko rozwiniętych i wśród zamożnych warstw wiedza medyczna o porodzie nie była taka mała. Już egipscy lekarze podchodzili do rodzącej w sposób naukowy, co wiemy z papirusów medycznych, ale prawdziwym rewolucjonistą był żyjący na przełomie I i II w. rzymski lekarz położnik Soranus z Efezu. Jego traktat położniczy czytano jeszcze w XVI w. – to on pierwszy walczył z zabobonami, farmakologicznie łagodził ból i sugerował szkolenie położnych. Według niego, ciężarna powinna się oszczędzać i nie pić alkoholu. Zgodnie z panującymi standardami, radził rodzić na siedząco lub w pozycji kucznej, przyjęcie pozycji leżącej sugerował kobietom osłabionym długim porodem.

W starożytności i średniowieczu używano specjalnych krzeseł porodowych. W egipskich tekstach pojawia się określenie „rodzić na cegłach”. Taką konstrukcję, która mogła być rodzajem podpórki dla rodzącej, znaleźli w 2001 r. archeolodzy amerykańscy w jednej z rezydencji koło Abydos sprzed ok. 4 tys. lat. Dokumenty wspominają też o altankach porodowych, a zatem Egipcjanki nie zawsze rodziły w domu. Starożytnym nieobce były też zabiegi chirurgiczne. Ponieważ Rzymianom prawo nakazywało wyciągnąć z łona zmarłej położnicy płód, to im przypisuje się wymyślenie cesarskiego cięcia. (Nazwa ta pochodzi od łac. caedere – ciąć, a dzieci w ten sposób narodzone zwano caesones). Pierwsze cesarskie cięcie, które przeżyła również kobieta, wykonał w 1622 r. niemiecki chirurg Jeremias Trautmann. Zabieg ten stał się bezpieczny dopiero w XX w., wraz rozwojem nowoczesnych technik chirurgicznych, zrozumieniem aseptyki i pojawieniem się antybiotyków.

Równie długą historię mają narzędzia używane przez lekarzy do wyciągania dziecka z ciała matki drogą naturalną. I tu ich stosowanie kończyło się zazwyczaj uszkodzeniem płodu i śmiercią matki. Kleszcze o anatomicznym kształcie, które pomagały położnikowi odebrać zdrowe dziecko, wymyślili chirurdzy z rodziny Chamberlain. Jako hugenoci wyemigrowali z Francji do Anglii w 1569 r., gdzie rozniosło się, że dysponują instrumentem pomagającym urodzić zdrowe dziecko mimo komplikacji. Chamberlainowie stali się nadwornymi lekarzami brytyjskich królów. Rodzina długo trzymała swój sekret w tajemnicy. Udoskonalone kleszcze chirurgiczne stały się powszechniejsze na Zachodzie dopiero na przełomie XVIII i XIX w.

Nawet jeśli Soranus nie kazał rodzącym leżeć, wraz z postępującą medykalizacją mężczyźni lekarze dla wygody coraz częściej kładli rodzące na łóżkach. Nienaturalna i utrudniająca poród pozycja leżąca zaczęła być kojarzona z porodem. – Może na odejście od pozycji kucznej miało też wpływ skojarzenie z defekacją. Od średniowiecza coraz bardziej oddalamy się od tego co fizjologiczne. Może i dlatego dziś o porodzie milczymy lub też zamykamy go w opowieści o cudzie narodzin albo usiłujemy nadać mu – na tyle, na ile to w ogóle możliwe – estetyczną oprawę – zastanawia się dr Radkowska-Walkowicz. Pozycja leżąca i szpital to dziś dwa główne zarzuty w debacie o przywróceniu naturalnego porodu.

Dlaczego poród w domu?

W chrześcijańskiej Polsce jeszcze na początku XX w. na wsiach rodząca odmawiała różaniec, a jednocześnie bała się, że zaświatowe demony i boginki zaszkodzą dziecku. Tradycja utrzymywała się tak długo, bo zmaskulinizowany Kościół pozostawił tę dziwną strefę, zawieszoną między dwoma światami, na barkach babek. Przełomem stało się dopiero oświecenie. Pierwsze szpitale i szkoły położnicze pojawiły się w latach 70. XVIII w. najpierw na wschodzie (Lwów, Siemiatycze, Białystok), a potem w Krakowie i Warszawie (1802 r.). – W szkołach babienia, bo tak nazywano wówczas położnictwo, lekarze uczyli akuszerki, jak odbierać poród. Równocześnie pojawiły się podręczniki, np. „Sztuka babienia”, w których potępiano wszystko, co robiły babki, każdą wykonywaną przez nie czynność nazywając przesądem, oskarżając je o dręczenie rodzących i dzieciobójstwo. Tymczasem niektóre z ich metod, np. zioła czy masaże, chociaż miały magiczne zaplecze, mogły pomagać rodzącym – mówi dr Stańczak-Wiślicz.

Choć w miastach zakładano szpitale położnicze, bogaczki i tak rodziły w domach w asyście wynajętych lekarzy, a na wsiach nadal porody odbierały babki. Do szpitali trafiały najczęściej biedne i schorowane prostytutki oraz robotnice. Nic dziwnego, że na początku śmiertelność dzieci i kobiet, zabijanych przez gorączkę połogową, wywołaną chorobą brudnych rąk, była w szpitalach bardzo wysoka. – Wyjątkowo mało położnic (7,5 proc.) umierało w warszawskim szpitalu, gdyż jego założyciel i szef Ignacy Fijałkowski zalecał personelowi generalne ochędóstwo. Ale mimo że w okresie międzywojennym zaczęły powstawać eleganckie kliniki położnicze, aż do lat 50. XX w. panowało przekonanie, że poród w szpitalu jest bardziej ryzykowny – podkreśla dr Stańczak-Wiślicz.

Teraz, po kilkudziesięciu latach medykalizacji, pojawił się silny nurt powrotu do natury, a co za tym idzie, porodów w domach. Często wiąże się on z poszukiwaniem mistycznej strony narodzin. Tylko czy my ją rzeczywiście zgubiliśmy? – Poród to nadal wydarzenie nieokiełznane, niepoddające się całkowitej kontroli i planowaniu, w swojej istocie antynowoczesne. Nawet cesarskie cięcie nie rozwiązuje problemów, i tak musimy mierzyć się z naszą fizjologią – tłumaczy dr Radkowska-Walkowicz. Nadal też hołdujemy starym przesądom – niczego ciężarnym nie odmawiamy, z lęku przed ich tajemną siłą nie patrzymy w ogień, bojąc się, że na ciele dziecka zostanie czerwona plamka, i wiążemy czerwone wstążeczki na wózkach, chroniące przed złym okiem. – Stare przesądy są zastępowane przez nowe, chociażby takie, które mówią o tym, że kobiety ciężarne nie powinny farbować włosów czy jeść niektórych potraw. Co prawda, mają one znacznie częściej medyczne uzasadnienie, ale w dużym stopniu są to takie same przesądy jak wcześniej – mówi dr Stańczak-Wiślicz. Bo chociaż wiemy krok po kroku, jak powstaje człowiek, potrafimy nawet pomóc w tym twórczym procesie, nadal pojawienie się na świecie nowego życia, które urosło w ciele kobiety, to wydarzenie mistyczne i pełne magii. Przynajmniej dla rodziców.

Polityka 52.2011 (2839) z dnia 21.12.2011; Nauka; s. 99
Oryginalny tytuł tekstu: "Narodziny z gwiazdą"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rzeź ptaków

Co roku myśliwi zabijają około 200 tys. ptaków. Wyłącznie dla własnej rozrywki. Żadnych innych powodów polowania na ptaki nie ma.

Joanna Podgórska
05.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną