Recenzja gry: „Control”
Najlepsza gra Remedy od czasu znakomitego „Alana Wake’a”.
Najlepsza gra Remedy od czasu znakomitego „Alana Wake’a”.
Ponad 300 tys. słów, czyli gdzieś między „Ulissesem (263 tys.) a „Wojną i pokojem” (544 tys.).
Świat rozbity na dryfujące w przestrzeni wyspy, które można przyciągać mocą magii i łączyć mostami.
Żadnych ciekawych protagonistów, dialogów, zaskakujących zwrotów akcji.
„Eliza” to interaktywna powieść wizualna napisana przez Matta Burnsa, wypalonego najemnika korporacji programistycznych.
Kolejna świetna produkcja Toshihiro Nagoshiego, „Judgement”, to gra w uniwersum cenionej serii „Yakuza”, jednak z nowym protagonistą i nieco innym pomysłem na rozgrywkę.
Nikt nie potrafi tak zręcznie oddać w grze grozy mrocznych zaułków ludzkiego umysłu jak Japończycy i Słowianie.
Liczy się refleks i umiejętności przy przechodzeniu kolejnych poziomów.
Bohaterskie ratowanie świata – a nawet światów, dzieci odwiedzą bowiem różne krainy znane z bajek Disneya.
Dobrze zaprojektowana rozgrywka i poczucie humoru norweskich projektantów gwarantują miłe chwile.
Tylko dla koneserów gatunku.
Miarą zaskakującego sukcesu „Days Gone” jest wiarygodność przedstawionego świata i relacji bohaterów oraz spójność rozgrywki z narracją.
Udany powrót łowców demonów Dantego i Nero, którym tym razem towarzyszy tajemniczy pan V.
Koszmar, ale jakże słodką zapewnia satysfakcję z najmniejszych nawet postępów.
Opowieść o upadłej Rosji snuje studio z Ukrainy, nie jest to bez znaczenia; warto patrzeć uważnie.
Pomysł zgrany, zasady rozgrywki mają jednak sens.
Policjant i kobieta poszukująca brata przybywają do miasta, które okazuje się pułapką na żywych.
„Gris” na tle innych feministycznych gier niezależnych urzeka estetyką.
Ta gra jest bezcelowa, jej kupno tym bardziej.
Jeżeli ktoś ma wątpliwości, jak wiele CD Projekt RED zawdzięcza Andrzejowi Sapkowskiemu, ta gra powinna je rozwiać.