Kraj

Czy PiS i Duda szykują prawny cyrk z budżetem i rozwiązaniem Sejmu? To byłby zamach na państwo

Prezydent Andrzej Duda w Sejmie w 2020 r. podczas inauguracji swojej drugiej kadencji Prezydent Andrzej Duda w Sejmie w 2020 r. podczas inauguracji swojej drugiej kadencji Grzegorz Jakubowski / Kancelaria Prezydenta RP
Po zatrzymaniu Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika z kręgów PiS dochodzą głosy, że gdyby budżet miał uchwalić Sejm nie w pełni obsadzony, byłoby to prawnie nieważne i prezydent Andrzej Duda mógłby go rozwiązać. Wzruszyć ramionami czy potraktować te sygnały poważnie?

Normalnie na coś takiego można by się tylko żachnąć, ale podobne opinie padają z otoczenia partii Jarosława Kaczyńskiego, która najwyraźniej nie chce odkleić się od władzy. Być może dlatego, że politykom PiS zajrzało w oczy widmo rozliczeń, a może szkoda im służbowych aut, pieniędzy i posłuchu.

Czytaj także: Budżetowy kapiszon prezydenta Dudy. Chodzi o hałas i awanturę

Jak PiS uchwalił budżet, ale nie wpuścił opozycji

Tak czy inaczej PiS od lat w cyrkowy sposób przeinterpretowuje prawo, by służyło jego interesom, więc czemu nie miałby tego robić teraz? W dodatku są już pierwsze zwiastuny: prezes Kaczyński zapowiada, że kolejne osoby z wyborczej listy PiS, które w takiej sytuacji automatycznie wchodzą na miejsce Wąsika i Kamińskiego, mają odmówić. W ten sposób PiS z premedytacją destabilizowałby państwo, powołując się na wakaty w Sejmie.

Wzruszyć ramionami należałoby wobec braku logiki rozumowania, że Sejm nie w pełni obsadzony nie ma kompetencji ustawodawczych. Przez wszystkie lata III RP zdarzało się, że Sejm czy Senat nie były w pełni obsadzone, bo parlamentarzysta/ka albo stracił/a mandat, albo np. umarł/a. W tym czasie uchwalano ustawy i nikt nigdy nie kwestionował ich ważności. A sytuacje, gdy Sejm przyjmuje ustawy pod nieobecność kilku, kilkunastu posłów, zdarzają się nagminnie.

Poza tym sam PiS w grudniu 2015 r., by uchwalić ustawę budżetową, uniemożliwił części opozycji wejście na salę, w której odbywało się głosowanie (tzw. głosowanie kolumnowe), a reszcie uniemożliwił jej udział w debacie nad budżetem. I nie miał wątpliwości, że tak uchwalony budżet jest legalny. Wszystko to jest w zeznaniach m.in. marszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego, późniejszego premiera Mateusza Morawieckiego i kilkudziesięciu posłów rządzącej wówczas koalicji złożonych w ramach śledztwa prowadzonego przez prokuraturę. To w oparciu o te zeznania sędzia Igor Tuleya nakazał prokuraturze wznowić śledztwo, za co był potem przez lata szykanowany przez władze.

Czytaj też: Duda sam się prosi, żeby go znów porządnie rozegrać

Kompletny absurd prawny i zamach na państwo

Teraz pisowska opozycja być może będzie dążyć do zakwestionowania przez prezydenta Andrzeja Dudę budżetu z powodu głosowania nad nim przy niepełnym obsadzeniu Sejmu. Mogłaby to być proteza weta, którego prezydentowi do budżetu złożyć nie wolno. I pretekst do ogłoszenia rozwiązania Sejmu. Byłby to kompletny absurd prawny i kolejne działanie prezydenta Dudy na rzecz destabilizacji państwa, za które należałaby mu się odpowiedzialność konstytucyjna.

Ale co wtedy?

Może to samo, co ćwiczymy dzięki PiS od ponad ośmiu lat, czyli prawo kontra bezprawie? Pospekulujmy. Gdyby prezydent ogłosił rozwiązanie Sejmu, to marszałek Szymon Hołownia mógłby odpowiedzieć, że rozwiązanie to jest nieważne, bo nie ma podstaw prawnych. Prezydent zawołałby na pomoc Trybunał niekonstytucyjny Julii Przyłębskiej, a ten – to całkiem prawdopodobne – nie zebrałby wtedy minimum 11 sędziów do osądzenia ważności prezydenckiego rozwiązania Sejmu. A jeśli orzekłby z tzw. dublerami, bezprawność takiego orzeczenia byłaby oczywista.

Mielibyśmy do czynienia z zamachem prezydenta na państwo. To powód do impeachmentu i przejęcia czasowo obowiązków głowy państwa przez marszałka Sejmu.

Wąsik i Kamiński mogą więc być „więźniami politycznymi” w tym sensie, że mają do wykonania polityczną misję: posiedzieć trochę, żeby można było nimi machać jak sztandarami niepodległości i mobilizować elektorat do masowych wystąpień. Pytanie, czy ten elektorat nie ma aby już zupełnie dosyć? Czy nie woli „ciepłej wody w kranie” od obrony byłych funkcjonariuszy władzy, którzy w niespotykany dotąd sposób wcielili w życie prezydenckie hasło „ojczyznę dojną racz nam wrócić Panie”?

Można się też zastanowić, czy Kamiński i Wąsik byli uprzedzeni, że dla dobra PiS muszą jednak trochę posiedzieć? A jeśli nie wiedzieli, to co zrobią, jak wyjdą?

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną