Historia

Napoleon na Malcie

Upadek zakonu joannitów

Generał Napoleon Bonaparte po zdobyciu Malty, grafika francuska z XVIII w. Generał Napoleon Bonaparte po zdobyciu Malty, grafika francuska z XVIII w. DeAgostini / Getty Images
W drodze do Egiptu przyszły cesarz Francuzów podbił dotychczas niezdobytą twierdzę joannitów.
Złota moneta z 1778 r. z wizerunkiem wielkiego mistrza joannitów Emmanuela de Rohana.DeAgostini/EAST NEWS Złota moneta z 1778 r. z wizerunkiem wielkiego mistrza joannitów Emmanuela de Rohana.

Artykuł w wersji audio

W maju 1798 r. z portu w Tulonie wypłynęła potężna, licząca blisko 500 jednostek, francuska flota. W jej skład wchodziło 300 transportowców, na których pokładach zaokrętowano 38 tys. żołnierzy, przewożono 1200 koni i 171 armat. Armią tą dowodził młody, opromieniony świetnymi zwycięstwami we Włoszech, generał Napoleon Bonaparte, a jej celem było zdobycie Egiptu. Niestety, okręty wojenne, mające osłonić wielki konwój, w większości znajdowały się w fatalnym stanie. Poza nielicznymi wyjątkami, jak flagowy liniowiec „L’Orient”, były to jednostki przestarzałe, niektóre przebywające w służbie od połowy wieku, przegniłe od morskiej wody, źle wyposażone, ze zdekompletowanymi załogami i pozbawione kompetentnych oficerów na skutek rewolucyjnego zapału jakobinów, jak i klęsk zadanych przez marynarkę brytyjską. W razie spotkania ze znaczącymi siłami brytyjskimi 13 francuskich liniowców (i 50 mniejszych okrętów) nie miało większych szans na dotarcie do Egiptu. Jednak duże angielskie eskadry, o czym wiedział Bonaparte, nie działały w tym czasie na Morzu Śródziemnym.

Ostrze egzotycznej i ryzykownej wyprawy egipskiej skierowano przeciwko Imperium Brytyjskiemu (Egipt był drogą do jego kolonii w Indiach). Anglia – jako ostatnie państwo antyfrancuskiej koalicji – wciąż walczyła z Francją. Wobec brytyjskiej przewagi na morzach musiano porzucić plan przeprowadzenia desantu na Albion. Bonaparte zaś marzył o nowych zwycięstwach, a członkowie Dyrektoriatu uznali, że należy pozbyć się z Paryża zbyt ambitnego generała.

Wyprawa egipska okazała się katastrofą francuskiej armii, choć, paradoksalnie, zarazem wielkim zwycięstwem Bonapartego (Napoleon, porzuciwszy swoją armię, udał się w rok później do Paryża, gdzie na drodze zamachu stanu objął funkcję pierwszego konsula). Innym, niezamierzonym skutkiem ekspedycji stał się gwałtowny rozwój archeologii i egiptologii, a to dzięki podjętej przez Bonapartego decyzji o zabraniu ze sobą uczonych i stworzeniu przez nich monumentalnego, 12-tomowego dzieła „Opisanie Egiptu”.

Zanim jednak do tego doszło, francuska flota musiała zdobyć dogodną bazę dla swoich działań na Morzu Śródziemnym. Oczywisty wybór padł na Maltę, niewielki, ale strategicznie położony archipelag, z którego można kontrolować wody Cieśniny Sycylijskiej, a więc komunikację pomiędzy wschodnią a zachodnią częścią Morza Śródziemnego.

Malta od pierwszej połowy XVI w. była siedzibą i główną kwaterą rycerzy św. Jana, zwanych też joannitami, szpitalnikami czy kawalerami maltańskimi. Zakon, powołany w pierwszej połowie XII w., po upadku państwa krzyżowców przeniósł się na wyspę Rodos, a po jej zdobyciu przez Turków (1522 r.) – na Maltę, oddaną im w lenno przez Karola V, króla Hiszpanii i cesarza rzymskiego. Już w okresie rodyjskim rycerze stali się specjalistami od prowadzenia wojny morskiej. Nieustannie zwalczali muzułmańskich piratów, choć sami również nie stronili od korsarstwa. Oparcie dawały im twierdze, z mistrzostwem wznoszone w strategicznych punktach. Joannici zasłynęli nie tylko jako budowniczowie potężnych fortyfikacji, ale też ich nieustraszeni obrońcy. Choć już w XVI w. traktowani jako przeżytek średniowiecznego świata, nieustannie przyciągali wielkich panów z najmożniejszych i najstarszych rodzin europejskich, niejednokrotnie udowodnili też swoją wartość militarną. Ich szczytowym osiągnięciem stała się obrona Malty przed turecką inwazją podczas tzw. wielkiego oblężenia (1565 r.), gdy zaledwie kilkuset rycerzy, wspartych przez nieliczne oddziały najemników i maltańskiej milicji, odparły atak kilkudziesięciu tysięcy wyborowych osmańskich żołnierzy i marynarzy.

Finansową podstawę potęgi zakonu stanowiły dochody z komandorii rozsianych po całej Europie, od Portugalii aż po wschodnie kresy Rzeczpospolitej. Joannici, inaczej niż templariusze czy krzyżacy, byli organizacją międzynarodową (podzieloną na siedem języków: Owernii, Francji, Prowansji, Aragonii, Włoch, Niemiec i Anglii); jednak główny ton nadawali rycerze z Francji i Hiszpanii. Choć wstępując w szeregi szpitalników, wyrzekali się wszelkiej podległości narodowej i przysięgali posłuszeństwo wielkim mistrzom, to jednak polityka i wojny prowadzone między europejskimi potęgami niejednokrotnie wpływały na sytuację wewnętrzną zgromadzenia. Stało się to szczególnie widoczne po wybuchu rewolucji we Francji, do której zakon, mimo deklarowanej neutralności, odnosił się z jawną wrogością, czego najlepszym przykładem pożyczka wysokości 12 tys. liwrów, udzielona przez Emmanuela de Rohana, przedostatniego wielkiego mistrza rezydującego na Malcie, Ludwikowi XVI na sfinansowanie jego (nieudanej) ucieczki z Paryża. Rewolucyjny rząd odpowiedział konfiskatą wszystkich majątków zakonu we Francji, przez co rycerzy pozbawiono trzech piątych ich wszystkich dochodów – strata wyniosła aż 112 mln liwrów. Finanse kawalerów maltańskich znalazły się w tak opłakanym stanie, że deficyt starano się zmniejszyć poprzez m.in. wyprzedaż prywatnych klejnotów wielkiego mistrza. Dodatkowo, poza utrzymaniem floty, fortyfikacji i potężnej artylerii (liczącej ok. 1400 dział), z własnych funduszy utrzymywano cieszącą się wysokim poziomem życia, ale zupełnie niewydolną gospodarczo Maltę – jej własne zasoby nie pozwalały nawet na wyżywienie rosnącej wciąż liczby mieszkańców.

Rycerze francuscy, wbrew powtarzanej często opinii, niemal bez wyjątków zachowywali się lojalnie wobec zgromadzenia. Agent Bonapartego, wysłany z misją szpiegowską przed inwazją na Maltę, raportował, że z 200 kawalerów pochodzących z Francji rządowi rewolucyjnemu sprzyja zaledwie 15, reszta zaś jest „nieprzejednanymi rojalistami”. De Rohan, człowiek bez wątpienia dzielny i o żelaznej woli, choć częściowo sparaliżowany po wylewie, zmarł w lipcu 1797 r., w najgorszym możliwym dla zakonu momencie. Z przyczyn politycznych kolejnym wielkim mistrzem nie mógł zostać Francuz, Hiszpan ani Włoch. Kompromisem wydawał się wybór kandydata z Niemiec; niestety, jedynym wysokim niemieckim dostojnikiem, który mógł być brany pod uwagę, okazał się Ferdinand von Hompesch zu Bolheim, przez ponad 20 lat pełniący funkcję cesarskiego ambasadora na Malcie. Nie miał on jednak ani moralnych, ani intelektualnych kwalifikacji od objęcia tego stanowiska, szczególnie w tak trudnych czasach. Jego dotychczasowa kariera, głównie w dyplomacji, nauczyła go jedynie szukania kompromisów za wszelką cenę i – jak napisał biograf joannitów – „płaszczenia się przed możnymi tego świata”. Nie miał też doświadczenia wojskowego ani niezbędnej odwagi, by w chwili próby stanąć do walki czy wyznaczyć kompetentnych dowódców, choć tych w szeregach zakonu nie brakowało. Mimo że z wielu stron płynęły ostrzeżenia przed francuskim atakiem, nie podjęto żadnych działań, by przygotować twierdzę do oblężenia. Wszystko, co von Hompesch miał w tym czasie do powiedzenia, zawierało się w zdaniu: „Módlmy się, aby nas nie zaatakowano”.

