Recenzja spektaklu: „Sprawa Gorgonowej”, reż. Wiktor Rubin
Cała ta mozaika perspektyw służy ilustracji dość banalnej myśli: że mord w domu Zarembów i sama Gorgonowa pozostaną tajemnicą, zagadką bez rozwiązania.
Cała ta mozaika perspektyw służy ilustracji dość banalnej myśli: że mord w domu Zarembów i sama Gorgonowa pozostaną tajemnicą, zagadką bez rozwiązania.
Sens całości staje się tak nieuchwytny jak prawdziwa osobowość Ripleya.
Pierwsza część spektaklu jest pobieżnym streszczeniem książki, druga, dopisana Żeromskiemu część, to wykaz błędów III RP.
przekrzywienie perspektywy odbiera przedstawieniu emocjonalną siłę i powoduje, że całość skręca w stronę rozbuchanej wizualnie zabawy.
Stawiane przez autora pytania o nasz stosunek do Ukrainy brzmią w świetle jej walki o niepodległość i przynależność do Zachodu ostrzej i brutalniej.
35 edycję Warszawskich Spotkań Teatralnych już dziś można ogłosić hitem.
Krótko mówiąc, Młynarski obowiązkowo. Absolutnie!
Wystawiony w 130 rocznicę urodzin Witkacego dramat z 1921 r. dowodzi, że sporo prawdy jest w stwierdzeniu, że nic nie starzeje się tak szybko jak awangarda.
Jeżeli tym spektaklem mieliśmy się pochwalić, to wybór nie był najszczęśliwszy.
Publika śpiewała, a nawet tańczyła razem z wykonawcami.
Oglądając, trudno się tego domyślić, ale reżyserskie objaśnienia głoszą, że całość opowiedzianej przez Czajkowskiego na podstawie Puszkina historii jest jedynie snem Tatiany.
Przywołując konwencje teatralne z czasów Szekspira, twórcy pokazują, że klasyczny teatr nie zawsze wyglądał tak samo.
Dwa niedługie sztandarowe dzieła włoskiego weryzmu wykonuje się jednego wieczoru.
Prawie półtoragodzinne przedstawienie jest zlepkiem banałów na temat ciała, jego wykorzystywania w (pop)kulturze i oczekiwań widowni wobec gwiazd.
Horror klasy C zmiksowany z estetyką stadionowych występów gwiazdek trzeciej ligi.
Całość ratują soliści.
O „Opowiadaniach dla dzieci” Singera zrealizowanych przez Piotra Cieplaka w Narodowym siedem lat temu krążą w Warszawie legendy.
To teatr jednej – wybitnej – aktorki, która w dodatku nie wypowiada ani jednego słowa.
Jeśli „Politykę” w ogóle oglądać, to dla Hanny Śleszyńskiej, która w roli sprytnej panny Franciszki, kucharki awansowanej na sekretarkę ministra, naprawdę bawi.
Spektakl przypomina półtoragodzinny, pełen efektownych obrazków i świetnej choreografii teledysk.