Kultura

Siła pamięci, moc wyobraźni. Nowy film Almodóvara święci triumfy w Cannes

Siła pamięci, moc wyobraźni. Nowy film Almodóvara święci triumfy w Cannes

Kadr z filmu „Ból i blask” Kadr z filmu „Ból i blask” mat. pr.
W festiwalowych rankingach nowy film Pedro Almodóvara „Ból i blask” bije na głowę wszystko, co do tej pory pokazywano w Cannes.

Wszystkie bez wyjątku filmy Almodóvara, mimo religijnej wulgarności, barokowej formy, naruszania tabu oraz jawnego ekshibicjonizmu, są na swój sposób niewinne. Jednak w „Bólu i blasku”, swoim pierwszym otwarcie autobiograficznym obrazie, hiszpański reżyser przechodzi sam siebie. Dotyka jeszcze czulszej struny. Jawi się jako udręczony mędrzec, nieszczęśliwie samotny romantyk próbujący leczyć kompleksy.

Czytaj także: Cannes 2019. Emocje, napięcie i wielkie oczekiwania

Almodóvar rozlicza się sam ze sobą

„Ból i blask” to niemal klasyczny melodramat o smutnej duszy artysty na skraju załamania nerwowego. Almodóvar wygładza w nim i idealizuje swój wizerunek intymnego skandalisty. Może to kwestia wieku – niedługo skończy 70 lat – typowej dla starzejących się mężczyzn nostalgii, łagodniejszego spojrzenia na otaczający świat i samego siebie?

Film reklamowany jest jako szczere do bólu rozliczenie z trudnym dzieciństwem, bliskimi, movidą i delikatnie dającą o sobie znać twórczą niemocą. Nie ma w nim antyklerykalnych wątków, perwersji, dreszczy ani obrazoburczych wstrząsów. Dużo za to jest poezji, pięknych pastelowych kolorów promieniujących z prowincji Ciudad Real w sercu La Manchy, ciszy, autentycznych rekwizytów wypożyczonych z rodzinnego domu, obecności ukochanej matki, refleksyjnych scen, których głównym tematem wydaje się uciekający czas. Almodóvar staje się tu kimś w rodzaju współczesnego Prousta, Bergmana czy Felliniego z „8 i pół” – klasyka tworzącego na oczach zaskoczonych widzów mitologię własnej podróży w poszukiwaniu nieustannie przywoływanej i rozpamiętywanej przeszłości.

Czytaj także: Planetarna katastrofa. W Cannes nowy film Jima Jarmuscha

Spowiedź intymna Pedro Almodóvara

W kostiumie delikatnego neurotyka reżyser odsłania siebie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Lustrem, w którym stara się naszkicować swój autoportret, jest pożądanie i tęsknota. Ta konkretna: do dawnych kochanków, rodzinnych stron, zwłaszcza do matki. I ta metafizyczna: do przeżywanych obrazów, lektur, twórczości. Zdobywa się na bardzo osobisty ton. Ma zarazem dystans. I chociaż występuje na ekranie pod fikcyjnym nazwiskiem Salvadora Mallo, z każdego ujęcia i zdania przebijają autentyzm i szczerość.

To jednocześnie najbardziej klarowny film w blisko 40-letniej karierze Almodóvara. „Ból i blask” zachowuje charakterystyczną dla niego nielinearną dramaturgię intymnej spowiedzi zakotwiczonej w jakiejś cudzej, na wpół bajkowej historii. Sprzeczne charaktery – jak to u Hiszpana – przedziwnie się uzupełniają, postaci odsyłają do nieznanej rzeczywistości, lecz wrażenia zmącenia czy zakłócenia rytmu i kierunku narracji nie ma. Dygresje nie burzą wyjątkowej przejrzystości obrazu skupionego na podsumowaniu niewinnych miłości Almodóvara, granego z dużym wyczuciem i powściągliwością przez Antonio Banderasa.

Antonio Banderas dla „Polityki”: Narracja Almodóvara jest równorzędnym bohaterem jego filmów

Kadr z filmu „Ból i blask”mat. pr.Kadr z filmu „Ból i blask”

Kryzys wieku średniego

Wszystko kręci się tu wokół cierpienia rozpamiętującego minione chwile siejącego niegdyś ferment, niepokornego artysty, niepotrafiącego uporać się z fizycznym bólem i lawiną dolegliwości, które na samym początku filmu zostają bezwstydnie wymienione. Ból kręgosłupa, szum w uszach, migrena, bezsenność, depresja, a także mnóstwo innych uciążliwych chorób sygnalizują coś więcej niż tylko zły stan zdrowia bohatera, legendy hiszpańskiej kontrkultury.

Głównym problemem Salvadora Mallo wydaje się jego poczucie winy. Po 30 latach postmodernistycznej rebelii, przekraczania granic i wiecznego prowokowania w końcu dopada go kryzys wieku średniego. Pretekstem do snucia wspomnień i czyszczenia duszy staje się pokaz odrestaurowanej kopii jego debiutanckiego filmu. Mallo, odludek i samotnik, choć źle reaguje na sławę, nie znosi przesadnego zainteresowania mediów i niechętnie przyjmuje do wiadomości, że w międzyczasie wyrósł na giganta kina, nieopacznie godzi się spotkać z widzami. I w obecności niewidzianego od trzech dekad aktora musi opowiedzieć, dlaczego nie był wtedy zadowolony z jego gry. Wie, że upokorzy go ponownie, więc znajduje sposób, by tego nie robić.

Czytaj także: Zapracować się na śmierć. Nowy film Kena Loacha w Cannes

Kadr z filmu „Ból i blask”mat. pr.Kadr z filmu „Ból i blask”

Almodóvar subtelnieje na starość

Zastanawiając się, jak uspokoić emocje, zaakceptować siebie, uzdrowić relacje, odkupić winy, korzysta m.in. z pomocy narkotyków. A potem przy różnych okazjach wspomina dzieciństwo spędzone w katolickich szkołach, docieka, dlaczego nie spełnił oczekiwań matki, z którą był bardzo związany (pięknie zagrała ją Penelope Cruz). Rozlicza się z pierwszego miłosnego zauroczenia, po którym zostało niezwykłe świadectwo – miniatura namalowana na worku od cementu, arcydzieło stworzone ręką analfabety. Spotyka się z dawnym kochankiem, obecnie rozwodnikiem i ojcem dwóch dorosłych synów.

Subtelniejąc na starość, Almodóvar podarował nam wszystkim nie tylko wspaniały przewodnik po sobie i swoim życiu. „Ból i blask” to katarktyczna opowieść o przebaczeniu, oswajaniu egzystencjalnego lęku. Historia wyzwalania się poprzez sztukę i pasję tworzenia, dzięki której udaje się w jakimś stopniu pokonać psychiczne urazy, wyrwać poza czas, ograniczającą przestrzeń. Zyskać prawdziwą mądrość i dojrzałość.

Czytaj także: „Julieta”, zręczny melodramat Almodóvara

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czym są uczucia między robotami a ludźmi?

Jak autorka niemieckiego „Die Zeit” próbowała zaprzyjaźnić się ze „sztucznym inteligentem”, Botrisem.

Ana Mayr, [tł.] Adam Krzemiński
14.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną