Kraj

Przed drugą turą za granicą tylko trochę lepiej

Odpowiedzialny za wybory za granicą wiceminister Piotr Wawrzyk Odpowiedzialny za wybory za granicą wiceminister Piotr Wawrzyk Hubert Mathis / Zuma Press / Forum
W wielu krajach pakiety doręczono wcześniej niż przed pierwszą turą. MSZ utworzył też dodatkowe komisje. Nadal jednak dominuje chaos i lęk, że głosy nie dotrą na czas.

O sytuacji Polaków głosujących za granicą pisaliśmy już kilkakrotnie. W drugiej turze osób zapisanych do obwodów wyborczych utworzonych przy ambasadach i konsulatach będzie więcej niż poprzednio – ponad pół miliona. Rekordowa mobilizacja Polonii, świadcząca o wadze starcia między Rafałem Trzaskowskim a Andrzejem Dudą, przytłacza placówki i MSZ, który jest formalnym organizatorem wyborów poza Polską.

Przed pierwszą turą pisaliśmy m.in. o problemach z rejestracją, niekompletnych i niedoręczonych na czas pakietach wyborczych, problemach z komunikacją na linii dyplomaci–obywatele. W kilku miejscach, jak Kuwejt, Chile czy Peru, Polacy nie mogli zagłosować, bo MSZ nie powołał komisji. O przyczyny tych i innych kontrowersyjnych decyzji wielokrotnie pytaliśmy. I choć sprawą zajmujemy się od trzech tygodni, pierwszą odpowiedź dostaliśmy dopiero dziś.

Czytaj też: Wyjeżdżasz? Nie rezygnuj z wyborów

Spóźnione pakiety przed pierwszą turą

Jest trochę lepiej. W Wielkiej Brytanii, gdzie do spisów dopisało się ponad 180 tys. osób, placówki rozpoczęły wysyłkę pakietów 1 lipca, a już 5 lipca ambasada RP w Londynie informowała na Twitterze, że rozesłała wszystkie. To znaczny postęp w porównaniu z pierwszą turą – na wysyłkę pakietów konsulowie mieli czas do 22 czerwca włącznie. Okno czasowe okazało się za małe. Wielu Polaków otrzymało karty w połowie, a nawet pod koniec tygodnia roboczego. Żeby odesłać je na czas – na Wyspach można było głosować tylko korespondencyjnie – musieli nadać najdroższe formy przesyłek, kosztujące nieraz ok. 100 funtów. Niektórzy wyborcy mówili, że otrzymawszy pakiet przed pierwszą turą relatywnie późno, odpuścili głosowanie 28 czerwca, oszczędzając pieniądze na drugą turę, ich zdaniem ważniejszą. 15 tys. wydanych kart nie wróciło do brytyjskich komisji. Zresztą część do głosujących dotarła już po 28 czerwca.

Czytaj też: Wyborczy obraz Polski

Nie wszystkie przesyłki doszły na czas

Wcześniejsza wysyłka pakietów zwiększa szansę na oddanie głosu, ale nie daje gwarancji. Jeszcze w piątek 10 lipca pisali do nas rodacy z Wysp, którzy nie otrzymali kart do głosowania. Iga nadal czeka. – Nie dodzwoniłam się do ambasady, więc napisałam maila, próbowałam się też skontaktować z pocztą – pisała w czwartek.

Dzień później była już prawie pewna, że nie zagłosuje. – Na poczcie powiedzieli, że nawet przesyłki nadane priorytetowo mogą teraz iść do siedmiu dni. W PKW z kolei usłyszałam, że gdybym teraz przyleciała do kraju, to nie mogę tu zagłosować. Jedyne, co mogę zrobić, to odnaleźć swój pakiet. Czasu miała niewiele – jej głos musi wpłynąć do ambasady do 12 lipca do godz. 21, nie może go doręczyć osobiście. Ostatecznie udało się jej odnaleźć pakiet w ostatniej chwili dzięki bezpośredniej interwencji konsulatu.

Czytaj też: Polonia idzie na frekwencyjny rekord

Hiszpania: zmiana reguł

W Hiszpanii są podobne problemy, ale sytuacja jest nawet bardziej skomplikowana, bo obowiązują inne reguły doręczania pakietów do komisji, zmienione w przerwie między pierwszą a drugą turą. 2 lipca ambasada w Madrycie informowała na Twitterze, że wszystkie 5896 kompletów wyborczych przekazano hiszpańskiej poczcie. Muszą wrócić do placówki do piątku 10 lipca, można je dostarczyć osobiście. Taką samą instrukcję podano 6 lipca.

A potem pojawiła się inna: okazało się, że na przesyłki pocztowe i kurierskie konsul będzie czekał jeszcze w sobotę i niedzielę do końca głosowania. Ale pakietów już wtedy nie da się doręczyć osobiście. W praktyce wyklucza to z głosowania tych, do których dotrą w ostatniej chwili. Hiszpańska poczta po pandemii nadal działa wolno, nawet firmy kurierskie nie dają gwarancji doręczenia przesyłki na czas. W takiej sytuacji jest m.in. pani Karolina, Polka mieszkająca w Sewilli.

Czytaj też: Ile waży zagranica?

W Barcelonie lepiej

Nie jestem w stanie zagłosować, bo pakiet jeszcze do mnie nie dotarł – mówi. – Byłam na poczcie, pytałam listonoszy, nic dla mnie nie mają. Mój przypadek nie jest niestety wyjątkiem. Mieszkam w Sevilli, jest tu spora grupa Polaków, wielu z nich jest w identycznej sytuacji – albo nie otrzymaliśmy jeszcze przesyłki, albo dostaliśmy ją np. wczoraj po południu, co w obecnych warunkach też utrudnia odesłanie jej na czas.

Znacznie łatwiej mają Polacy, którzy podlegają drugiej polskiej placówce w Hiszpanii, czyli konsulatowi w Barcelonie. Też dlatego, że sami podjęli walkę o prawa wyborcze. Sytuację w Katalonii opisuje pani Barbara, która jako społeczny kurier pomogła przed pierwszą turą dostarczyć do konsulatu 433 głosy. Podkreśla, że jej relacje z placówką i personelem dyplomatycznym były bardzo dobre.

Wiadomo, zrobiono wszystko, żeby uniemożliwić głosowanie, ale się nie daliśmy. Sam konsulat, z panią konsul na czele, zrobił, co się dało, żeby się powiodło. Narzucone terminy były jednak, krótko mówiąc, nierealne. Koperty z pakietami do pierwszej tury były wysyłane jeszcze w czasie stanu wyjątkowego w Hiszpanii i nawaliła poczta – pisze w mailu. W jej ocenie przeprowadzenie wyborów w obecnym kształcie często przekracza możliwości placówek. Pani Barbara przed drugą turą też będzie zbierać i doręczać głosy od Polaków.

Czytaj też: Polacy za granicą wyraźnie za Trzaskowskim

Problem w Hadze

Informacje o dobrej woli dyplomatów i jednoczesnym przeciążeniu placówek wracają jak refren w relacjach z niemal wszystkich europejskich krajów. W niektórych działają obywatelskie grupy kurierskie, gdzieniegdzie problem rozwiązuje możliwość osobistego doręczenia głosu. Czasem to jednak problematyczne. W ubiegły weekend w Hadze skrzynka wystawiona przed ambasadą przepełniła się poza godzinami pracy. Głosy Polaków niemal dosłownie leżały na ulicy, bez trudu można też je było ze skrzynki wyciągnąć.

