Recenzja spektaklu: „Jak ocalić świat na małej scenie?”, reż. Paweł Łysak
Na warszawskiej scenie stoją obok Polak, Ukrainiec i Senegalczyk, i opowiadają historie, które dowodzą, jak jesteśmy blisko siebie. Niestety, także w obliczu końca świata.
Na warszawskiej scenie stoją obok Polak, Ukrainiec i Senegalczyk, i opowiadają historie, które dowodzą, jak jesteśmy blisko siebie. Niestety, także w obliczu końca świata.
W 100-lecie odzyskania niepodległości, 11 listopada Teatr w Legnicy przyjrzał się na nowo dziełu Andrzejewskiego i Wajdy.
Szczepan Twardoch jest ulubieńcem polskiego teatru.
Na fali świętowania 100-lecia niepodległości duet Janiczak/Rubin wziął pod lupę autorkę „Roty” i bajek dla dzieci Marię Konopnicką.
Satyra na hipokryzję współczesnych świętoszków, na patriarchalizm i snobizm jest obecna, ale nie przytłacza.
Po wybitnej powieści i świetnym filmie pomysł, by „Blaszany bębenek” przenieść także na musicalową scenę, wydawał się dość karkołomny.
Opera ta była napisana pierwotnie po niemiecku, a tłumaczenie powstało później na użytek polski. Może dziś warto byłoby zrobić lepsze?
Warszawska Rampa konsekwentnie kontynuuje tradycję musicali wykorzystujących utwory legend rocka.
Krzysztof Garbaczewski kontynuuje eksperymenty z łączeniem teatru z technologiami.
Sztuczne dialogi pełne są „polskości”, często zresztą brzęczą w nich efekciarskie aluzje do współczesności.
Warszawskie przedstawienie to przykład rozrywki familijnej na wysokim poziomie.
„Aktorzy prowincjonalni”, film Agnieszki Holland sprzed 40 lat z prowincjonalnym teatrem jako ówczesną Polską w pigułce, w Koszalinie stali się pretekstem do osobistej, szczerej i poruszającej wypowiedzi tutejszego zespołu.
Nowy spektakl Wyrypajewa ma formę konferencji, rzecz dzieje się w Kopenhadze, bohaterowie noszą duńskie nazwiska, język jest angielski (widzowie mogą skorzystać ze słuchawek z tłumaczeniem).
Swoje 60-lecie w obecnej siedzibie gdyńska Baduszkowa uczciła powrotem do śpiewogry z 1794 r. autorstwa ojca polskiego teatru Wojciecha Bogusławskiego.
Klata rozwija swoją wizję teatru popularnego, gdańskie „Trojanki” przypominają niedawnego poznańskiego „Wielkiego Fryderyka”.
Pożar w Burdelu to nie tylko rozbudowane rewie, współczesne wersje przedwojennych warszawskich variété, ale też skromniejsze dzieła – one man show czy recitale.
Spektakl nie należy do finezyjnych, ale broni się skuteczniej niż huzarzy – ciekawą myślą i świetnym aktorstwem.
Miłe teatralne doświadczenie.
Tomasz Nosinski, z lekkim makijażem, w charakterystycznych okularach i z papierosem, gra przekonująco.
Przeestetyzowany sceniczny zgiełk ogląda się z obojętnością i narastającym znużeniem, jak queerową soap-operę.