Kraj

Na Śląsku czerwone i zielone strefy wirusa dzieli rzut beretem

Ruda Śląska. Badania na obecność koronawirusa wśród górników Ruda Śląska. Badania na obecność koronawirusa wśród górników Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Po raz pierwszy od trzech miesięcy śląskie nie przodowało w zakażeniach koronawirusem. Chwilowo.

W poniedziałek na pierwsze miejsce wskoczyła Małopolska. Z tego, co słyszę i widzę, to przeważnie efekt weselnych uciech krakowiaków i górali. Nie chciałbym popadać w kasandryczne czarnowidztwo, ale zejście Śląska z pierwszego miejsca na podium może okazać się chwilowe. Złowieszcza czerwona strefa objęła w naszym województwie osiem gmin, wśród nich blisko 140-tysięczną Rudę Śląską z trzema kopalniami. Złowieszcza także dlatego, że niesie ze sobą szczególne obostrzenia i kary w zagrożonym obszarze, choćby za brak maseczki. Tymczasem ani Łukasz Szumowski, profesor nauk medycznych w zakresie kardiologii i elektrofizjologii, a zarazem minister zdrowia, ani jego urzędnicy nie znają specyfiki metropolii śląsko-zagłębiowskiej, w której centrum znajduje się jedyna czerwona gmina.

Czytaj też: Powiatowe restrykcje. Dziwna wojna PiS z wirusem

Wesele w Zabrzu dla Rudy Śląskiej

Otóż Ruda Śląska sąsiaduje z Zabrzem, Bytomiem, Świętochłowicami, Chorzowem i Katowicami. Problem w tym, że sąsiaduje przez ulice. Gdy się wie, jak sprytnie je przemierzyć, można uniknąć zamaskowanego ambarasu i znaleźć się w strefie komfortu – za brak maseczki nie grozi już kara w Bytomiu, mieście strefy zielonej.

A to tylko rzut beretem, dosłownie parę metrów. Można więc spokojnie i całkowicie bezkarnie pokazać policjantowi czy strażnikowi miejskiemu gest Kozakiewicza. Tysiące górników w czynnych kopalniach czerwonej strefy mieszka w zielonych bezpiecznych gminach, w których górnictwo już nie istnieje. Na wesela, pogrzeby, chrzty i „Abrahamy” trzeba w Rudzie Śląskiej ograniczyć się do „garstki” – 50 gości – podczas gdy parę metrów dalej, w Zabrzu, może już hulać do białego rana 150 osób z... Rudy Śląskiej.

Od soboty w Rudzie nie wykryto żadnych zakażeń. Za to w niedzielę, w strefie zielonej, tuż za rogiem: w Katowicach – 11, w Zabrzu – 6, w Chorzowie – 5.

Czytaj też: Wirus w bieli, czyli wesela z covidem

PiS nic nie robi, tylko „pokonuje wirusa”

Jednak trzeba pamiętać, że w rudzkich kopalniach w soboty ani w niedziele się nie pracuje, więc nie ma również w tym czasie badań przesiewowych. Jednym słowem: nikt nic na pewno nie wie. Takie są informacje prosto z linii śląskiego antywirusowego frontu: walczymy po naszemu. Tymczasem liczba zakażeń w Polsce wzrasta z dnia na dzień.

Prof. Krzysztof Simon, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Wrocławskiego, przewiduje kolejny atak pandemii w jesieni i zimie. I mówi o podejściu Ministerstwa Zdrowia do sytuacji w kraju prosto z mostu: „W życiu nie pracowałem w takiej anarchii intelektualno-logistycznej”. Uważa, że wszystkie dane dotyczące zakażeń należy pomnożyć co najmniej przez pięć. Mówi jasno, że premier oznajmiający zwycięstwo nad koronawirusem gada bzdury. I że te bzdury są dla nas groźne.

Sytuację skomentował także dla „Dziennika Zachodniego” Andrzej Sośnierz, poseł Porozumienia Jarosława Gowina (klub PiS), były szef Narodowego Funduszu Zdrowia. Również odniósł się do przedwyborczej wypowiedzi premiera Morawieckiego – że całą tę epidemię mamy pod kontrolą, że wirusa mamy pod kontrolą i że już „nie trzeba się jego bać”.

Wychodźcie odważnie z domów obywatelki i obywatele – i zróbcie, co trzeba! „Takie słowa nigdy nie powinny paść. Fakty są takie, że my tę epidemię heroicznie »pokonujemy« od samego początku. W kwietniu słyszałem, że ona się cofa, a mamy sierpień i moje kasandryczne przepowiednie się sprawdzają. Oczywiście, że trzeba wrócić do części ograniczeń, ale nie można wszystkiego przerzucać na społeczeństwo. Zresztą obywatele, w przeciwieństwie do rządu, generalnie zachowują się odpowiedzialnie. Epidemia trwa, a na dodatek wymknęła się spod kontroli. Jedyne, co Ministerstwo Zdrowia potrafi zrobić, to narzucić ludziom ograniczenia”.

Czytaj też: Wirus kontratakuje. PiS jest w pułapce na własne życzenie

Następca ministra Szumowskiego?

Tyle Sośnierz, poseł klubu PiS, wymieniany na giełdzie nazwisk jako jeden z następców ministra Szumowskiego. Na miejscu Jarosława Kaczyńskiego wskazałbym wszechwładnym palcem właśnie na niego, na posła ze Śląska, w którego potencjał wierzę od czasu, gdy noszę w portfelu wymyśloną przez niego Śląską Kartę Zdrowia. Cholernie ułatwia mi życie. Nikt więcej w kraju takich kart nie ma, a od dziesięcioleci są obiecywane.

Niestety – poseł Sośnierz się znarowił, bezczelnie chodzi własnymi drogami, na głupie pomysły reaguje, pukając się w czoło i... nie wpatruje się w prezesa jak w lustro.

Czytaj też: Co dalej z Covid-19? Prognozy, pytania, odpowiedzi

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Niezwykły film o Tonym Haliku

Nowy film przypomina postać Tony’ego Halika – polskiego podróżnika, honorowego „białego Indianina”, nieustraszonego reportera, który realizm magiczny uprawiał w życiu i pracy.

Aneta Kyzioł
18.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną