Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Nauka

„British Medical Journal” na wojnie z Facebookiem. Tylko kto ma rację?

Facebook zakontraktował serwis Lead Stories, by pełnił rolę agencji fact-checkingowej weryfikującej treści udostępniane na platformie. Facebook zakontraktował serwis Lead Stories, by pełnił rolę agencji fact-checkingowej weryfikującej treści udostępniane na platformie. wichayada (YAYMicro) / PantherMedia
W obliczu fali krytyki niektóre media społecznościowe podjęły wysiłki, by przeciwdziałać dezinformacji. Z rozpędu dostało się prestiżowemu czasopismu, które opublikowało artykuł o nieprawidłowościach jednego z kontrahentów w badaniu klinicznym szczepionki Pfizera. Czasopismo nie jest jednak zupełnie bez winy.

Nie ulega wątpliwości, że media społecznościowe przyczyniają się do rozprzestrzeniania nieprawdziwych informacji. Są wręcz do tego intencjonalnie wykorzystywane przez różne grupy wpływu. Ideologiczni przeciwnicy szczepień nie są wcale liczni, ale są dobrze zorganizowani, zdają sobie sprawę z siły rażenia social mediów i rozumieją mechanizmy działania algorytmów sztucznej inteligencji, które za nimi stoją. Jednym z głównych celów takich platform jak Facebook jest maksymalne skupienie uwagi i zaangażowania użytkownika, dzięki czemu można więcej zarobić na profilowanych pod niego reklamach. Tylko naiwni żyją w przekonaniu, że media społecznościowe istnieją po to, by móc śledzić losy znajomych lub dzielić się zdjęciami ze słonecznych wakacji.

Czytaj także: Amantadyna i covid. Słuchajmy ekspertów, a nie polityków

Media społecznościowe ponoszą odpowiedzialność za ludzkie zdrowie, ale są bezkarne

W efekcie treści kontrowersyjne mogą być nieporównywalnie lepiej eksponowane niż rzetelne, zgodne z dowodami naukowymi materiały. Wystarczy tylko je masowo udostępniać, a będą docierać do różnorodnych grup społecznych i demograficznych. W krótkim czasie i bez wychodzenia z domu da się w ten sposób zasiać ziarna niepewności i strachu wśród ogromnej rzeszy osób. Dla współczesnych fake newsów nie ma granic administracyjnych.

Czytaj także: Omikron. Czy faktycznie potrzebna nam nowa wersja szczepionki?

Przykłady tego zjawiska obserwujemy w czasach pandemii aż nadto i można by im poświęcić odrębny artykuł. Zasięgi merytorycznego wpisu, który przystępnym językiem objaśnia mechanizmy działania szczepionek przeciw covid-19, mają się zazwyczaj nijak do tych notowanych dla histerycznych, okraszonych krzykliwymi grafikami postów i komentarzy informujących o tym, że szczepienia zabijają. To oczywiste, że media społecznościowe ponoszą przynajmniej częściową odpowiedzialność za powstałą niechęć do szczepień, a często też za jej tragiczne konsekwencje.

Trudno zaakceptować sytuację, gdy przeciwdziałanie fake newsom jest jedynie przejawem dobrej woli platformy, na łamach której publikowane są materiały kształtujące opinię publiczną w globalnym wymiarze. Zwłaszcza że strony takie jak Twitter czy Facebook coraz częściej stają się, zwłaszcza dla ludzi młodych, głównym, a niekiedy jedynym źródłem informacji o świecie. Badania wskazują, że takie osoby są szczególnie podatne na rozmaite teorie spiskowe i cechują się niskim stopniem zaufania do nauki. Potrzeba więc rozwiązań prawnych, które zmuszą media społecznościowe do obowiązku przeciwdziałania dezinformacji i przeprofilowania algorytmów tak, by priorytetowo eksponowały to, co wpisuje się w cele zdrowia publicznego.

Czytaj także: Bajki o bezpłodności. Wracają fake newsy na temat koronawirusa

Facebook blokuje artykuł „British Medical Journal”

Na razie niektóre platformy podjęły działania na własną rękę. YouTube postanowił zwiększyć widoczność zweryfikowanych materiałów o covid-19 i szczepieniach. Twitter zaczął blokować konta osób, które przyczyniały się do dezinformacji, włącznie z Donaldem Trumpem. Facebook chwalił się, że pomiędzy październikiem a grudniem 2021 r. usunął 12 mln nieprawdziwych informacji o pandemii i zamknął 1,3 mld fałszywych kont – to chyba najlepsze podsumowanie, do jakiego stopnia media społecznościowe mogą być wykorzystywane do rozprzestrzeniania nieprawdy.

Zakontraktował również serwis Lead Stories, by pełnił funkcję agencji fact-checkingowej weryfikującej udostępniane treści. Agencja uznała za dezinformację artykuł opublikowany w listopadzie 2021 r. na łamach „British Medical Journal” (nazywanego skrótowo „BMJ”), jednego z najstarszych i najbardziej prestiżowych czasopism medycznych. Niektórzy użytkownicy nie mogli go już udostępniać, innym wyświetlał się komunikat o „brakującej treści”.

Jeszcze inni otrzymali ostrzeżenie, że rozprzestrzeniają nieprawdzie informacje, a niektórych kierowano do materiału przygotowanego przez Lead Stories, w którym artykuł „BMJ” zaprezentowano jako wadliwy. A trzeba dodać, że artykuł cieszył się (i wciąż cieszy) popularnością – tylko w listopadzie pełną jego treść wyświetlono niemal 3,5 mln razy.

Czytaj także: „Łagodniejszy” omikron, który zgotuje nam armagedon

Ventavia. Słabe ogniwo badania klinicznego szczepionki Pfizera

Co znalazło się w artykule, że tak bardzo poróżnił czasopismo naukowe i giganta mediów społecznościowych? Opisano w nim nieprawidłowości w trzech amerykańskich placówkach, gdzie prowadzono badanie kliniczne szczepionki firm BioNTech/Pfizer. Wszystkie znajdowały się pod jurysdykcją teksańskiej firmy Ventavia. Włączono poprzez nie do analizy blisko tysiąc uczestników. Począwszy od września 2021 r., redaktorzy czasopisma otrzymywali różne materiały nadsyłane przez Brooks Jackson, byłego regionalnego dyrektora Ventavii: kopie wewnętrznych dokumentów i maili, zdjęcia, nagrania audio.

Redakcja zastrzega, że poddawała je surowej ocenie i zweryfikowała jako prawdziwe. Zgodnie z tym, co opisano w artykule, miały dowodzić, że Ventavia w trakcie swojej części badania klinicznego miała fałszować dane, prowadzić je bez zaślepienia (z założenia uczestnicy nie mieli wiedzieć, czy otrzymują szczepionkę, czy placebo), zatrudniać niewykwalifikowany personel do wykonywania szczepień, utylizować zużyte igły i strzykawki w nieodpowiedni sposób i odpowiadać zbyt późno na zgłoszenia o wystąpieniu skutków ubocznych. We wrześniu 2020 r. ICON, agencja nadzorująca badanie, wskazała w mailu, że Ventavia zwlekała ponad trzy dni z reakcją na sto takich zgłoszeń, podczas gdy Pfizer wymagał od kontrahentów działania w ciągu nie dłuższym niż doba.

Czytaj także: Eksperci przeciw antynauce. Rozbrajamy fake newsy o szczepionce

Należy stanowczo podkreślić, że problem dotyczył trzech placówek z aż 153, które brały udział w globalnym badaniu klinicznym trzeciej fazy szczepionki Pfizera. Ventavia podała szczepionkę lub placebo jedynie ok. 1 tys. z niemal 43,5 tys. uczestników – czyli ok. 2 proc. W zgodnej opinii różnych ekspertów i amerykańskiej Agencji Żywności i Leków (FDA) opisane w „BMJ” problemy nie mogły mieć wpływu na ostateczne wnioski z badania.

Sprawę analizowała również Europejska Agencja Leków i doszła do takich samych wniosków. Trzeba też nadmienić, że bezpieczeństwo i skuteczność szczepionki Pfizera zostały w międzyczasie zweryfikowane przez liczne badania prowadzone już po jej autoryzacji. Nie ulega wątpliwości, że dzięki niej udało się uratować życie setkom tysięcy osób na świecie, a inne ocalić przed poważnymi konsekwencjami ciężkiego covid-19. Wiedząc wszystko, co opisano w publikacji „BMJ”, nie zmieniłbym więc swojej decyzji o przyjęciu trzech dawek preparatu Pfizera.

Nie zmienia to faktu, że nie ma żadnych przesłanek, by artykuł w „BMJ” uznawać za dezinformację, blokować do niego dostęp przez media społecznościowe czy wysyłać ostrzeżenia do użytkowników, którzy chcą go udostępnić. Nie dziwi więc, że rozwścieczyło to redaktorów „BMJ”. Zwłaszcza że najpierw kontaktowali się z firmą Lead Stories, która uznała artykuł za wprowadzający w błąd, a ta odmówiła wprowadzania jakichkolwiek modyfikacji do materiału weryfikacyjnego.

Bezskutecznie próbowano także wymusić odpowiednie działania na Facebooku. Wreszcie ówczesna naczelna czasopisma i jej następca opublikowali pełen złości list otwarty do Marka Zuckerberga. Jak stwierdzili, działania podjęte przez serwis są „nierzetelne, niekompetentne i nieodpowiedzialne” i mogą prowadzić do podważenia zaufania do jednego z najbardziej cenionych czasopism medycznych na świecie. Warto wspomnieć, że w przeszłości to właśnie „BMJ” odegrał kluczową rolę w obnażaniu sfałszowanych badań Andrew Wakefielda, wedle których szczepienia dzieci przeciw odrze, różyczce i śwince miały rzekomo powodować autyzm.

„BMJ” zabrakło wyczucia

Częściowo sympatyzuję w tej kwestii z redakcją czasopisma. Wszystko wskazuje na to, że problemy Ventavii zostały dobrze udokumentowane, a redaktorzy w rygorystyczny sposób zweryfikowali dowody. Zarazem uważam, że od tak doświadczonego czasopisma jak „BMJ” można było oczekiwać ostrożniejszego i bardziej odpowiedzialnego przedstawienia sprawy. Już sam tytuł artykułu: „Covid-19: Researcher blows the whistle on data integrity issues in Pfizer’s vaccine trial” (Covid-19: Naukowiec sygnalizuje problemy z integralnością danych w badaniu klinicznym szczepionki Pfizera) prosi się o uściślenie.

Można go przecież nieopatrznie zrozumieć – choćby tak, że nieprawidłowości dotyczą całego globalnego badania klinicznego trzeciej fazy, a nie tylko trzech placówek z ponad 150, które wzięły w nim udział. A przecież tytuły i nagłówki tekstów publikowanych online potrafią same w sobie kształtować opinię publiczną. Problem dotyczył tylko miejsc będących pod jurysdykcją jednej z wielu firm, które Pfizer zakontraktował. Oczywiście taka sytuacja w ogóle nie powinna mieć miejsca. Przedstawiciele firmy stoją jednak twardo na stanowisku, że wszystkie oskarżenia są bezpodstawne. W tej sprawie z pewnością potrzebne jest dodatkowe śledztwo.

Czytaj także: Największy naukowy skandal czasów covid-19? Zalew byle jakich publikacji

W samej treści artykułu zabrakło natomiast podkreślenia, że cała sprawa nie ma wpływu na ostateczne wyniki, na podstawie których FDA podjęła decyzję o autoryzacji szczepionki. Uzasadnione byłoby choćby wspomnienie o obserwacjach dotyczących bezpieczeństwa i skuteczności preparatu przeprowadzonych po jego autoryzacji. Zasadne byłoby również upublicznienie otrzymanych materiałów dowodowych. Jeżeli z prawnych powodów jest to niemożliwe, warto by je chociaż szczegółowo krok po kroku omówić. Jedyne, co dotychczas zaprezentowano, to ich ogólny opis, wybrane cytaty z korespondencji oraz krótkie relacje byłego dyrektora i dwóch innych byłych pracowników Ventavii. Rzetelność wymagałaby również, by autor artykułu – Paul Thacker, redaktor śledczy „BMJ” – poprosił firmę o komentarz. Wedle jej przedstawicieli nikt z czasopisma się w tej sprawie z nimi nie kontaktował.

Pozostaje absmak, że sprawie nie nadano należytej równowagi. W niezamierzony sposób artykuł stał się kolejną pożywką dla ruchów antyszczepionkowych, które wykorzystują go do tworzenia nieprawdziwych wyobrażeń o szczepionce przeciw covid-19 i jej bezpieczeństwie. Może też budzić niepokój osób zaszczepionych. I to właśnie z tego powodu Facebook ograniczył do niego dostęp.

Całą sprawę można by spłaszczyć i przedstawić jednostronnie, twierdząc, że mainstream próbuje nie dopuścić do głosu jakichkolwiek wątpliwości związanych ze szczepionkami na covid-19. Do tego stopnia, że zwalcza nawet artykuł opublikowany w prestiżowym czasopiśmie. Wpisuje się to dobrze w retorykę grup wrogich szczepieniom.

W gruncie rzeczy cała sprawa doskonale dowodzi, że walka z dezinformacją w przestrzeni online wymaga konkretnych protokołów działań i prawnego uregulowania. W przeciwnym razie dalej panować będzie swoista bonanza, ze szkodą dla społecznego zaufania do nauki. Natomiast jej przedstawiciele, w tym redaktorzy zacnych czasopism, muszą zdać sobie sprawę, że w czasach kryzysu pandemicznego ciąży na nich ogromna odpowiedzialność.

Czytaj także: „The Lancet” – kontrowersyjny tygodnik naukowy

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Gerhard Schröder, towarzysz Putina. Toksyczny związek na dobre i złe

Były kanclerz Gerhard Schröder, który wciąż nie wyrzekł się przyjaźni z gospodarzem Kremla, jest symbolem wszystkich niemieckich problemów z Rosją. Ale wcale nie najgorszym.

Marek Orzechowski
19.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną