Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Grecja: wakacje z pożarami. Polskie biura podróży niespecjalnie się przejmują

Grecję ogarnęły pożary. Lipiec 2023 r. Grecję ogarnęły pożary. Lipiec 2023 r. AA / ABACA / Abaca Press / Forum
Takie wydarzenie jest zawsze próbą dla biura turystycznego. Jak sprawnie działa, jakie ma procedury, na ile skutecznie jest w stanie pomóc swoim klientom. Niestety, najczęściej biura są dramatycznymi wydarzeniami zaskoczone nie mniej niż turyści.

Wymarzone wakacje all inclusive, na leżaczku, nad basenem, z drinkiem w ręku, mogą łatwo zamienić się w dramatyczną ucieczkę przed szalejącym żywiołem. Przekonują się dziś o tym turyści, którzy spędzają wakacje na trawionych pożarami greckich wyspach Rodos, Korfu i Eubei, a także na hiszpańskiej La Palmie.

Polskie biura podróży niespecjalnie przejmują się ich losem. Liczą, że pożary w końcu zostaną ugaszone, a miejscowe władze zaopiekują się turystami i wszystko będzie, jak było.

Czytaj też: Według wielu Turków po 100 latach wygasa granica z Grecją

Największa taka operacja w Grecji

Na stronach touroperatorów wciąż są dostępne oferty wakacji marzeń. Biuro Grecos Holiday w ofercie last second (wylot 28 lipca) sprzedaje po bardzo atrakcyjnej cenie pobyt na Rodos w Pefkos, zachwalając „kuchnię grecką, relaks w ciszy i spokoju”. Gdyby kogoś interesowało, jak wygląda dziś ten relaks, to odsyłam do opowieści turystów cytowanych przez RMF24.pl: „Wczoraj w godzinach wieczornych [w sobotę – red.] ewakuowaliśmy się wraz z grupą z naszego hotelu i personelem z Pefkos: kazano nam wyjść na plaże i czekać 10 minut na łódź (która ostatecznie nigdy nie przypłynęła). Tkwiliśmy na plaży do godziny ok. 4 nad ranem. (…) Ta grupa do hotelu zastępczego, wskazanego przez organizatorów ewakuacji, trafiła dopiero o 6 rano. W niedzielę po południu ta grupa została zabrana do szkoły, w której urządzono punkt ewakuacyjny. Cały czas 'czuwa' nad nami rezydent, który nic nie wie, biuro podróży nie chce zorganizować nam transportu powrotnego do Polski, ale organizują swoje wycieczki po wyspie. Aktualnie opiekują się nami wolontariusze z Grecji (to oni rozkładają nam materace do spania, pilnują, abyśmy byli nawodnieni, robią wszystko, by nam pomóc”.

Według zgrubnych szacunków 30 tys. osób ewakuowano w całej Grecji. To największa taka operacja w historii tego kraju. Najwięcej ewakuowano z Rodos – ok. 20 tys. Mniej mówi się o Korfu i Eubei, gdzie także szaleją pożary. Na Korfu, popularnym wśród polskich turystów, ewakuowano miejscowości Santa, Megoula, Porta, Palia Perithia, Sinies, Nisaki. Na szczęście na razie nie spłonął żaden z hoteli.

Czytaj też: Tragiczna zbrodnia na Kos. PiS łapie głosy, Morawiecki gra sędziego

Wakacje marzeń: koszmar

Niestety, letnie pożary to zmora krajów śródziemnomorskich. Latem, gdy temperatury przekraczają 40 st. C, a w każdym zakamarku są tysiące rozbawionych, nieostrożnych i nieświadomych ryzyka turystów, o nieszczęście nietrudno. Wówczas wakacje marzeń mogą

zamienić się w koszmar. Ten rodyjski to nie pierwszy tego typu i na pewno nie ostatni. Turystyka zagraniczna nawet w krajach uważanych za bezpieczne wiąże się z wieloma ryzykami. Wiedzą coś o tym ci, którzy w 2004 r. wypoczywali na wyspie Phuket w Tajlandii i przeżyli atak tsunami, który zalał wyspę, zabijając tysiące ludzi (w całej Tajlandii zginęło ok. 8 tys. osób). Innego typu doświadczenie przeżyli polscy turyści w 2015 r., zwiedzający tunezyjskie muzeum narodowe Bardo w Tunisie. Padli ofiarą ataku dżihadystów – zginęły 24 osoby, w tym trójka Polaków, kilkadziesiąt osób było rannych. O innych dramatycznych przypadkach, jak np. dość częste latem wypadki autokarów turystycznych, nie trzeba wspominać.

Takie wydarzenie jest zawsze próbą dla biura turystycznego. Jak sprawnie działa, jakie ma procedury, na ile skutecznie jest w stanie pomóc swoim klientom. Niestety, najczęściej biura są dramatycznymi wydarzeniami zaskoczone nie mniej niż turyści i zwykle liczą, że wszystkim zajmą się lokalne władze plus polski rząd. Budżety touroperatorów są mocno wyżyłowane, imprezy niejednokrotnie sprzedawane z minimalną marżą albo i bez niej (zwłaszcza las minute), dlatego żadnego biura nie stać, by wynająć dodatkowy samolot i zorganizować ewakuację do Polski albo znaleźć inne rozwiązanie. W najbardziej dramatycznych sytuacjach wkracza rząd, wysyłając samoloty po turystów.

Czytaj też: W Grecji jest lepiej, ale gorzej. Nasi rozmówcy mają déjà vu

Turyści na pogorzelisku

Dziś polscy turyści pomstują, że nie można się nawet z biurem skontaktować, a miejscowi rezydenci znikają albo są bezradni. Ci, którzy mają wykupione już wczasy do rejonów objętych katastrofami, chcieliby się z nich wycofać, ale i z tym bywa kłopot. Nie wszystkie biura oferują zmianę terminu i miejsca wypoczynku. Formalnie dopiero decyzja MSZ zalecająca niewyjeżdżanie do jakiegoś rejonu świata stanowi podstawę do bezkosztowego wycofania się z wyjazdu.

Biura wychodzą z założenia, że jeśli pożar zostanie ugaszony, to nie ma sprawy. Choć wypoczynek na pogorzelisku to także nie będą wakacje marzeń. Podobnie sprawa wygląda z tymi, którzy przeżyli ewakuację i w końcu wrócą do kraju. Teoretycznie mogą dochodzić odszkodowania i zadośćuczynienia za zmarnowany urlop, ale przepisy są niezbyt precyzyjne i wymagać będą zapewne wystąpienia na drogę sądową.

Czytaj też: Peloponez: dzika, piękna kraina. A Horacy ostrzegał...

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Kaczyński się pozbierał, złapał cugle, zagrożenie nie minęło. Czy PiS jeszcze wróci do władzy?

Mamy już niezagrożoną demokrację, ze zwyczajowymi sporami i krytyką władzy, czy nadal obowiązuje stan nadzwyczajny? Trwa właśnie, zwłaszcza w mediach społecznościowych, debata na ten temat, a wynik wyborów samorządowych stał się ważnym argumentem.

Mariusz Janicki
09.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną