Recenzja spektaklu: „Hańba”, reż. Maciej Podstawny
Powieść noblisty o szansach na scalenie i ocalenie podzielonego i zniszczonego przez – męską – przemoc kraju po raz kolejny staje się materiałem dla teatru.
Powieść noblisty o szansach na scalenie i ocalenie podzielonego i zniszczonego przez – męską – przemoc kraju po raz kolejny staje się materiałem dla teatru.
Odwołania religijne są równie zaskakujące jak wszystko inne w tym tańczącym na linie zawieszonej między czułością a pretensjonalnością spektaklu.
Powstało przedstawienie dla dorosłych i dla dzieci, tym bardziej że dialogi mówione są po polsku.
Glińska nie zaufała sile muzyki i powstał spektakl dość chaotyczny.
Piękne obrazy, świetni aktorzy, wspaniałe, „krzyczące” miejsce i utarte prawdy. Mało to czy dużo?
Paweł Miśkiewicz zabiera nas w podróż długą i nieoszałamiającą pod względem odkryć.
Całość nuży i przytłacza nadmiarem i efekciarstwem.
Dużo się dzieje, a jednak z trzygodzinnego spektaklu zapamiętuje się głównie jazdy zastawek i wyciemnienia oddzielające kolejne, idące w karnym szyku sceny.
Przedstawienie dostarcza przyjemnych wrażeń.
Mimo zastrzeżeń na pewno warto było tę operę przypomnieć – muzyka ma w sobie wiele uroku.
Powolny, snujący się rytm spektaklu łatwo może uśpić, nie tylko czujność widza.
Największym problemem warszawskiego spektaklu jest rockowa stylistyka.
W przedstawieniu biorą udział sami mężczyźni, za to zrealizowały je kobiety – scenografię i kostiumy zaprojektowała Annemarie Woods.
Genialnie zainscenizowane miłosne perypetie bohaterów.
Podczas gdy polski teatr staje się coraz bardziej dosłowny, przekonujący czy walczący, Garbaczewski tworzy w Starym Teatrze instalację migocącą znaczeniami i obrazami, puchnącą od słów i trudno uchwytną, ale też jakoś wciągającą.
Czego nie ma w tym czterogodzinnym spektaklu, którego scenarzystą jest reporter „Dużego Formatu” Marcin Kącki! Spektaklu ważnym, niekiedy mocnym, ale często dosłownym, niepotrzebnie mnożącym wątki, historie i cytaty.
Inscenizacja Grabowskiego to właściwie teatr polskiego radia. Z tą różnicą, że siódemka aktorów Teatru Ateneum (w tym gwiazdy Marian Opania i Marcin Dorociński) wypowiada frazy Kapuścińskiego z 1978 r. na oczach, a nie tylko uszach odbiorców (w równie ascetycznej scenografii).
Inscenizacja „Mein Kampf” jest wierna tekstowi książki, w której Adolf Hitler wyłuszcza poglądy, które potem jako oficjalna ideologia III Rzeszy stały za II wojną światową i Holokaustem.
To druga, po „Don Pasquale” Gaetana Donizettiego, realizacja operowa firmowana przez Jerzego Stuhra.
Dzieło Masseneta zagościło na polskich deskach scenicznych po raz pierwszy od wieku, a na pewno pierwszy raz w Gdańsku.