Recenzja filmu: „#tuiteraz”, reż. Eric Lartigau
Film Erica Lartigaua jest swoistą satyrą na szaleństwo wzniosłych celów.
Film Erica Lartigaua jest swoistą satyrą na szaleństwo wzniosłych celów.
Gdyby Eurowizja była amerykańskim filmem, nie byłaby nawet w połowie tak zabawna, jak jest.
Kolejny dokument, po filmach o Trumpie i Jeffreyu Epsteinie, będący oskarżeniem Ameryki, kraju, który niszczy za słabości i nagradza za bezwzględność.
Życie wietnamskiej mniejszości to temat przez polskie kino skrzętnie omijany.
Enigmatyczny thriller, którego fabuła przypomina rozsypane puzzle.
Groźna, niepojęta w swoim wymiarze natura i bezradny, cierpiący, starający się ją ujarzmić człowiek.
Film stara się zburzyć legendę włoskich bossów mafii.
Niby nic odkrywczego, ale dużo dobrego w pamięci zostaje.
Piotr Adamski pokazuje teatr okrucieństwa beznamiętnie, w sarkastycznym skrócie, co robi olbrzymie wrażenie.
Mimo upływu lat zniesienie segregacji rasowej w znacznej mierze wciąż pozostaje fikcją, nie tylko w Alabamie.
Irytujący banał, ale ciekawie pokazany.
Oparty na niezależnym komiksie film ma obiecujący punkt wyjścia.
„Obrazy bez autora” są przejmującym dziełem.
Paweł Ferdek, zainspirowany książką Andrzeja Krakowskiego „Pollywood”, podąża ścieżkami polskich Żydów, którzy pod koniec XIX w. wyemigrowali do Ameryki, a ich przedsiębiorczość dała podstawę amerykańskiemu przemysłowi filmowemu.
Kafkowską baśń albo haiku na temat doświadczania śmierci – motoru napędowego życia – ogląda się z rosnącym zachwytem, który towarzyszy aż do samego końca.
Wnikliwy portret świadectwa wiary i cierpienia niewinnej ofiary.
Punktem wyjścia jest pożar w nocnym klubie Colectiv.
Oglądając ten „edukacyjny” dokument, niektórzy przetrą oczy ze zdumienia, inni uznają, że to czysta prowokacja.
Szumowska nadaje swojej opowieści kształt politycznej metafory.
„Sokół z masłem orzechowym” to szczere, nienachalnie zabawne kino drogi. Potrzebne w epoce nieżyczliwości i nietolerancji.