Recenzja płyty: T.Love, "Old Is Gold"
To jest ten T.Love, który znamy z lat 90. – bardziej niż ten z udanej skądinąd płyty „I Hate Rock’n’roll” – ale w bardzo elastycznej stylistycznie wersji.
To jest ten T.Love, który znamy z lat 90. – bardziej niż ten z udanej skądinąd płyty „I Hate Rock’n’roll” – ale w bardzo elastycznej stylistycznie wersji.
Do brzmienia zespołu nie można mieć zastrzeżeń – jest stylowe i dynamiczne. Niestety, kompozycje rażą schematyzmem i całkowitym brakiem oryginalności.
Niecałe 40 minut muzyki (10 kompozycji własnych zespołu) z bardzo dobrym wokalem Kelvina Swaby’ego.
Wspaniale, że stopniowo ukazuje się na płytach twórczość powstała w pamiętnym Studiu Eksperymentalnym Polskiego Radia.
Zespół Talking Heads został rozwiązany ponad 20 lat temu i przeszedł do historii rocka. Dla wielu miłośników muzyki było to zamknięcie pewnego rozdziału.
Mniej więcej rok temu w tym miejscu chwaliłem płytę „Pressure&Time” kalifornijskiego zespołu Rival Sons.
Czajkowski, Rachmaninow, Rimski-Korsakow, Strawiński, Prokofiew, Szostakowicz – wśród rosyjskich kompozytorów jest tylu gigantów, że nie sposób zliczyć.
Po raz 15 odbywa się konkurs dla młodych wykonawców „Pamiętajmy o Osieckiej”.
Znany z nagrań Smolika i Noviki wokalista sprawia tym solowym debiutem nie lada niespodziankę – tym, którzy go kojarzą z elektronicznymi podkładami, wysmakowaną produkcją, ale też wielbicielom rocka i nowego folku.
Stołeczny festiwal world music stopniowo stawał się kluczową imprezą tego typu w Polsce, przede wszystkim dzięki spójności repertuarowej.
Na płycie zatytułowanej „3 Skulls and the Truth” spotykają się trzy wielkie gwiazdy muzyki amerykańskiej: David Hidalgo, Mato Nanji i Luther Dickinson.
Jedna z najważniejszych płyt rocka – „Machine Head” grupy Deep Purple – ukazała się 40 lat temu. Kto nie zna legendarnego riffu rozpoczynającego umieszczoną na tej płycie piosenkę „Smoke on the Water”, ten nie wie nic o muzyce XX w.
Jeszcze przed amerykańską premierą najnowszego albumu Boba Dylana (10 bm.) miesięcznik „Rolling Stone” zasugerował, że będzie to jego ostatnia studyjna płyta.
Świetny tytuł, zainspirowany filmem animowanym „Jeż Jerzy”, w którym hasło „Polska mistrzem Polski!” skandował narąbany dresiarz.
Pod względem intensywności doznań w skali 0–10 muzyka Swans to 11.
Na szczęście na płycie nie ma maniery, jaką solista zaprezentował na koncercie w Poznaniu sfilmowanym przez NInA – udawania, że się utwór nie do końca umie.
Płyta nie przynosi niczego zaskakującego.
Ani tytuł, ani okładka, ani muzyka nie zawiodą miłośników solidnego metalu.
Nie należy decydować o sympatii (bądź jej braku) dla zespołu po wysłuchaniu jednego utworu, bo tu za każdym rogiem czeka niespodzianka.
Owacyjnie przyjmowano Jessie Ware na niedawnym Open’erze, choć mało kto jeszcze wiedział, kim jest. Teraz pora na płytę.