Czytaj też: Gniew i bezsilność Polaków za granicą

Nowe okręgi w Kuwejcie i Dubaju

Poza Europą – co kraj, to inaczej. W Chile i Peru ponownie zabraknie obwodów. Przed drugą turą powołano je zaś (do głosowania osobistego) w Kuwejcie i Dubaju. Zadecydowało o tym rozporządzenie ministra spraw zagranicznych z 7 lipca. Resort utworzył komisje, choć jeszcze 29 czerwca sekretarz stanu w MSZ Piotr Wawrzyk pisał w odpowiedzi na zapytanie posła Lewicy Piotra Koperskiego, że się nie da – z powodu niedziałającej poczty i restrykcji związanych z koronawirusem. Co ciekawe, w obu krajach sytuacja epidemiczna nie zmieniła się znacząco.

W dodatku, jak mówi Monika, Polka mieszkająca na stałe w Kuwejcie, poczta nawet na co dzień funkcjonuje słabo, powszechną praktyką jest korzystanie z firm kurierskich. Tak zrobiła np. ambasada w Meksyku, która wszystkie 261 pakietów na drugą turę rozesłała prywatnymi kurierami. Zapytaliśmy MSZ, dlaczego komisje powołano akurat teraz i czemu w pierwszej turze nie można było wykorzystać firm kurierskich. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Czytaj też: Ilu wyborców potrzeba do zwycięstwa?

MSZ trochę odpowiada

Ale wpłynęła odpowiedź na poprzednie pytania. Resort stwierdził, że nie powołał komisji w Peru i Chile ze względu na złą sytuację epidemiczną. Wciąż nie wiadomo, dlaczego zaświadczenia o prawie do głosowania w dowolnej komisji nie mogą być wysyłane na adresy w Polsce (dla osób powracających do kraju).

Pełnomocnik rządu ds. Polonii Jan Dziedziczak przysłał „Polityce” oświadczenie opisujące jego zaangażowanie w wybory poza Polską. Przeczytać można w nim m.in. o mobilizowaniu rodaków i o liście, który do nich napisał i opublikował w polonijnych mediach. Dziedziczak twierdzi też, że nadzorowany przez niego w kancelarii premiera departament pozostaje w stałym kontakcie z MSZ, „na bieżąco wymienia informacje i analizuje bieżące problemy wyborców, starając się je rozwiązywać”.

Na końcu oświadczenia Dziedziczak chwali się znacznym przyrostem liczby głosujących poza Polską. Nie odpowiada jednak na pytania. Departament zobowiązał się przysłać je „w najszybszym możliwym terminie”.

Czytaj też: Trzaskowski czy Duda? Sprawdź do kogo Ci bliżej

Powód do wyborczych skarg?

Nie ma wątpliwości, że tegoroczne wybory za granicą przejdą do historii. To skutek pandemii koronawirusa, uniemożliwiającej prawie wszędzie głosowanie osobiste, ale też rekordowej mobilizacji Polaków. Rząd uważa, że to jego zasługa, tym samym odpierając zarzuty o ograniczanie praw wyborczych Polonii. Ale walczą o to nie urzędnicy w Warszawie, a personel w placówkach dyplomatycznych. Przeciążony, pozbawiony zasobów, ale też wsparcia z centrali. Dyplomaci robią, co mogą, lecz nie dadzą rady pomóc wszystkim. A MSZ wprowadza proceduralny chaos i utrudnia wymianę informacji – również z dziennikarzami na miejscu. Wszystko to potęguje obawy, że powtórzy się sytuacja sprzed dwóch tygodni. Ktokolwiek przegra wybory, będzie to zapewne wykorzystywał do wnoszenia skarg i politycznych ataków.

Czytaj też: Jakie zasady sanitarne obowiązują w dniu wyborów

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Kraśnik i inne strefy wolne of LGBT

Rok temu ostentacyjnie wprowadzali „strefy wolne od ideologii LGBT”. Teraz Europa sprawdza, czy polskie samorządy głosujące za strefami łamały prawa człowieka. Tymczasem straszenie gejami trwa w najlepsze. Andrzej Duda kusi wyborców obietnicą obrony dzieci przed LGBT. Zrobi to w ramach zobowiązania, które nazwał Kartą Rodziny.

Marcin Kołodziejczyk
18.06.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną