Recenzja spektaklu: „Lilla Weneda”, reż. Michał Zadara
Krwawa baśń, która wykorzystując słowiańskie legendy, opowiada historię kształtowania się polskości.
Krwawa baśń, która wykorzystując słowiańskie legendy, opowiada historię kształtowania się polskości.
Walki stronnictw, przebiegli lobbiści i nieczyste zagrania stawiają „Faraona” obok „Gry o tron” czy „House of Cards”, a temperaturę spektaklu dodatkowo podnosi powrót tematu walki świeckiej i kościelnej koncepcji państwa do debaty publicznej.
Warszawski Teatr Polonia pokaże dwie części hitowych przygód Barbary i Karola, małżeństwa z niemal 30-letnim stażem.
To jeden z tych wykalkulowanych, opartych na szantażu emocjonalnym, przesłodzonych spektakli, które stają się hitami West Endu czy Broadwayu.
Niezbyt wyszukana komedia Szekspira, z akcją osnutą wokół damsko-męskich intryg.
Punkty dwa, bo jednak śpiewacy starają się, choć z trudem dają radę przy karkołomnych tempach narzucanych przez Gabriela Chmurę.
Wszystkie elementy są istotne i mimo że muzyka tu dominuje, jest częścią całości.
Czterogodzinna inscenizacja, męcząca, bo pozbawiona reżyserskich akcentów, oparta na krzyku, deklamacji i przerysowanym aktorstwie.
Pomysł niezły, ale wykonanie nieznośnie pretensjonalne.
Ogląda się ten spektakl z mieszanką zmęczenia, zażenowania, fascynacji i wzruszenia.
Spektakl powstał jako wkład Polskiego Baletu Narodowego w obchody 250-lecia teatru publicznego w Polsce.
Adaptacja Igora Sawina pomija historyczne szczegóły opowieści Szczypiorskiego, skupiając się na tym, co ponadczasowe: mechanizmach manipulacji ludem.
Burdelowo-kokainowy Wrocław epoki międzywojnia, a całość kończy pretensjonalna i wyświechtana wizja nadchodzącego Jeszcze-Większego-Zła, czyli faszyzmu.
Przez potok dosłowności, pretensjonalności i nadmiaru reżyserskich pomysłów przebija się główny – dla odmiany sączony delikatnie i subtelnie rozgrywany – temat spektaklu: życie fikcją.
Koprodukcja Opery Narodowej z brukselskim Théâtre de la Monnaie to bardzo udany spektakl.
Reżyser inteligentnie gra z konwencją komedii salonowej.
Jedna z ciekawszych premier ostatnich czasów, którą wysoko oceniła również prasa brytyjska.
Mimo wszelkich niekonsekwencji spektakl jest bardzo emocjonalny, a przyczynia się do tego znakomite prowadzenie muzyczne przez Tadeusza Kozłowskiego.
Ze związku snu i faktu narodził się spektakl-oratorium, na sześciu aktorów performerów, szeleszczących, śpiewających i melorecytujących do wtóru dźwięków wydawanych przez instalację z miedzianych rur.