Recenzja płyty: Rita Pax, „Old Transport Wonders”, The Relievers, „13 Months of Sunshine”
Młoda warszawska wytwórnia Penguin w krótkim odstępie zaproponowała dwie krzepiące, szczególnie pod względem warsztatowym, nowości.
Młoda warszawska wytwórnia Penguin w krótkim odstępie zaproponowała dwie krzepiące, szczególnie pod względem warsztatowym, nowości.
Southern rock z elementami country, R&B i klasycznego, prostego rock and rolla.
Nastrój zadumy, refleksji i melancholii tylko wzmacnia tęsknotę za Knopflerem rockowym, niepozbawionym typowej dla niego melodyjności, ale z „wykopem”.
Zaskakująco długo czekaliśmy na polską wersję sukcesu Lany Del Rey.
W ostatniej dekadzie PRL Tie Break samodzielnie wykreował nurt jazzowy w ramach szeroko pojętej muzycznej alternatywy.
Muzycznie to album nieco bardziej powściągliwy, stonowany i akustyczny, bliższy wczesnym nagraniom artysty.
Marcin Świątkiewicz to nie tylko jeden z najwybitniejszych klawesynistów młodego pokolenia, ale też prawdziwa osobowość.
Grupa nie odkrywa co prawda żadnych nowych lądów, ale też nie przynosi wstydu wielkim poprzednikom.
Garażowy „brudny” blues w najlepszym wydaniu, przywodzący na myśl klimat muzyki takich mistrzów, jak Junior Kimbrough czy R.L. Burnside.
Mocno taneczne rytmy skalkulowane pod amerykańskie nastolatki.
Mottem festiwalu jest w tym roku Beethoven.
Słucha się tego dobrze, choć po wysłuchaniu całości lęgnie się w głowie niepokojące pytanie – co dalej? Czy pomysłów nie zabraknie?
Liczę na to, że artystę opuści nastrój romantycznej nostalgii i dorzuci do pieca na następnej płycie.
Nagrana w Nashville płyta brzmi doskonale, kompozycje są zróżnicowane, a obowiązkowa rockowa ballada „Blindsided” stanowi idealny kontrapunkt dla sąsiadujących z nią dynamicznych, rockowych kompozycji.
Druga płyta nagrana przez naszego wybitnego tenora dla Deutsche Grammophon poświęcona jest operze francuskiej, która jest jedną ze specjalności tego artysty.
Zespół sprofesjonalizował swoją ofertę, a ta – jak w wypadku większości produktów masowych – stała się bardziej przewidywalna i plastikowa.
Rozpoznawalny głos Avidana jest jednocześnie jego atutem, jak i piętnem. Jeśli jednak już kogoś oczaruje jego barwa, z pewnością nie odłoży tej płyty po jednokrotnym przesłuchaniu.
Świetna gitara i kompozycje.
Efektem jest specyficzny język rozmaitego rodzaju szmerów, wzmacnianych elektronicznie.
Album „Inity” jest ukoronowaniem długich lat wspólnej pracy klubowej tudzież popularyzacji jamajskiej muzyki.