Pierwsze francuskie fregaty na wodach przybrzeżnych Malty zauważono 6 czerwca 1798 r. Następnego dnia generał Desaix zażądał, by zezwolono 80 okrętom wejść do Wielkiego Portu, aby mogły uzupełnić zapasy wody. Rzecz jasna, nie chodziło o wodę, lecz o przeprowadzenie inwazji bez użycia siły. Powołana przez wielkiego mistrza rada wojenna odpowiedziała, że prawo zabrania przyjmowania więcej niż czterech obcych okrętów jednocześnie. 9 czerwca dokument przekazano Bonapartemu – generał uznał odpowiedź za doskonały pretekst do rozpoczęcia działań i oświadczył, że uznaje Vallettę za wrogie miasto. 10 czerwca rano rozpoczęła się inwazja.

Rada wojenna, infiltrowana zresztą przez przynajmniej jednego agenta francuskiego, podjęła fatalną decyzję o bezpośredniej próbie odparcia ataku. Mimo kilku, początkowo udanych, kontrataków desanty francuskie – jednym z oddziałów dowodził Józef Sułkowski, adiutant Bonapartego, awansowany przez niego do rangi brygadiera – usadowiły się na wyspach (zaatakowano również Gozo). Obrońcy wycofali się za linie Floriany (broniącej podejścia do Valletty) i Cottonery (wybudowanej na przedpolu Birgu i Sanglei). Mimo pierwszej porażki Malta, opierając się na potężnych i nowoczesnych fortyfikacjach, wciąż mogła obronić się przed najeźdźcami, tym bardziej że Bonaparte już przed rozpoczęciem oblężenia zdecydował, że w razie silnego oporu flota odpłynie do Egiptu, a admirał Nelson, zawiadomiony o francuskim ataku, mógł w każdej chwili przypłynąć z odsieczą. Zabrakło jednak ducha walki.

Obrońców osłabiały nie tylko nieudolność i kunktatorstwo dowództwa, ale też dezercje żołnierzy milicji maltańskiej. Zdarzały się przypadki buntu, a nawet mordowania oficerów-rycerzy. Do wielkiego mistrza zgłosiła się delegacja mieszkańców Valletty, by prosić go o wynegocjowanie zawieszenia broni – nieumiejący podjąć żadnej decyzji von Hompesch odesłał maltańskich notabli bez odpowiedzi. Wieczorem 11 czerwca, zaledwie po dwóch dniach walki, nie mogąc znieść ciążącej na nim odpowiedzialności, zgodził się wysłać negocjatorów mających omówić warunki ugody. Gdy ci przybyli na pokład flagowego „L’Orient”, Bonaparte po prostu podyktował im warunki kapitulacji. Von Hompesch odmówił ich przyjęcia, zgodził się jednak na wejście oddziałów francuskich do twierdz. Malta została stracona.

Bonaparte, spiesząc się do Egiptu, opuścił Maltę już 19 czerwca, pozostawiając na niej kontyngent liczący 3 tys. żołnierzy, ustanowiwszy najpierw demokratyczny ustrój i zrabowawszy doszczętnie pałac wielkiego mistrza i co znaczniejsze świątynie. Maltańczycy szybko zorientowali się w naturze francuskiego wyzwolenia, i już we wrześniu 1798 r., reagując z oburzeniem na profanację i rabowanie kościołów, rozpoczęli powstanie. Oddziały francuskie, zamknięte w Valletcie i zablokowane przez brytyjską flotę, skapitulowały po dwóch latach oblężenia.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Tabletka na HIV przyczyni się do ograniczenia nowych zakażeń?

Osobom prowadzącym ryzykowne życie seksualne marzenie o szczepionce na AIDS zastąpiła praktyka regularnego przyjmowania tabletki.

Paweł Walewski
25.06.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną